Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2014, Marzec21 - 1
- 2014, Luty14 - 0
- 2014, Styczeń12 - 3
- 2013, Grudzień26 - 15
- 2013, Listopad15 - 24
- 2013, Październik19 - 23
- 2013, Wrzesień17 - 22
- 2013, Sierpień27 - 7
- 2013, Lipiec11 - 0
- 2013, Czerwiec20 - 13
- 2013, Maj22 - 9
- 2013, Kwiecień23 - 0
- 2013, Marzec28 - 2
- 2013, Luty14 - 6
- 2013, Styczeń14 - 25
- 2012, Grudzień12 - 36
- 2012, Listopad9 - 13
- 2012, Październik2 - 14
- 2012, Wrzesień19 - 38
- 2012, Sierpień16 - 57
- 2012, Lipiec17 - 60
- 2012, Czerwiec19 - 75
- 2012, Maj12 - 77
- 2012, Kwiecień15 - 93
- 2012, Marzec11 - 31
- 2012, Luty15 - 34
- 2012, Styczeń15 - 68
- 2011, Grudzień14 - 66
- 2011, Listopad11 - 94
- 2011, Październik10 - 75
- 2011, Wrzesień23 - 104
- 2011, Sierpień23 - 84
- 2011, Lipiec18 - 44
- 2011, Czerwiec13 - 0
- 2011, Maj12 - 0
- 2011, Kwiecień11 - 0
- 2011, Marzec3 - 0
Dane wyjazdu:
39.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
16.10.2011 Clermont-Ferrand, Aubiere i Puy de Dome
Niedziela, 16 października 2011 | Komentarze 7
Po wczorajszym obejściu miasta dzisiaj wstałam z potężnymi zakwasami łydek! Prawie chodzić nie mogłam ;). Jak nic był to bunt organizmu przeciwko turystyce pieszej! Poczułam się w obowiązku natychmiast znaleźć bajka! Pokuśtykałam do inf. turystycznej z małym optymizmem prosząc o znalezienie wypożyczalni otwartej w niedzielę ;p. O dziwno znalazła się nawet całkiem niedaleko, aczkolwiek otwarta jeszcze tylko kilka godzin. Nie było się co zastanawiać ;). Na początek pokręciłam po mieście po kilku miejscach z ładnymi widoczkami. Nie powiem, żeby ta jazda była jakaś szałowa. Ulice co prawda wyludnione, ale samo Clermont położone jest na górach i całe jest w zjazdach i podjazdach (do wyboru od 10 do 16%). Co podjechałam to trzeba było zjechać, poza tym kręciłam się trochę błądząc. Prawie jak jakieś xc ;D. Poza tym wszędzie pełno ulic jednokierunkowych, przez co na zjazdach kilka razy w ostatnim momencie zauważyłam zakaz wjazdu i hamowałam już na ulicy „pod prąd”. Ludziska zaskakująco życzliwi, uśmiechali się tylko, chłopaki nawet machali ;p;p. A może właśnie nie?! Może oni właśnie rechotali się z takiej ofiary losu :D??. Nieważne.. Dalej postanowiłam podjechać do Aubiere (sąsiednie miasteczko), czyli do swojej new roboty. A nóż-widelec ktoś pracuje w laboratorium w niedzielę :D:D? Hehe oczywiście wszystko pozamykane na 4 spusty.. Wciąż miałam mało km, łydki dalej piekły, dużo wolnego czasu zostało… Kusiły mnie góry otaczające dookoła miasteczko w odległości kilku km. Koniec końców skierowałam się w stronę najwyższego szczytu Owernii a właściwie wulkanu Puy de Dome (1400m). Mapa mi się skończyła w trakcie jazdy, aczkolwiek do samego podnóża wulkanu jechałam drogą o nazwie Puy de Dome, więc raczej nie mogłam zabłądzić ;p. Super asfalcik, żałowałam że nie pożyczyłam szosy i musiałam się męczyć z mtb. A było z czym się męczyć. Do pętli pod wulkanem ciągle jechałam pod górę. W drodze minęło mnie kilkunastu kolarzy. Uśmiechnięci, ładnie poubierani, fajne szoski… Ktoś coś do mnie próbował zagadać ale niestety ich francuski w połączeniu z zadyszką był dla mnie nieczytelny. Mój dla nich tym bardziej…. Jak pięknie byłoby tu jechać bullsikiem ;p. Ogólnie zgrzałam się z lekka. Co jakiś czas zdejmowałam kawałki garderoby i tak na pętli pod wulkanem byłam już tylko w krótkich ubraniach. Widok z tamtego miejsca: rewelacja! Na dole miasto, na górze szczyt wulkanu. Wszędzie zielono jeszcze, słonko praży, zero chmur! A podjazd na szczyt… no cóż doznałam lekkiego zawrotu głowy.. Stromy jak diabli. Akurat zjechali jacyś kolarze i zaczynali pakować szoski do samochodów więc postanowiłam podpytać. Panowie uprzejmie wyjaśnili, że wjeżdża się dookoła wulkanu, że czasami są tam wyścigi, że dystans krótki, ale bardzo stromo i że na górze super pogoda, aaaa i że przyjemniej będzie mi na szosowym… cwaniaczki :D. Na migi, a raczej na swoich rowerach wytłumaczyli mi żebym koniecznie pożyczyła szosę z 3 tarczami z przodu :D. Nawet jakby powiedzieli mi to po ingliszowemu to i tak bym nie zrozumiała tych rowerowych pojęć ;D. Tak więc, z braku dobrego sprzętu i czasu Puy de Dome musi poczekać do „prochain dimanche”. Ubrałam się z powrotem na zjazd i pocisnęłam do miasteczka, gdzie i tak z opóźnieniem wpadłam do wypożyczalni. Na szczęście nie kazali dopłacać. Lubię tą mieścinę i wiecznie uśmiechnięte gęby jej mieszkańców. Mogłabym tu chyba zamieszkać ;) Kategoria 30-50km, po mieście
Komentarze
marcin0604 | 19:33 wtorek, 18 października 2011 | linkuj
Oki doki, to do zobaczenia. Wracaj w jednym kawałku. Trzymanko :)
Magic | 19:18 poniedziałek, 17 października 2011 | linkuj
Wróci, wróci - jak jutro wsiądzie na rower, to za trzy dni będzie na miejscu, he, he ;-)
marcin0604 | 18:17 poniedziałek, 17 października 2011 | linkuj
Heloł? Gdzie Ciebie wywiało? Ja właśnie zastanawiałem się czy nie wyciągnąc Ciebie na szosę. Hmmm..
A wrócisz Ty tu jeszcze do tej Polski B. ?
Pozdrówki;)
A wrócisz Ty tu jeszcze do tej Polski B. ?
Pozdrówki;)
czarniatko | 17:54 niedziela, 16 października 2011 | linkuj
A no mam, tylko kabla od aparatu nie wzięłam ;p, więc mam nadzieję, że nie zapomnę wrzucić po powrocie :>. Właściwie to w kolejną sobotę lub niedzielę może udałoby się wjechać na tą górkę już w całości to wtedy bym fajniejsze zdjęcia pyknęła :>
Magic | 17:42 niedziela, 16 października 2011 | linkuj
Fajnie wreszcie coś nowego poczytać :-) Widzę, że w ciekawe tereny trafiłaś. Masz jakieś fotki??? U nas dziś 8C, czyli jakieś 10 mniej niż tam - to niesprawiedliwe :-). Pozdrawiam!
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!
