Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi czarniatko z miasteczka Lublin. Mam przejechane 21116.45 kilometrów w tym 3627.17 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czarniatko.bikestats.pl
Dane wyjazdu:
41.00 km 33.00 km teren
02:22 h 17.32 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:178 ( 88%)
HR avg:132 ( 65%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

19.09.2012

Środa, 19 września 2012 | Komentarze 1

Ja i Roki pojechaliśmy w terenik. Stary Gaj i Krężnica, gdzie odkryłam totalnie zarośnięte tabliczki informujące o roślinności (chyba jakiś stary szlak), poprzeprawiałam się też kilka razy przez rzekę i pojechałam po raz drugi do nieszczęsnego lasu koło Strzeszkowic, gdzie ostatnio wpadłam w nocy na mogiłę.

Mogiły tym razem nie było, ale nawet w dzień czułam się tam jakoś nieswojo. Trochę zboczyłam i pojechałam inną drogą. Teren zaczął się coraz mocniej fałdować. Wjechałam w piaszczysty wąwóz gdzie musiałam pchać rower. Później znowu trochę pojechałam, wciąż oddalając się od asfaltu i nagle wypadłam na coś bardzo dziwnego. Ogromna polana a dookoła niej mnóstwo podjazdów i zdjazdów. W jednej jakiejś dolince leżały szczątki czegoś. Chyba jakiegoś pojazdu! Od razu przyszło mi do głowy, że wykonano tu na jakimś nieszczęśniku egzekucję i zaczęłam się nerwowo rozglądać czy aby laserek jakiejś snajperki nie celuje w oponki Rokiego ;/. W grę mogły jeszcze wchodzić zabawy kładów, ale co tam kłady! W tamtym momencie moja kobieca intuicja mówiła mi, że większe prawdopodobieństwo jest jednak gangsterskich porachunków!! Nawet nazwa miejscowości - Strzeszkowice - pasowała mi do tej wizji.. W pośpiechu porobiłam zdjęcia i oczywiście nagle musiało się zrobić ciemno. Nie mogłam się kierować w stronę jezdni, bo od tej strony były zbyt strome zbocza, więc lubelski wołomin opuszczałam w pośpiechu trochę na około. Nie miałam światełek więc wbiłam na ścieżkę. Przemokłam kompletnie.
Kategoria 30-50km, samotnie


Dane wyjazdu:
18.00 km 18.00 km teren
01:00 h 18.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

17.09.2012

Poniedziałek, 17 września 2012 | Komentarze 4

Późny rozjazd po GP. W końcu raz a dobrze ustaliłam jak w SG dojechać do skoczni im. Ifsona! Tyle osób o to pyta i wszyscy chcą tam trafić i sobie wyskoczyć, a zawsze są jakieś kontrowersje odnośnie lokalizacji.. Nawet Ifson miewa problemy z nawigacją. Teraz już wszystko jasne! A w ogóle koniec wygłupów. Idzie jesień. Czas zacząć jeździć spokojnie, na ustawki RL, z dziewczynami, robić zdjęcia, może jakąś śniadaniówkę zaliczę. Cała ta jesień jest mi bardzo na rękę, bo i zakuwanie do egzaminów też muszę zacząć ;p.
Kategoria <30km, samotnie


Dane wyjazdu:
21.00 km 21.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:196 ( 97%)
HR avg:180 ( 89%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

16.09.2012 GP Puław

Niedziela, 16 września 2012 | Komentarze 8

Moje pierwsze Mistrzostwa Wszechświata a ja spałam 7.5h?! Skandal, bo tam przecież na pewno wszyscy włączają spalarę i pewnie ludzie nie śpią wcale. Przyjechałam z Kermitem, na miejscu byli już niemal wszyscy. Ziąb jak w styczniu, wszyscy się trzęsą albo przeskakują z nóżki na nóżkę. Org zastanawiał się czy puścić mnie z juniorkami, czy juniorki puścić ze mną. Nie mogąc się zdecydować, w końcu stwierdził, że pojedziemy osobno, a on sobie tam poprzelicza coś i wrzuci nas do jednego worka :D. A i jeszcze taka ciekawostka. Org skonsultował ze mną liczbę okrążeni! Co za luksus! Co prawda chciałam jeszcze więcej, ale przestraszył mnie że pętla jakaś wydłużona, że to mistrzostwa, że góry.. Wzięłam więc olbrzymi numerek, przebrałam się pojechałam ze Żwirkiem obejrzeć trasę. Na wstępie, zjeżdżając po piachu zaliczyłam otb :D. Tuż przed startem, chyba z wszechogarniających mnie emocji, zacisnęłam klamrę buta tak mocno, że nie mogłam go zdjąć :D. No więc poczłapałam taka ściśnięta na amen na boisko.

Start był dokładnie taki jak mówili chłopaki, czyli zaskakujący! Nie spinałam się jakoś mocno, org ustawił mnie z tyłu, więc grzecznie sobie stamtąd wystartowałam. Na początku wyścigu byłam lekko blokowana, ale później szybko zrobiło się luźniej i mogłam jechać swoje. Żeby uatrakcyjnić sobie wyścig, wmówiłam sobie, że nie mogę dostać dubla i tak sama z sobą walczyłam. Nikt mnie nie wyprzedził bo i wystartowałam ostatnia, a nawet udało mi się minąć jeszcze kilka osób ;). Na ostatnim kółku, blisko mety, zauważyłam nadciągającego do mnie z dublem Kulika ;D. Łojejej.. Sprężyłam się no i jeszcze nawet finisz wyszedł ładny :D. Tak się ostro broniłam przed dublem, że na boisku chyba niechcący zajechałam trochę drogę ;/. Na moją „kreskę” w każdym razie wjechałam albo pierwsza albo „na koła” z Kulikiem, który i tak pewnie nawet w najmniejszym stopniu się nie spinał, bo jechał jeszcze 2 kółka. Nooo ale dla mnie był to sprint na miarę galaktyki! Myślę, że fotofinisz wyjaśni kwestię mojego dubla bądź też jego braku :D.
Ledwo skończyłam wyścig, nastąpiła dekoracja. Moich rywalek – juniorek już nie było, więc trofea odbierali jacyś panowie ;). Tak to zostałam Mistrzynią Województwa w kolarstwie MTB. Wiadomo oczywiście dlaczego nią zostałam. Okoliczności sprzyjały, a Ola miała zapewne coś innego na głowie ;).
Po tym miłym akcencie przypomniałam sobie o innym dramacie.. Przecież byłam wciąż uwięziona w bucie spd!!! Poszarpałam się z nim i nic! Zdenerwowanie wzrosło a ja miałam wrażenie że but jeszcze bardziej się zacisnął ;p. Z pomocą przyszli chłopaki, z różnymi zestawami śrubokrętów… Postukali, powyginali, poodkręcali i zdemontowali nieszczęsnego buta!
Kategoria <30km, wyścig


Dane wyjazdu:
29.00 km 22.00 km teren
01:22 h 21.22 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

14.09.2012

Piątek, 14 września 2012 | Komentarze 0

Do gaju sprawdzić rower, później po Dąbrowie.
Kategoria 30-50km, samotnie


Dane wyjazdu:
48.00 km 0.00 km teren
01:35 h 30.32 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:188 ( 93%)
HR avg:160 ( 79%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

12.09.2012

Czwartek, 13 września 2012 | Komentarze 0

Interwałki. Dobrze szło, ale w przerwach między seriami jakoś nie mogłam odpocząć, stąd trochę skróciłam całą jazdę. W końcu to już środa.
Kategoria 30-50km, samotnie


Dane wyjazdu:
30.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:171 ( 84%)
HR avg:137 ( 67%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

11.09.2012

Wtorek, 11 września 2012 | Komentarze 2

Lekko pokręcone ze Żwirkiem szoskami po okolicach. W sumie wiało, a i mało czasu było więc na koniec trzeba było przyspieszyć. Później do BB po Kju (szprycha wymieniona, koło naprostowane, blokada amora hula, przerzuta skacze). Powrót do domu na 3 rowerach.
Licznika nie zrestartowałam
Kategoria 30-50km, kameralnie


Dane wyjazdu:
60.00 km 60.00 km teren
02:51 h 21.05 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 96%)
HR avg:170 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

09.09.2012 Maraton Kresowy w Supraślu

Poniedziałek, 10 września 2012 | Komentarze 2

Kolejny Maraton Kresowy, tym razem w Supraślu. 9-osobową ekipą OBSTów opanowaliśmy Supraśl już w sobotę wieczorem. Niektórzy poszli zbadać końcówkę trasy inni regenerowali się, suplowali, nawadniali… :D. Ostatecznie jednak wszyscy się nawadniali. Podstawa!

Musze wspomnieć w tym miejscu o samej miejscowości, bo siedzi to we mnie i czuję, że musze się gdzieś uzewnętrznić :D. Był to obrazek jakby wyjęty żywcem z Rancza Wiłkowyje. Malutkie, kolorowe chatki, brukowane uliczki, w centrum cerkiew, kilka sklepów, kilka przytulnych knajpek, lasy, rzeka i … cisza. Wszędzie czysto, zadbanie i bardzo zielono. Niektóre przechadzające się miejscowe kobiety były oryginalnie poubierane, we wzorzyste sukienki. To wszystko robiło na mnie duże wrażenie, szczególnie w nocy (do tego stopnia że wychodząc z marketu zapomniałam oddać koszyka na zakupy ;)). Po prostu jakby czas się zatrzymał :). Z okna mieliśmy widok na trasę maratonu czyli Góry Krzemienne. Skąd tam góry? No właśnie skąd? Szok. Pozytywny rzecz jasna. Już zacierałam łapki i nóżki :D

Wyspalam się! Juuuhuuu! Jeszcze smarowanko łańcucha, małe rozciąganko, szybka rozgrzewka i na start! Dostąpiłam zaszczytu i stanęłam w pierwszej linii z Anią Kędrą, Kasią Kirpszą i Izą Kłosowską. Jeszcze kilka minut poszczerzyłyśmy zęby do fotografów i ruszamy! Kawałeczek asfaltem. Iza na przedzie całego peletonu, ja na jej kole. Kątem oka widzę, że mam z boku Kasię Kirpszę, dziewczyny z Obsta gdzieś za mną. Nie wiem gdzie jest Tatiana S., ale wiem, że na pewno nie przede mną ;p. Później wpadamy na szeroki szuter no i zaczyna się zabawa :D. Nie jest jakoś specjalnie ciężko i już po chwili dochodzę do Kirpszy, w momencie ataku lewą stroną przyhamowuje mnie piasek, no i tym razem plan nie wychodzi, ale widzę, że pod górę spokojnie dam radę i za chwilę ponownie dojeżdżam do zawodniczki, wyprzedzam ją i lecę dalej. Przed sobą widzę kilku gości a za nimi majaczy mi Iza. Noga naprawdę rewelacyjnie podaje więc pędzę. Oczywiście i tak wiem, że Iza jest poza moimi możliwościami, ale jej obecność w zasięgu wzroku daje mi porządną motywację. Niestety.. pierwszy etap zabawy kończy się na 12 km. Wchodzę w zakręt po jakichś krzakach i nagle z ogromnym zdziwieniem wylatuję przez kierę ;D. Okazuje się że tylne koło jest zblokowane, bo szprycha weszła pod metalową osłonkę dolnego kółeczka wózka przerzutki ;/. Weszła i nie chce wyjść! Szarpię się z tym trochę, w między czasie moja obecność wyniuchały miejscowe komarzyce, więc jeszcze wałczę z tą plagą. Dojeżdża Toszu, próbuje mi pomóc, a szprycha stoi jak zaklęta, jak przymurowana! Mija mnie Kirpsza (heh fajna przewagę już miałam jak się okazuje), zaraz przejeżdża też Ania W., a później Ania K. i inne dziewczyny. Mówię do Tosza żeby leciał, a ja wracam na metę. No ale jak wracać skoro kółko zablokowane? Rower na plecy i 12 km z buta? :D. Dojeżdża jeszcze jakiś koles z kluczami, ale jakimiś nie takimi jak trzeba. Później ze smutkiem patrzę, że mija mnie cały półmaraton puszczony 5 minut po naszym dystansie. No nieźle… Już się zbieram z rowerem pod pachą, ale dojeżdża do mnie „pojazd techniczny” i pyta czy pomóc? No jasne że pomóc :D ! 5 kolejnych minut na serwis, szybka regulacja i prostowanie przerzutki i „pani leci dalej!” Skoro tyle km jechałam do tego Supraśla to pewnie że polecę, chociaż ponad 15 minut miałam już w plecy :D!

Mam powera, nie wiem skąd, bo ogólnie jest mi smutnawo, że wszyscy odjechali i zostałam sama, ale jadę na jakiejś mega dużej adrenalinie czy czymś innym. Przed rozjazdem maratonu i półmaratonu wyprzedzam jeszcze kilka osób z mniejszego dystansu. Tuz za rozjazdem zaczyna się piękna cześć trasy. Nie ma kilometrowych podjazdów, ale są krótkie takie na ok. 100-200 metrów bardzo strome, a do tego trzeba mieć jeszcze zapas siły, żeby czasami podrzucić kółko na korzeniu. Także chwilowo skupiam się na tym. Zaraz za pierwszym takim podjazdem widzę ostatnie osoby z mojego dystansu, szybko je mijam, później są kolejne i kolejne i robi się coraz raźniej. Noga naprawdę wciąż rewelacyjnie kręci. Wraca do mnie cała radocha z jazdy ;D.

A w ogóle, pierwszy raz miałam okazję zobaczyć co dzieje się na tyłach maratonu. O ile na przedzie jest ostra napinka, spinka i zaginka, to na tyle jest total relax i zabawa. Ludzie gadają, śmieją się, czekają na siebie na podjazdach, a dwóch kolesi chciało mnie nawet poczęstować browarkiem :D.

Wjeżdżam wszystkie podjazdy oprócz jednego z piachem na szczycie. Dużo ludzi prowadzących rowery mijam na tych podjazdach, widzę też, że część osób sprowadza na zjazdach. Po pewnym czasie widzę czerwona koszulkę OBSTA. Ze zdziwieniem (że jakoś tak szybko) mijam Anię K., która źle się czuje i faktycznie widać, że nie jedzie "po swojemu", a przed metą dojeżdżam jeszcze do Tosza (jeszcze raz ogromne dzięki za zatrzymanie się przy defekcie i próbę pomocy). 15 km przed metą jest cudowny zjazd singlem ze szczytu góry. Singiel kreci się pomiędzy drzewami, gdzie kiera ledwo przechodzi, w ziemi stercza pniaczki, z korzeni są lekkie schodki. Wybornie. Nie wiem jakim cudem ale jeszcze kogoś tam mijam. Na końcówce zjazdu są muldy. Po prostu naturalny pumptrack! Genialne! Wiem, że wjazd na płyty oznacza kilka km do mety, więc cisnę bo w oddali widzę niebieską koszulkę. Dojeżdżam do zawodnika z Augustowianki wyprzedzam go, ale nie daję rady już odskoczyć i chociaż próbuję ze 2 razy, to wciąż widzę kątem oka jego cień, co oznacza że wiezie się na kole. Jadę tak trochę męcząc się pod wiatr, po czym zwalniam i zachęcam towarzysza do zmiany. A tu NIE… On też zwalnia. No to zwalniam jeszcze bardziej, po czym z całej siły przyspieszam i w końcu udaje mi się urwać gościa. Na mecie okazuje się, że brakowało mi już tylko 3 min do Ani W., która zresztą też miała ciekawe przeboje na trasie ;).

Mimo defektu i straty ok. 15 minut jestem bardzo zadowolona, że przejechałam tą piękna trasę, że powalczyłam, że noga super podawała i że przyjechałam z tą ekipą i świetnie się bawiłam także przed i po maratonie. Defekt przyjęłam nadspodziewanie spokojnie. Ot zdarza się, a mi w tym sezonie zresztą po raz pierwszy, więc pomyślałam, że w końcu musiało się to stać. Maraton i tak ukończyłam, więc luz, a i jeszcze będzie tysiąc okazji do rywalizacji z tymi dziewczynami ;). Mnie zachwyciła trasa… Zagnańsk na ŚLRze to było małe piwko. Były naprawdę trudne singlowe zjazdy z różnymi schodkami z korzeni, z powalonymi kłodami, na które trzeba było naskoczyć, no i podjazdy… Nie było błota, porozjeżdżanych przez traktory dróg, nie było prawie asfaltu a i płaskiego mało było. Druga połowa interwałowa. Trasa idealnie pode mnie, po prostu rewelacja! Będę chciała tam wrócić..

Jako że nie widziałam żeby ktoś na trasie robił zdjęcia, to pozwalam sobie wrzucić znaleziony link, z fragmentami trasy i okolic, którymi jechaliśmy. Polecam :D
Trasa i jej okolice
Trasa i jej okolice
Kategoria 50-70km, wyścig


Dane wyjazdu:
96.00 km 0.00 km teren
03:20 h 28.80 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:161 ( 79%)
HR avg:139 ( 68%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

06.09.2012

Piątek, 7 września 2012 | Komentarze 4

Wolny dzień to i na dłuższą szoskę poleciałam. Na dzień dobry pan kierowca mpk potrąbił na mnie na JPII wskazując ręką ścieżkę rowerową ;). Pokręciłam głową że nie da rady, ale pan musiał sobie potrąbić jeszcze trochę ;]. W ogóle to miała być spokojna jazda, ale strasznie wiało i ciężko się jechało. W uszach miałam taki szum że przerzutek nie słyszałam ;). W Zakrzówku skręciłam na Wilkołaz i dodatkowo pomęczyłam się na paskudnym asfalcie. Na 19tce był nowy dywan jeszcze bez wymalowanych pasów i był też jakiś nadzwyczajny wysyp tirów. Na koniec jeszcze mi coś odbiło żeby przejechać się Osmolicką wzdłuż zalewu. Po ciemku. Nie dość że dziury to jeszcze duży ruch. Takie to wrażenia sobie zaaplikowałam ;). Jak dobrze że od jutra już góral... :D
Kategoria 70-100km, samotnie


Dane wyjazdu:
61.50 km 0.00 km teren
01:59 h 31.01 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:186 ( 92%)
HR avg:156 ( 77%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

05.09.2012

Środa, 5 września 2012 | Komentarze 0

Powałeczki na pagórkach "do" i "z" Bychawy. Niby się ujechałam, ale tętno mówiło co innego. Coś mi się wydaje, że jeszcze po niedzieli porządnie nie odpoczęłam.
Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
43.00 km 31.00 km teren
02:10 h 19.85 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:155 ( 76%)
HR avg:110 ( 54%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

04.09.2012

Wtorek, 4 września 2012 | Komentarze 11

Totalny relaks na rozkręcenie nogi. Na Cienistej spotkałam Arka i Krzyśka, którzy próbowali wyciągnąć mnie na jakieś szalone korzenie, ale nie dałam się sprowokować i pokręciłam 15km/h łąką w nowe lasy. Do tego stopnia nowe, że złapała mnie w nich noc. DO tego po lewej stronie widziałam jakieś mega skarpy czy coś. Było ciemno więc do końca nie wiem co to było, ale drzewa były bardzo wysoko. Później w krzakach coś zaczęło się ruszać, a ja nie mogłam szybko jechac bo słaba lampka, a najgorsze nastąpiło gdy niemal wjechałam w stojący przy drodze krzyż, a może czyjąś mogiłę?!!! Wtedy przeraźliwie zawył mój pulsak: piii piii co oznaczało że stojąc w miejscu wskoczyłam na strefę >140 :D. O boże, o boże... Ale się tam nakręciłam. Wyleciałam z lasu jak opętana gdzieś blisko Strzeszkowic i poleciałam do domu.
Kategoria 30-50km, samotnie


Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin