Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi czarniatko z miasteczka Lublin. Mam przejechane 21116.45 kilometrów w tym 3627.17 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czarniatko.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

kameralnie

Dystans całkowity:4895.02 km (w terenie 823.00 km; 16.81%)
Czas w ruchu:124:35
Średnia prędkość:22.84 km/h
Maksymalna prędkość:61.00 km/h
Suma podjazdów:1544 m
Maks. tętno maksymalne:192 (98 %)
Maks. tętno średnie:174 (88 %)
Suma kalorii:5431 kcal
Liczba aktywności:98
Średnio na aktywność:50.99 km i 2h 21m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
12.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

16.12.2011 BB

Piątek, 16 grudnia 2011 | Komentarze 4

W adidaskach i dresikach do bb. Znowu nie ma brunoxa... W drodze powrotnej nie mogłam powstrzymać się i z nowym chłopakiem wpadliśmy na globus, później odwiedziliśmy około-osiedlowego ziomka ;), a na koniec jeszcze flirtowanko, ochy i achy na schodkach Wiśniowego.
Kategoria kameralnie


Dane wyjazdu:
36.00 km 6.00 km teren
01:44 h 20.77 km/h:
Maks. pr.:35.00 km/h
Temperatura:3.0
HR max:169 ( 85%)
HR avg:138 ( 70%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

13.12.2011

Wtorek, 13 grudnia 2011 | Komentarze 1

Nocą ze Żwirkiem i Mikołajem nad zalew, do Krężnicy, przez Nowiny i powrót Dąbrową. Na "dzień dobry" zebrałam co nieco od Ż. pod Lukoilem (zasłużenie), później gdzieś w Krężnicy popsuła mi się lampka i w Dąbrowie czułam się z tym fatalnie. Po prostu się bałam ;/. Ogólnie pomimo miłego towarzystwa, wróciłam lekko zdołowana i zła na siebie.

Kategoria 30-50km, kameralnie


Dane wyjazdu:
48.00 km 38.00 km teren
02:45 h 17.45 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:4.0
HR max:180 ( 91%)
HR avg:152 ( 77%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

10.12.2011

Niedziela, 11 grudnia 2011 | Komentarze 6

W planach było terenowe turlanko ze słuchafonami na uszach, ale rano okazało się, że trzeba przygarnąć Żwirka, który zaspał na trening z LKKG ;). Tradycyjnie był SG, lasek w Krężnicy i Dąbrowa. Był też lód, woda i błoto. Taaaaak, wyszedł ze mnie dzisiaj rasowy-pełno-wymiarowy-emtebe-trzepak… (zresztą nie to żeby się kiedyś specjalnie ukrywał, ale dzisiaj ukazał się w pełnej krasie ;d). Podczas gdy Ż. jechał sobie spokojnie przodem i wyglądał względnie czysto, ja strasznie miotałam się walcząc z kałużami i całym innym paskudztwem, który oferowała tego dnia dżungla i okoliczne bagna. Roki wciągał co popadło: mix gleb, liści i krzaki którymi przeoraliśmy z pół SG. Dojazd do Krężnicy łączką. Całe nogi i kurtka w błocie, pojedyncze placki znalazłam też na twarzy. Do tego błotny przedziałek na plechach sięgający kasku. I jeszcze na ścieżce spacerującą koleżankę spotkałam…;). Jadąc do domu modliłam się, żeby nie było Cz. A jednak był… ;).

Kategoria 30-50km, kameralnie


Dane wyjazdu:
53.00 km 42.00 km teren
03:39 h 14.52 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:3.0
HR max:184 ( 94%)
HR avg:137 ( 70%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

06.12.2011 Męska Sarna

Środa, 7 grudnia 2011 | Komentarze 8

Samotnie pokręciłam się po wąwozie koło bloku, później po parku na Porębie gdzie w krzachorach wystraszyłam SIĘ i grupkę nieletnich pociągających browarki. Pojeździłam też przy torach, znalazłam jakiś krótki, ale dość stromy zjazd, z którego w zasadzie ześlizgnęłam się, a później nie mogłam się z powrotem wdrapać. W SG po 2 dniach deszczyku zastałam ubite liście, było gładko i ślisko, nic nie wchodziło w przerzutki i hamulce - szybko się zrobiło. W pewnym momencie zdawało mi się, że na drodze widzę Mikołaja, ale po bliższym przyjrzeniu okazało się, że to tylko mejdeje na przełajkach. Na szczycie toru napotkałam bala, którego po wstępnych oględzinach postanowiłam przejechać, ale w kulminacyjnym momencie trzeba było troszkę przekręcić pedałami no i ja – owszem przeprawiłam się… przelatując, a Roki już nie i jednym kółkiem został za kłodą. Po SG pojechałam do lasku w Krężnicy, gdzie po "lekkiej" bo 25-minutowej obsuwie dołączył Ifson. Tam też o mało nie stoczył się do strumyka sunąc z tabunem liści po zjeździe. Poza tym dopadły nas zbiorowe halucynacje, ze ktoś nas goni, a to był tylko jałowiec... Nieszczęsny mostek znowu zaliczałam na czworaka ;/. Na koniec tradycyjnie Dąbrowa i jeszcze na koniec końców Ifson chciał coś opowiedzieć o leśnych zwierzątkach, ale coś mu nie szło i ostatecznie wyskoczył z tekstem: „jak się nazywa tennnn-taaaa... męska sarna??”
hehe MĘSKA SARNA... ;)

Zmrożony zjazd

Przy torach

Stary Gaj

Zalew Zemborzycki i Dąbrowa

Lasek w Krężnicy


Dane wyjazdu:
38.00 km 0.00 km teren
02:35 h 14.71 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:5.0
HR max:190 ( 97%)
HR avg:139 ( 71%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

04.12.2011

Niedziela, 4 grudnia 2011 | Komentarze 7

Terenik z Gellem1. Najpierw górki przy torach, gdzie złapałam pułap 190 (!!!) ale w końcu wymęczyłam wjazd na pagóra przy budzie. Jeszcze test amora na schodkach. Uff w końcu bez objawów wstrząśnienia mózgu, do tego mniej nerwowo i ciszej. Poplątaliśmy się po SG, pojeździliśmy po torze i pojechaliśmy do lasku w Krężnicy. Po wyjeździe na Nowiny szok: nie ma żużlówki! Jest asfalt! Skręciliśmy znowu w las. Tam wynaleźliśmy sobie wielką piaskownicę z urwiskami. Było trochę zabawy z piachem, wjazd na czyjeś podwórko, znalezione super ładne miejsce na hopce z widokiem na polanę i rzeczkę w dolince. Stwierdzam, że lasek jest super jak na tą porę; zero liści, same ubite igły, podłoże piaszczyste, więc nawet po deszczu jest sucho. Można jeździć bez ścieżek, jak popadnie. A dalej była łączka i przeprawa rzeczki przez pseudo mostek z 4 konarów. Pan na motocyklu się popisał i przejechał. Ja w marnym stylu przeprawiłam się używając wszystkich 4 kończyn. Do tego Grzesiek skakał mi za plecami po kłodach z Rokim na rękach, doprowadzając mnie do szału ;P. Na koniec Dąbrowa i znowu zabawa z korzonkami. Wyjazd na śmieszkę już prawie w ciemnościach.
Kategoria 30-50km, kameralnie


Dane wyjazdu:
14.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:4.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

03.12.2011 Amorek dla Rokiego

Sobota, 3 grudnia 2011 | Komentarze 8

Pomimo deszczu ustawiłam się z Gellem1 i pokręciliśmy do warsztatu Hesosa. Roki dostał za grosze amorka xcr lo, w gratisie montaż, a że w ruch poszły izotoniki to znalazł się też czas na gratisową wymianę pancerza i linki, regulację przerzutki i hamulców. Stary spinner grind został u Hesosa, ma być odrestaurowany i sprzedany ;P. Izotoniki się zwrócą. No prawie perpetum mobile… :D. W tym serwisie wyrzucili mi plastikową osłonkę przy kasecie.. Roki wydaje się teraz jakiś zadziorniejszy, ma leciutko wyższy przód, czarny amor nadaje mu powagi i szyku, nie ma napisu Decathlon, no i jak on się ugina... Że w ogóle się ugina! Szkoda że jak wyjechaliśmy to wciąż padało, bo z chęcią bym go poujeżdżała gdzieś w lesie ;)

Dane wyjazdu:
0.00 km 25.00 km teren
01:30 h 0.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:3.0
HR max:172 ( 88%)
HR avg:145 ( 74%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

26.11.2011 zuoooo siedziało w liściach i ugryzło pancerz i hak..

Sobota, 26 listopada 2011 | Komentarze 24

Trochę przeschło więc podłączyłam się pod Żwirka i Karola i pojechaliśmy do SG. Śliskawo ale przyjemnie, pomijając szalejące tętno. Mijaliśmy też jakiegoś zagubionego, odłączonego od stadka przełaja-mejdeja. Dalej przeskoczyliśmy do Dąbrowy i już w myślach cieszyłam się "co za piękna sobota, pierwsza od wielu tyg. bez gleb, OTB, siniaków i usterek!". Zaraz też mijaliśmy ludzi na konikach, a miła pani krzyknęła żeby uważać, bo leżą ścięte drzewa. Podziękowałam a kilkaset metrów dalej, przepychając się siłowo przez leżące konary, zaliczyłam milusią glebę i złamałam hak przerzutki... No i ten pancerz. Tak to tylko ja potrafię...

Myślę, że to wina Czarka... ;). Doszłam do tego wniosku czekając na wóz techniczny. Szokujące odkrycie dotyczyło tego, że to już trzeci raz jak Cz. idzie do fryzjera a ja jestem na rowerze, to mam jakieś poważniejsze usterki i trzeba go wzywać ;) !!!

Nigdy więcej FRYZJERA podczas mojej jazdy!!! Nigdy!!!




Kategoria <30km, kameralnie


Dane wyjazdu:
28.00 km 20.00 km teren
01:55 h 14.61 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:0.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

19.11.2011

Sobota, 19 listopada 2011 | Komentarze 12

Przeurocze przedpołudnie. Na początek mega problem z wygrzebaniem się z łóżka. Zerwałam się zbyt późno, przesunęłam Żwirka na 10 minut później i spóźniłam się o kolejne 10 minut ;/. Pokręciliśmy się w SG, zjechałam wstrząsające schodki, nie podjechałam podjazdu pod budą przy torach, zaliczyłam mini glebę. Na szczęście w tamtym miejscu mam doskonale opanowaną technikę spadania z roweru…. Dalej: podjazd torem do zjazdów, a następnie przeskoczyliśmy do BP (pierwszy raz widziałam to miejsce ;P). Duże hopki były zafoliowane, a pump track…. Ojoj ale zabaweczka! Kręciłam się tam jak bąk i wcale mi się nie nudziło ;) ! Na Lukoilu dołączył do nas Kuczy i pojechaliśmy na to straszne GC (też mój pierwszy raz). Po raz drugi tego dnia byłam zachwycona.. aż do pierwszych zjazdów (tam: dłuższa rozkminka przed schodkiem i dziwacznym uskokiem ukośnym). Później znowu byłam zachwycona (zjechane), później mniej (rozkminka przed kolejnym zjazdem którego nie było widać), a później znowu bardziej (uff dali mi z tym zjazdem spokój). Następnie zachwyt ustąpił lekkiej panice po stwierdzeniu Kuczego „jedź za mną, nie myśl co tam będzie” (a były schodki z bali) i znowu radość (zjechane 2 razy z 2 glebami) i jej chwilowy brak na ściankach (makabryczna wizja MNIE odklejającej się ze ścianek zarówno w wersji „do przodu na głowę”, jak i „do tyłu na plecy i głowę”) i ponownie rodocha (ścianka zjechana i prawie wjechana).
Ot takie psychiczne interwałki miałam. Podsumowując: 3 gleby na GC, ale takie w wersji light. A ogólnie ubawiłam się jak dzieciak jakiś ;D. Dobrze że nie brałam pulsaka ;P
Kategoria <30km, kameralnie


Dane wyjazdu:
63.00 km 0.00 km teren
02:21 h 26.81 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:7.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

08.11.2011 Nocny wypadzik za miasteczko

Środa, 9 listopada 2011 | Komentarze 9

Klasycznie na Bychawę, szoskami ze Żwirkiem, który przy okazji testował reflektor Patkosa. Heh mój lampionik chował się.. A ta testowana.. no super lampeczka. Jazda w nocy dzięki takiemu czemuś staje się naprawdę przyjemna. Do tego było dość klimatycznie. Gdzieniegdzie latarnie, ogromna mgła, wiatr który przewracał kłęby tej mgły, pustka i podświetlona od dołu twarz Żwirka ;). Dziwnie to wszystko trochę wyglądało.. Ogólnie za miastem jest zimno. Zmarzła mi prawa stopa. Droga do Bychawy się dłużyła. Jechaliśmy 24-28km/h a ja miałam wrażenie że kręcę jakbym jechała ponad 30 :D. Do domu wróciłam po 23 i od razu Flakona wrzuciłam do szorowania pod prysznic…
Kategoria 50-70km, kameralnie


Dane wyjazdu:
36.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:8.0
HR max: (%)
HR avg:140 ( 72%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

Nocą po miescie

Piątek, 4 listopada 2011 | Komentarze 5

Spokojne kręcenie ze Żwirkiem.
W końcu udało mi się zebrać do wyszorowania owijki, siodła i innych białych elementów, które już dawno przestały wyglądać jak białe. Byłam tak zadowolona, że postanowiłam zabrać Flakonika na mały lans po ulicach.
Nocna jazda, na prochach; nospach, ibupromach, buscopanach i innych cudach. Jednak lekko przydżumiona jakaś byłam ;P. Czy ktoś już sprawdzał, czy nospa zapobiega skurczom ud i łydek??
Objechaliśmy spokojnym tempem miasteczko. Lampka jak zwykle wariowała, raz świeciła a raz nie. Na Kunickiego poganialiśmy za jakimś mpk. Żwirek się przykleił niemal do zderzaka, ja troszkę dalej. Tłumek ludzi z końca autobusu skakał po siedzeniach, radośnie dopingując Kamila ;).
Lewa manetka mi się lekko poluzowała. Kto wie gdzie mam dłubnąć, żeby to przykręcić??? ;P.



Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin