Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi czarniatko z miasteczka Lublin. Mam przejechane 21116.45 kilometrów w tym 3627.17 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czarniatko.bikestats.pl
Dane wyjazdu:
67.00 km 0.00 km teren
03:13 h 20.83 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:168 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

08.07.2012 Maraton Kresowy w Łomży

Poniedziałek, 9 lipca 2012 | Komentarze 7

Maraton Kresowy w Łomży.
No to od początku ;). To już drugi Kresowy który jadę z teamem OBST z Chełma. Przyjeżdżamy sobie kilkunastoosobową grupą. Wesoła gromadka, śmichy chichy i znowu nie śpię niemal całą noc :D. A to Monika gada do mnie, a to ja do Moniki, to burza, to głosy na dworze, to coś tam innego. Wstaję więc rano, jak przed większością maratonów po ok 3 h snu i nawet się cieszę w duchu, że aż 3h, bo w sumie mogłam wcale nie zasnąć :D.

Na starcie staję w drugiej linii, omiatam wzrokiem gdzie są strategiczne dla mojego wyścigu laski :D. Zastanawiam się krótko czy zaryzykować i spróbować utrzymać się za Agnieszką Nowiczkow, ale ostatecznie pomysł szybko upada, bo trasa niemal 70 km i upał i nie chcę wykończyć się w połowie :D.

A trasa to kompletne zaskoczenie. Pierwsze 10-15 km to super interwał: ostre krótkie podjazdy i szybkie strome zjazdy. Są korzenie, wyrwy po deszczu no i kuuupa piachu, z którym sobie tego dnia nie radzę zbyt dobrze. Mimo wszystko na samych górkach czuję się świetnie. Pomna ostatnich doświadczeń, na płaskim też staram się mocniej przyciskać i jadę dość twardo. W połowie dystansu okazuje się, że chyba za twardo, bo zaczynają się skurcze łydek. HA!! A przecież od środy specjalnie kawy nie piłam, brałam magnez... Tyle poświęceń.. ;d. No i trzeba było co jakiś czas zwalniać, a przy jednej z piaskownic wpinając się dopada mnie taki skurcz łydki, że myślę sobie po co mi to było... Mogłam być teraz nad jeziorem i sączyć browarka przy gitarce... No i wtedy wyprzedza mnie Ania Kędra i ona po piachu po prostu przepłyneła.. Hehehe no to do roboty! :D Gonię uciekinierów na tych zakwaszonych nogach, ale musze na miękkim, bo wciąż mam lekkie skurcze. Niestety dystans się powiększa i na którejś prostej przestaję widzieć uciekającą grupkę. Chwilowy demotywator. A może jednak po prostu paść sobie w runo leśne i zjeść jakiegoś grzyba lub liścia...?

Na szczęście szybko przechodzi... Do końca mam jeszcze 25 km. Plan jest prosty. Kawał terenu, więc jadę swoje, rozjeżdżam skurcze i na ostatnich 10 km (z interwałowymi górkami) ujawniam swoje magiczne właściwości, mijam rywalkę i wjeżdżam w glorii i fanfarach na metę :D. Niestety zanim go zaczęłam realizować dopadł mnie jeszcze skurcz uda. Myślę sobie: no... jeszcze tylko skurcz drugiego uda, ucha, oka... i limit się w końcu wyczerpie, więc pokrzepiona tą myślą zaczynam cisnąć miękko, ale całkiem szybko się rozpędzam. Mijam niekiedy jakichś kolesi co daje mi motywację, a na 10 km przed metą, przy bufecie mijam w końcu i Anię.

Ścigamy się przez następnych 6-7 km po prostu szałowo!!!! Ponad 40km/h po lesie i na łące. Po koleżeńsku coś tam się dopingujemy, w końcu wrzucam blat i odskakuję na kilkaset metrów i .... reeetyyy: SKURCZ!! - taki skmurcz, że aż trzeba stanąć. W takim momencie!!!! Ania mija mnie ze świstem kółek. Zagryzam zęby ruszam za nią. Od tego zagryzania to dziwne że zębów nie połamałam sobie :D. Kurde, 20 km pogoni w skurczach i na ostatnich 3 km mając przewagę mam odpuścić?? Dorzucam do twardości i widzę, że znowu zmniejszam dystans. I już wtedy wiem, że może mnie teraz złapać skurcz każdej części ciała, ale na te kilka km po prostu siłą woli muszę wytrzymać, wyprzedzić, utrzymać, wygrać, a później sobie spokojnie umrę pod drzewkiem. Mijam ostro walczącą Anię i pędzę ile sił w nogach do mety z jakimś powerem nie wiem skąd wziętym :D. Na ostatnim km oglądam się, ale na długiej prostej nikogo za sobą nie widzę. Ostatecznie na metę wpadam z czasem o 2 minuty lepszym i zajmuję 2 miejsce za Agnieszką Nowiczkow. Ta kubitka była poza moim najśmielszym zasięgiem... A skurcze łydek łapią mnie jeszcze kolejnego dnia ;).
Piękne ściganie na ostatnich 10 km, no po prostu +10 do satysfakcji :). Babeczki z OBSTa przejmują 66.6% podium :D

Wielkie gratulacje również dla Wiesława za 2 miejsce w swojej kat. (pomimo poważnego upadku), a także dla Jawo, który otarł się o podium i zajął 4 miejsce :), a także dla wszystkich, bo taką dużą grupą narobiliśmy trochę szumu w Łomży :D

Dst 67km
T: 3h 13 min
2 miejsce, 2 w open kobiet,


Kategoria wyścig, 50-70km



Komentarze
Magic
| 19:35 sobota, 21 lipca 2012 | linkuj Gratuluję! Gratuluję!
Jak dobrze pójdzie, to będę próbował za Tobą się podciągnąć w Rzeszowie :-)
gello1
| 21:12 poniedziałek, 9 lipca 2012 | linkuj moja moc jest na pstryknięcie palcem;)
robię o tak ''PSTRYK'' i jedziemy z koksem;P
czarniatko
| 20:58 poniedziałek, 9 lipca 2012 | linkuj Ale jak Cię znam to pewnie kumulujesz moc :)
gello1
| 20:56 poniedziałek, 9 lipca 2012 | linkuj Wiem Wiem:[
czarniatko
| 20:35 poniedziałek, 9 lipca 2012 | linkuj Dzięki ;). Gellu no ale Ciebie zabrakło :)
gello1
| 20:30 poniedziałek, 9 lipca 2012 | linkuj No Pani OBSTowa:D dobrze jest:D
Gyt Malina:]
Riddick
| 19:55 poniedziałek, 9 lipca 2012 | linkuj gratuluję :)
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin