Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi czarniatko z miasteczka Lublin. Mam przejechane 21116.45 kilometrów w tym 3627.17 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czarniatko.bikestats.pl
Dane wyjazdu:
0.00 km 0.00 km teren
00:37 h 0.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:191 ( 94%)
HR avg:181 ( 89%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

27.04.2013 Cyklokarpaty Przemyśl

Sobota, 27 kwietnia 2013 | Komentarze 0

Pierwsze, długo oczekiwane ściganko w Cyklokarpatach. Jedziemy z Kermitem, Kasią i Michałem. Czuję się nieźle, aczkolwiek pobudki o 4:30 nie należą do najprzyjemniejszych i chociaż wiem że noga nie ma prawa być zmęczona to jednak czuję takie zamulenie.. jakbym wciąż spała. Organizmu trzeba jednak słuchać, więc pomimo oburzenia Kasi, wkładam zatyczki w uszy, na oczy ciemną opaskę, poduszka pod głowę i ciach.. Nie ma mnie :P. W Przemyślu upał. Miła atmosfera, sporo czasu mamy, na spokojnie jem, ubieram się, rozgrzewam się nadzwyczaj solidnie. Od początku myślę o starcie. Co zrobić żeby dobrze ruszyć.. Najbardziej martwi mnie to, że na pół godziny przed wyścigiem linia startu jest już zapełniona. Postanawiam jednak porządnie się rozgrzać a do sektora wejść 10 minut przed startem. Ha! Wchodzę sobie od przodu, z lekkimi wyrzutami sumienia że tak się wpycham. Na wszelki wypadek, żeby nie zostać zlinczowaną, staję w drugiej linii. I start. Dobrze! Uparcie trzymam się tej drugiej linii, chociaż jest to tylko start honorowy. Dobijam nawet do samochodu policyjnego :D. Co raz ktoś mnie kierą wali po plecach i tyłku. Jest nerwowo. Z tyłu są kraksy. Policja odjeżdża tuż u podnóża długiego na 5 km i stromego podjazdu. Zaczyna się ściganko, a właściwie sprint. Na tak krótkim dystansie nie ma żadnych kalkulacji. 10% podjazd to walka z samym sobą. Wszelkie tasowania mają miejsce na tym pagórze, kilka osób mnie mija, kilka mijam ja. Wjeżdżam na szczyt z zaschniętym kompletnie gardłem, na lekkim odcięciu, z malutkimi mroczkami przed oczami. Kilka głębszych wdechów i przechodzi. Koło mnie jedzie jeszcze jakiś chłopak a za nami daleko nikogo. Tak jak przypuszczałam, tak długi podjazd będzie decydował o kolejności na mecie. Lecimy dalej, na podjazdach mam nad chłopakiem przewagę. Na jednym zjeździe wypadam z trasy w krzaki :D. Dalej podoba mi się podjazd na stoku narciarskim i sztywne podjazdy w parku miejskim, które wjeżdżam ledwo co i chyba tylko dlatego że gonię chłopaka :D. I wjazd do miasta, po bruku, z zakrętami, przelot schodkami i meta! Yuuuppii na 100% jestem pierwsza! Patrzę kto będzie kolejny. Po kilku minutach wpada na metę jakaś juniorka. Jest dobrze :D. Robię porządny rozjazd, na którym zaliczam dzwona gdzieś na schodach :/. Kobieca intuicja każe mi kilka razy zapytać orga o wynik. Org każe czekać… W tym miejscu celowo chcę pominąć pewien przykry incydent, który podniósł mi ciśnienie na maxa, jak również nie wspomnę o innych „pomaratonowych” niedociągnięciach organizacyjnych. Zrobię to po to, bo mam po prostu nadzieję, że kolejna edycja będzie zorganizowana na najwyższym poziomie, a wydarzenia w Przemyślu były tylko incydentem. W sumie każdemu może się zdarzyć… Powiem tylko że po wszelkich perypetiach, bardzo późnym popołudniem stanęłam na najwyższym klocku pudła, zajmując I miejsce w kat, jak i I miejsce w open kobiet. W Open ogólnym byłam 16 :)
Kategoria <30km, lkkg, wyścig



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy.
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin