Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi czarniatko z miasteczka Lublin. Mam przejechane 21116.45 kilometrów w tym 3627.17 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czarniatko.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2012

Dystans całkowity:790.50 km (w terenie 248.00 km; 31.37%)
Czas w ruchu:26:09
Średnia prędkość:24.34 km/h
Maks. tętno maksymalne:196 (97 %)
Maks. tętno średnie:189 (93 %)
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:41.61 km i 2h 00m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
60.00 km 60.00 km teren
02:51 h 21.05 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 96%)
HR avg:170 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

09.09.2012 Maraton Kresowy w Supraślu

Poniedziałek, 10 września 2012 | Komentarze 2

Kolejny Maraton Kresowy, tym razem w Supraślu. 9-osobową ekipą OBSTów opanowaliśmy Supraśl już w sobotę wieczorem. Niektórzy poszli zbadać końcówkę trasy inni regenerowali się, suplowali, nawadniali… :D. Ostatecznie jednak wszyscy się nawadniali. Podstawa!

Musze wspomnieć w tym miejscu o samej miejscowości, bo siedzi to we mnie i czuję, że musze się gdzieś uzewnętrznić :D. Był to obrazek jakby wyjęty żywcem z Rancza Wiłkowyje. Malutkie, kolorowe chatki, brukowane uliczki, w centrum cerkiew, kilka sklepów, kilka przytulnych knajpek, lasy, rzeka i … cisza. Wszędzie czysto, zadbanie i bardzo zielono. Niektóre przechadzające się miejscowe kobiety były oryginalnie poubierane, we wzorzyste sukienki. To wszystko robiło na mnie duże wrażenie, szczególnie w nocy (do tego stopnia że wychodząc z marketu zapomniałam oddać koszyka na zakupy ;)). Po prostu jakby czas się zatrzymał :). Z okna mieliśmy widok na trasę maratonu czyli Góry Krzemienne. Skąd tam góry? No właśnie skąd? Szok. Pozytywny rzecz jasna. Już zacierałam łapki i nóżki :D

Wyspalam się! Juuuhuuu! Jeszcze smarowanko łańcucha, małe rozciąganko, szybka rozgrzewka i na start! Dostąpiłam zaszczytu i stanęłam w pierwszej linii z Anią Kędrą, Kasią Kirpszą i Izą Kłosowską. Jeszcze kilka minut poszczerzyłyśmy zęby do fotografów i ruszamy! Kawałeczek asfaltem. Iza na przedzie całego peletonu, ja na jej kole. Kątem oka widzę, że mam z boku Kasię Kirpszę, dziewczyny z Obsta gdzieś za mną. Nie wiem gdzie jest Tatiana S., ale wiem, że na pewno nie przede mną ;p. Później wpadamy na szeroki szuter no i zaczyna się zabawa :D. Nie jest jakoś specjalnie ciężko i już po chwili dochodzę do Kirpszy, w momencie ataku lewą stroną przyhamowuje mnie piasek, no i tym razem plan nie wychodzi, ale widzę, że pod górę spokojnie dam radę i za chwilę ponownie dojeżdżam do zawodniczki, wyprzedzam ją i lecę dalej. Przed sobą widzę kilku gości a za nimi majaczy mi Iza. Noga naprawdę rewelacyjnie podaje więc pędzę. Oczywiście i tak wiem, że Iza jest poza moimi możliwościami, ale jej obecność w zasięgu wzroku daje mi porządną motywację. Niestety.. pierwszy etap zabawy kończy się na 12 km. Wchodzę w zakręt po jakichś krzakach i nagle z ogromnym zdziwieniem wylatuję przez kierę ;D. Okazuje się że tylne koło jest zblokowane, bo szprycha weszła pod metalową osłonkę dolnego kółeczka wózka przerzutki ;/. Weszła i nie chce wyjść! Szarpię się z tym trochę, w między czasie moja obecność wyniuchały miejscowe komarzyce, więc jeszcze wałczę z tą plagą. Dojeżdża Toszu, próbuje mi pomóc, a szprycha stoi jak zaklęta, jak przymurowana! Mija mnie Kirpsza (heh fajna przewagę już miałam jak się okazuje), zaraz przejeżdża też Ania W., a później Ania K. i inne dziewczyny. Mówię do Tosza żeby leciał, a ja wracam na metę. No ale jak wracać skoro kółko zablokowane? Rower na plecy i 12 km z buta? :D. Dojeżdża jeszcze jakiś koles z kluczami, ale jakimiś nie takimi jak trzeba. Później ze smutkiem patrzę, że mija mnie cały półmaraton puszczony 5 minut po naszym dystansie. No nieźle… Już się zbieram z rowerem pod pachą, ale dojeżdża do mnie „pojazd techniczny” i pyta czy pomóc? No jasne że pomóc :D ! 5 kolejnych minut na serwis, szybka regulacja i prostowanie przerzutki i „pani leci dalej!” Skoro tyle km jechałam do tego Supraśla to pewnie że polecę, chociaż ponad 15 minut miałam już w plecy :D!

Mam powera, nie wiem skąd, bo ogólnie jest mi smutnawo, że wszyscy odjechali i zostałam sama, ale jadę na jakiejś mega dużej adrenalinie czy czymś innym. Przed rozjazdem maratonu i półmaratonu wyprzedzam jeszcze kilka osób z mniejszego dystansu. Tuz za rozjazdem zaczyna się piękna cześć trasy. Nie ma kilometrowych podjazdów, ale są krótkie takie na ok. 100-200 metrów bardzo strome, a do tego trzeba mieć jeszcze zapas siły, żeby czasami podrzucić kółko na korzeniu. Także chwilowo skupiam się na tym. Zaraz za pierwszym takim podjazdem widzę ostatnie osoby z mojego dystansu, szybko je mijam, później są kolejne i kolejne i robi się coraz raźniej. Noga naprawdę wciąż rewelacyjnie kręci. Wraca do mnie cała radocha z jazdy ;D.

A w ogóle, pierwszy raz miałam okazję zobaczyć co dzieje się na tyłach maratonu. O ile na przedzie jest ostra napinka, spinka i zaginka, to na tyle jest total relax i zabawa. Ludzie gadają, śmieją się, czekają na siebie na podjazdach, a dwóch kolesi chciało mnie nawet poczęstować browarkiem :D.

Wjeżdżam wszystkie podjazdy oprócz jednego z piachem na szczycie. Dużo ludzi prowadzących rowery mijam na tych podjazdach, widzę też, że część osób sprowadza na zjazdach. Po pewnym czasie widzę czerwona koszulkę OBSTA. Ze zdziwieniem (że jakoś tak szybko) mijam Anię K., która źle się czuje i faktycznie widać, że nie jedzie "po swojemu", a przed metą dojeżdżam jeszcze do Tosza (jeszcze raz ogromne dzięki za zatrzymanie się przy defekcie i próbę pomocy). 15 km przed metą jest cudowny zjazd singlem ze szczytu góry. Singiel kreci się pomiędzy drzewami, gdzie kiera ledwo przechodzi, w ziemi stercza pniaczki, z korzeni są lekkie schodki. Wybornie. Nie wiem jakim cudem ale jeszcze kogoś tam mijam. Na końcówce zjazdu są muldy. Po prostu naturalny pumptrack! Genialne! Wiem, że wjazd na płyty oznacza kilka km do mety, więc cisnę bo w oddali widzę niebieską koszulkę. Dojeżdżam do zawodnika z Augustowianki wyprzedzam go, ale nie daję rady już odskoczyć i chociaż próbuję ze 2 razy, to wciąż widzę kątem oka jego cień, co oznacza że wiezie się na kole. Jadę tak trochę męcząc się pod wiatr, po czym zwalniam i zachęcam towarzysza do zmiany. A tu NIE… On też zwalnia. No to zwalniam jeszcze bardziej, po czym z całej siły przyspieszam i w końcu udaje mi się urwać gościa. Na mecie okazuje się, że brakowało mi już tylko 3 min do Ani W., która zresztą też miała ciekawe przeboje na trasie ;).

Mimo defektu i straty ok. 15 minut jestem bardzo zadowolona, że przejechałam tą piękna trasę, że powalczyłam, że noga super podawała i że przyjechałam z tą ekipą i świetnie się bawiłam także przed i po maratonie. Defekt przyjęłam nadspodziewanie spokojnie. Ot zdarza się, a mi w tym sezonie zresztą po raz pierwszy, więc pomyślałam, że w końcu musiało się to stać. Maraton i tak ukończyłam, więc luz, a i jeszcze będzie tysiąc okazji do rywalizacji z tymi dziewczynami ;). Mnie zachwyciła trasa… Zagnańsk na ŚLRze to było małe piwko. Były naprawdę trudne singlowe zjazdy z różnymi schodkami z korzeni, z powalonymi kłodami, na które trzeba było naskoczyć, no i podjazdy… Nie było błota, porozjeżdżanych przez traktory dróg, nie było prawie asfaltu a i płaskiego mało było. Druga połowa interwałowa. Trasa idealnie pode mnie, po prostu rewelacja! Będę chciała tam wrócić..

Jako że nie widziałam żeby ktoś na trasie robił zdjęcia, to pozwalam sobie wrzucić znaleziony link, z fragmentami trasy i okolic, którymi jechaliśmy. Polecam :D
Trasa i jej okolice
Trasa i jej okolice
Kategoria 50-70km, wyścig


Dane wyjazdu:
96.00 km 0.00 km teren
03:20 h 28.80 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:161 ( 79%)
HR avg:139 ( 68%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

06.09.2012

Piątek, 7 września 2012 | Komentarze 4

Wolny dzień to i na dłuższą szoskę poleciałam. Na dzień dobry pan kierowca mpk potrąbił na mnie na JPII wskazując ręką ścieżkę rowerową ;). Pokręciłam głową że nie da rady, ale pan musiał sobie potrąbić jeszcze trochę ;]. W ogóle to miała być spokojna jazda, ale strasznie wiało i ciężko się jechało. W uszach miałam taki szum że przerzutek nie słyszałam ;). W Zakrzówku skręciłam na Wilkołaz i dodatkowo pomęczyłam się na paskudnym asfalcie. Na 19tce był nowy dywan jeszcze bez wymalowanych pasów i był też jakiś nadzwyczajny wysyp tirów. Na koniec jeszcze mi coś odbiło żeby przejechać się Osmolicką wzdłuż zalewu. Po ciemku. Nie dość że dziury to jeszcze duży ruch. Takie to wrażenia sobie zaaplikowałam ;). Jak dobrze że od jutra już góral... :D
Kategoria 70-100km, samotnie


Dane wyjazdu:
61.50 km 0.00 km teren
01:59 h 31.01 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:186 ( 92%)
HR avg:156 ( 77%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

05.09.2012

Środa, 5 września 2012 | Komentarze 0

Powałeczki na pagórkach "do" i "z" Bychawy. Niby się ujechałam, ale tętno mówiło co innego. Coś mi się wydaje, że jeszcze po niedzieli porządnie nie odpoczęłam.
Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
43.00 km 31.00 km teren
02:10 h 19.85 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:155 ( 76%)
HR avg:110 ( 54%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

04.09.2012

Wtorek, 4 września 2012 | Komentarze 11

Totalny relaks na rozkręcenie nogi. Na Cienistej spotkałam Arka i Krzyśka, którzy próbowali wyciągnąć mnie na jakieś szalone korzenie, ale nie dałam się sprowokować i pokręciłam 15km/h łąką w nowe lasy. Do tego stopnia nowe, że złapała mnie w nich noc. DO tego po lewej stronie widziałam jakieś mega skarpy czy coś. Było ciemno więc do końca nie wiem co to było, ale drzewa były bardzo wysoko. Później w krzakach coś zaczęło się ruszać, a ja nie mogłam szybko jechac bo słaba lampka, a najgorsze nastąpiło gdy niemal wjechałam w stojący przy drodze krzyż, a może czyjąś mogiłę?!!! Wtedy przeraźliwie zawył mój pulsak: piii piii co oznaczało że stojąc w miejscu wskoczyłam na strefę >140 :D. O boże, o boże... Ale się tam nakręciłam. Wyleciałam z lasu jak opętana gdzieś blisko Strzeszkowic i poleciałam do domu.
Kategoria 30-50km, samotnie


Dane wyjazdu:
26.00 km 15.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg:189 ( 93%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

02.09.2012 Toro BikeFest, XC na Globusie

Wtorek, 4 września 2012 | Komentarze 2

Dzień wyścigowy zapowiadał się przyzwoicie. Wyspałam się, najadłam, nie było upału, rower działał... Przyjechałam godzinę przed wyścigiem, na spokojnie się zarejestrowałam, zrobiłam z Olą, Agą i Kasią kółko po trasie, kilka przyspieszeń po parkingu i pojechałam ustawić się na starcie. Troszkę dziewczyn było, więc zapowiadało się ciekawe ściganie.

Start niestety beznadziejny. Fatalnie coś się wpięłam, tak że niby byłam wpięta, ale stopa latała jak chciała i nawet przez chwilę nie mogłam się wypiąć, bo i stopa nie chciała się na bok blokować ;/. Dopiero na długiej prostej z kostki udało mi się poprawić wpięcie. Tymczasem Dorota Warczyk, Ola i Natalia mi uciekły. Powalczyłam jeszcze o to żeby wjechać na stok przed Agnieszką Stepuch. Udało mi się, ale Aga na agrafkach uparcie trzymała się tuż za mną. Tak sobie razem jechałyśmy gdzieś do kolejnych agrafek przy kebabie, wtedy zobaczyłam że w zasięgu wzroku przede mną jedzie Natalia. Przyspieszyłam i po jakimś czasie Agnieszka została trochę z tyłu, a ja goniłam. Oczywiście w pościgu przeszkodziło mi upierdliwe drzewo, o które musiałam zahaczyć i zejść z roweru :D. Dalej było spoko, chociaż z wrażeń nie pamiętam dokładnie co gdzie miało miejsce. Pamiętam, że podgoniłam w miarę Natalię i jechałam sobie za nią w przyzwoitej odległości drugą połowę rundy. Szybko się zorientowałam, że bardzo tracę na zjazdach, ale że szybko doganiam ją na podjazdach. O ile dobrze pamiętam, na końcówce drugiej rundy, przed zjazdem po schodkach próbowałam przyspieszyć i minąć ją, ale mijałyśmy też jakiegoś mastersa, którego Nat wyprzedziła, a ja już nie zdążyłam i mnie przyblokował. Chyba dopiero na początkowych agrafkach 3 rundy ponownie zaatakowałam, tym razem skutecznie. Tak jakoś cisnęłam do końca czwartej czy piątej rundy, gdzie miałam już fajną przewagę. I tutaj stało się coś niefajnego... Przejeżdżając przez metę którejś z tych rund, sędzia krzyknął że to już koniec i żebym schodziła. Zapytałam zdziwiona czy na pewno? "Tak, na pewno koniec". Więc nawracam i w sumie zadowolona, kieruję się pod szlaban na rozjazd, ale patrzę biegnie do mnie sędzie i krzyczy że "sorry, pomyliłem się, jedziesz dalej!"
.....
Wywaliłam oczy na wierzch, ale że dostrzegłam wjeżdżającą na metę Natalię, więc ruszyłam na kostkę. Cała przewaga poszła się.....
Dostałam solidnego motorka w tyłku i jakoś udało się utrzymać prowadzenie. Na 6 okrążeniu miałam już z powrotem trochę przewagi, ale na podbiegu przy nieszczęsnym drzewie poczułam, że jeszcze chwila i złapie mnie skurcz łydki. Zaczęłam zerkać do tyłu z nadzieją, że zobaczę za sobą Olę lub Dorotę Warczyk.. Wybawienie w postaci Oli pojawiło się koło Glinianej. Dubla przyjęłam z ulgą ;). Z tyłu nikt mi na plecach już nie siedział, więc w miarę spokojnie dojechałam do mety. Skurcz ostatecznie mnie oszczędził ;).

Ogólnie coś mi się pokręciło, bo myślałam ciągle, ze przede mną jadą ze 4 dziewczyny, a na mecie niespodzianka: dojechałam na 3 miejscu!
Przejechałam 6 z 7 kółek z czasem 1:14:45

Przez całą drogę słyszałam doping. Krzyczało mnóstwo osób, Czarek, Truskawka, Żwirek, Mrozo, Lukas z Kasią, Michał i inni. Kermita to słyszałam wszędzie, a Żwirek raz tak głośno krzyknął z Mosiru, że jadąc po środku stoku świetnie go słyszałam ;). A nawet doping chłopaków z LKKG dla Natalii mnie motywował w jakiś sposób :D.

W ogóle miejsce jak miejsce, ale sukcesem jest, że udało się powalczyć z Nat, bo uważałam, ze jest poza moim zasięgiem i z jej rewelacyjną techniką i umiejętnościami zjazdów, nie mam szans. No więc fajnie, że jakoś tak dobrze mi poszło :). Druga rzecz, która mnie cieszy to progres w porównaniu z poprzednim rokiem: 6 przejechanych kółek, podczas których wszystko zjechałam i podjechałam prawie wszystko. W tamtym roku jeden zjazd schodziłam, a połowę stoku wchodziłam :D. Aaaa no i nie dałam się też zdublować Ifsonowi ;D

Tętno z jednego kółka. Później pasek spadł mi na brzuch i nie było kiedy poprawić. HRmax 209 - to musiała być jakaś suma... Mam nadzieję że suma, bo trochę mnie to zaniepokoiło..
Kategoria <30km, wyścig


Dane wyjazdu:
14.00 km 8.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

01.09.2012

Wtorek, 4 września 2012 | Komentarze 0

Umówiłam się z Kermitem i Ifsonem na objazd trasy na globusie. Ogólnie to ja bardzo boję się XC, bo jestem słaba w technicznych klockach, no ale że to pod domem i za darmo, to postanowiłam chociaż przejechać się testowo. Założyłam sobie, że jeśli tym razem zjadę wszystko (w porównaniu do roku ubiegłego) to wystartuję, a jak nie, to przyjdę w niedzielę porobić chłopakom zdjęcia. O dziwo ubiegłoroczne straszki, w tym roku zjechałam bez problemu. Nieco dłużej zastanawiałam się nad nowym zjazdem, który miał na szczęście objazd. Zrobiłam ten objazd i stwierdziłam że masa czasu schodzi na to. Wróciłam więc do stromego zjazdu, postałam nad nim z 10 minut i w końcu go jakoś zjechałam, a później jeszcze dla pewności kilka razy, i ostatecznie doszłam do wniosku, że trasa mi się bardzo podoba i że jutro jednak przyjadę.
Kategoria <30km


Dane wyjazdu:
58.00 km 0.00 km teren
02:10 h 26.77 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

31.09.2012

Wtorek, 4 września 2012 | Komentarze 0

Zaniepokoiło mnie to, że po powałkach coś delikatnie kolano znowu pobolewało. Dzisiaj niby już prawie nie bolało, ale wolałam nie ryzykować i wytrzymałość tl. zrobiłam sobie na góralu. No i wszystko git, nic nie bolało, ani nawet nie zamierzało boleć! Wróciłam do domu, złapałam centymetr i zaczęłam mierzyć górala i szosę. Wszystkie odległości identyczne, za wyjątkiem odległości początku siodełka od środka suportu... Pamiętam coś, ze faktycznie przesunęłam w szosce siodło do przodu, żeby "skrócić" ramę, no ale widzę, że jednak być może będzie konieczność przesunięcia go o 1cm do tyłu i wtedy będzie jak w góralu. Aczkolwiek nie wiem czy odległości góralowe powinny być kopiowane do szosy. Wydaje mi się, że nie. Niestety pal licho reguły. najważniejsze żeby nic nie bolało a jazda sprawiała przyjemność!
Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
64.00 km 0.00 km teren
02:06 h 30.48 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

30.08.2012

Wtorek, 4 września 2012 | Komentarze 0

Interwałki. Pulsometr nie działał więc na oko, no ale co tutaj rozkminiać przy 2 minutowych powałkach... Ogień i tyle. Ładnie mi się jakoś pozgrywały na trasie na Bychawę z tamtejszymi hopkami, więc nawet chyba się przyzwoicie ujechałam, bo ledwo co oddychałam po seriach, ale to też pewnie od tej tygodniowej przerwy.. ;)
Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
43.00 km 0.00 km teren
01:37 h 26.60 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

29.08.2012

Wtorek, 4 września 2012 | Komentarze 2

Tylko wróciłam do kraju, pojawiła się w mojej głowie myśl, że dam radę jeszcze wbić na ustawkę RL o godz 18:00. Oczywiście przejazd w godzinach szczytu przez Warszawę, sprawił, że w domu zawitałam dopiero koło 20:00, także niewiele myśląc, rzuciłam walizki, wskoczyłam na szoskę i poleciałam na samotną przejażdżkę w celu delikatnego rozruchu po niemal tygodniowej przerwie. Miałam słabą lampkę, więc poleciałam mało ruchliwymi asfaltami. Jadąc asfaltem gdzie dookoła był las, całkiem mocno się bałam, ale za to na polach... było po prostu magicznie :). Pełnia księżyca dawała takie światło, że ciągle widziałam swój cień! Było to tak fajne, że gdy nie jechały żadne samochody (a właściwie wcale nie jeździły) to wyłączałam nawet swoje światełko i jechałam sobie patrząc na swój cień :). Tak jakoś zeszło do 22:00. Mega lajt.
Kategoria 30-50km, samotnie


Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin