Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2014, Marzec21 - 1
- 2014, Luty14 - 0
- 2014, Styczeń12 - 3
- 2013, Grudzień26 - 15
- 2013, Listopad15 - 24
- 2013, Październik19 - 23
- 2013, Wrzesień17 - 22
- 2013, Sierpień27 - 7
- 2013, Lipiec11 - 0
- 2013, Czerwiec20 - 13
- 2013, Maj22 - 9
- 2013, Kwiecień23 - 0
- 2013, Marzec28 - 2
- 2013, Luty14 - 6
- 2013, Styczeń14 - 25
- 2012, Grudzień12 - 36
- 2012, Listopad9 - 13
- 2012, Październik2 - 14
- 2012, Wrzesień19 - 38
- 2012, Sierpień16 - 57
- 2012, Lipiec17 - 60
- 2012, Czerwiec19 - 75
- 2012, Maj12 - 77
- 2012, Kwiecień15 - 93
- 2012, Marzec11 - 31
- 2012, Luty15 - 34
- 2012, Styczeń15 - 68
- 2011, Grudzień14 - 66
- 2011, Listopad11 - 94
- 2011, Październik10 - 75
- 2011, Wrzesień23 - 104
- 2011, Sierpień23 - 84
- 2011, Lipiec18 - 44
- 2011, Czerwiec13 - 0
- 2011, Maj12 - 0
- 2011, Kwiecień11 - 0
- 2011, Marzec3 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
wyścig
| Dystans całkowity: | 979.00 km (w terenie 520.00 km; 53.12%) |
| Czas w ruchu: | 18:06 |
| Średnia prędkość: | 21.05 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 202 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 189 (93 %) |
| Liczba aktywności: | 30 |
| Średnio na aktywność: | 33.76 km i 1h 48m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
32.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:194 ( 96%)
HR avg:182 ( 90%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
08.06.2013 Cyklokarpaty, Strzyżów
Poniedziałek, 10 czerwca 2013 | Komentarze 4
I mce w Open Kobiet, 48 w open z facetami. Maraton bardzo błotnisty. Na pierwszym bardzo długim podjeździe udało się zgubić przeciwniczki. Jechało mi się bardzo dobrze. Na zjeździe chyba się za bardzo rozluźniłam i przy ostatnich kilometrach zobaczyłam jak na dużej prędkości wyprzedzają mnie 2 zawodniczki, co prawda nie z mojej kategorii no ale babeczki to babeczki! Dostałam turbo powera. Rewelacyjna sprawa mieć taki motywator na trasie. Na błotnistym podjeździe odjechałam a częściowo właściwie odbiegłam od nich, ale do ostatniego metra zasuwałam już jak opętana bojąc się ze znowu mnie dojadą. Dziewczyny w coraz lepszych formach. Robi się fajnie i bardzo ciekawie :) Kategoria wyścig
Dane wyjazdu:
28.00 km
28.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:183 ( 90%)
HR avg:171 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
25.05.2013 Cyklokarpaty, Kluszkowce
Wtorek, 28 maja 2013 | Komentarze 5
Najtrudniejszy maraton jaki jechałam. Typowo górski. Niemal cały w deszczu. Bardzo długie podjazdy, zjazdy po kamieniach i strumykach. Nigdy nie jechałam w takim błocie. O dziwo rubeny trzymały się podłoża jak wariaty i dość szybko sie oczyszczały! Martwiło mnie tętno. Było niskie i nie chciało wchodzić >180. Dodatkowo dosyć twardo jechałam. Nie wiem czy powinnam to tłumaczyć niską temperaturą i deszczem wyziębiającym mięśnie czy raczej coś z motywacją.. Chyba po raz pierwszy w życiu wyprzedzałam ludzi na zjeździe w terenie. Szli a ja jakoś tam nawet zjeżdżałam. 1 mcse w kat, 1 msce open kobiet, 20 msce w open z facetamiDane wyjazdu:
40.00 km
20.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:196 ( 97%)
HR avg:182 ( 90%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
18.05.2013 GP PUław
Sobota, 18 maja 2013 | Komentarze 0
1. Legendarne GP. Co tu dużo pisać. Dobre towarzystwo, przyjemna, szybka trasa, szybki start, szybka dekoracja, wszystko szybko i sprawnie. W tej odsłonie były nawet taśmy między drzewami i jakby mniej szkieł! Chociaż ten wyścig nie ma litości! Kto miał szkło zaliczyć to i tak zaliczył! Litości nie miała też Ola :D. Ja z przyjemnością zgarnęłam drugie miejsce ;). Raz się nawet zgubiłam, ale pan dziadek szybko mnie naprowadził na trasę dzięki czemu nie straciłam aż tak dużo.HRavg 183 HRmax 196
2. Z Kamilem G. po osiedlach, zahaczyliśmy też o kawałek terenu, a później jakoś przetoczyliśmy się na stare miasto, pod zamek i ścieżką do domu.
HRavg 123
Kategoria 30-50km, po mieście, lkkg, wyścig
Dane wyjazdu:
33.00 km
25.00 km teren
01:26 h
23.02 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:187 ( 92%)
HR avg:171 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
12.05.2013 Cyklokarpaty, Wojnicz
Niedziela, 12 maja 2013 | Komentarze 2
Spałam 7.5h!!! Zero zamulonych nóg i ziewania! W Wojniczu padało, wiało i było 14 st. Rozgrzałam się ale po 10 min. stania w sektorze zaczęłam marznąć. Założyłam rekawki i nogawki i tak pojechałam. Początek przejechałam na kołach I-wszej grupy. Później rozsądnie zwolniłam i poczekałam na wolniejszą grupkę. Pulsometr na początku oszalał i zaniżał tętno.Tradycyjnie na podjeździe wyprzedzałam, na prostej bez zmian,na zjeździe nieco traciłam. 1 msce w kat, i 1 msce w open Kobiet, 25 open z facetamiDane wyjazdu:
0.00 km
0.00 km teren
00:37 h
0.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:191 ( 94%)
HR avg:181 ( 89%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
27.04.2013 Cyklokarpaty Przemyśl
Sobota, 27 kwietnia 2013 | Komentarze 0
Pierwsze, długo oczekiwane ściganko w Cyklokarpatach. Jedziemy z Kermitem, Kasią i Michałem. Czuję się nieźle, aczkolwiek pobudki o 4:30 nie należą do najprzyjemniejszych i chociaż wiem że noga nie ma prawa być zmęczona to jednak czuję takie zamulenie.. jakbym wciąż spała. Organizmu trzeba jednak słuchać, więc pomimo oburzenia Kasi, wkładam zatyczki w uszy, na oczy ciemną opaskę, poduszka pod głowę i ciach.. Nie ma mnie :P. W Przemyślu upał. Miła atmosfera, sporo czasu mamy, na spokojnie jem, ubieram się, rozgrzewam się nadzwyczaj solidnie. Od początku myślę o starcie. Co zrobić żeby dobrze ruszyć.. Najbardziej martwi mnie to, że na pół godziny przed wyścigiem linia startu jest już zapełniona. Postanawiam jednak porządnie się rozgrzać a do sektora wejść 10 minut przed startem. Ha! Wchodzę sobie od przodu, z lekkimi wyrzutami sumienia że tak się wpycham. Na wszelki wypadek, żeby nie zostać zlinczowaną, staję w drugiej linii. I start. Dobrze! Uparcie trzymam się tej drugiej linii, chociaż jest to tylko start honorowy. Dobijam nawet do samochodu policyjnego :D. Co raz ktoś mnie kierą wali po plecach i tyłku. Jest nerwowo. Z tyłu są kraksy. Policja odjeżdża tuż u podnóża długiego na 5 km i stromego podjazdu. Zaczyna się ściganko, a właściwie sprint. Na tak krótkim dystansie nie ma żadnych kalkulacji. 10% podjazd to walka z samym sobą. Wszelkie tasowania mają miejsce na tym pagórze, kilka osób mnie mija, kilka mijam ja. Wjeżdżam na szczyt z zaschniętym kompletnie gardłem, na lekkim odcięciu, z malutkimi mroczkami przed oczami. Kilka głębszych wdechów i przechodzi. Koło mnie jedzie jeszcze jakiś chłopak a za nami daleko nikogo. Tak jak przypuszczałam, tak długi podjazd będzie decydował o kolejności na mecie. Lecimy dalej, na podjazdach mam nad chłopakiem przewagę. Na jednym zjeździe wypadam z trasy w krzaki :D. Dalej podoba mi się podjazd na stoku narciarskim i sztywne podjazdy w parku miejskim, które wjeżdżam ledwo co i chyba tylko dlatego że gonię chłopaka :D. I wjazd do miasta, po bruku, z zakrętami, przelot schodkami i meta! Yuuuppii na 100% jestem pierwsza! Patrzę kto będzie kolejny. Po kilku minutach wpada na metę jakaś juniorka. Jest dobrze :D. Robię porządny rozjazd, na którym zaliczam dzwona gdzieś na schodach :/. Kobieca intuicja każe mi kilka razy zapytać orga o wynik. Org każe czekać… W tym miejscu celowo chcę pominąć pewien przykry incydent, który podniósł mi ciśnienie na maxa, jak również nie wspomnę o innych „pomaratonowych” niedociągnięciach organizacyjnych. Zrobię to po to, bo mam po prostu nadzieję, że kolejna edycja będzie zorganizowana na najwyższym poziomie, a wydarzenia w Przemyślu były tylko incydentem. W sumie każdemu może się zdarzyć… Powiem tylko że po wszelkich perypetiach, bardzo późnym popołudniem stanęłam na najwyższym klocku pudła, zajmując I miejsce w kat, jak i I miejsce w open kobiet. W Open ogólnym byłam 16 :)Dane wyjazdu:
10.00 km
0.00 km teren
00:31 h
19.35 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:190 ( 94%)
HR avg:182 ( 90%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
21.04.2013 Puchar Tarnowa XC
Niedziela, 21 kwietnia 2013 | Komentarze 0
Pierwszy wyścig w tym sezonie. Spalara okrutna, co najmniej od tygodnia. Do tego od 2 tygodni ciężki trening, a na tydzień przed wyścigiem 6tka na teście polara! Pablo zszokowany: „To ten test ma 6tkę nawet?” No jak widać.. Na szczęście na kilka dni przed startem ogarniam się, zaczynam spać, regenerować się i wszystko jest ok. Jedziemy sobie dosyć dużą ekipą. Dojeżdża też grupa z Erkado, pogoda fajna; słońce, temperatura idealna. Trasa zapowiada się fajnie. Są pagóreczki, no ale niestety jest też mnóstwo zakrętów, a ja aktualnie koślawo się poruszam po takich zawijasach. Stoję sobie rozgrzana i zadowolona na starcie i próbuję zmienić przełożenie na twardsze a tu…. Nie mogę! Manetka ani drgnie! Panika, uciekam z linii startu i grzeje do chłopaków. Coś tam pomacali i się naprawiło. Z powrotem na start. Ufff czekają :D. No to lecimy! Koncertowo zawalam start i zostaję na dzień dobry na 6 pozycji… Na pierwszej prostej wyprzedzam dziewczynę z RMF team, ale widzę, że uparcie jedzie mi na kole, a i dojeżdża do niej klubowa koleżanka. Hopki z agrafkami pokonujemy dobrze, po połowie pętli jest zmiana i jadę między dziewczynami a później spadam na 7 pozycję. Pierwszej 4 nie widać! Co one jedzą?! Na drugim okrążeniu widzę, że dziewczyny przede mną jadą wolniej więc je wyprzedzam. Pod koniec pętli ze zdziwieniem dojeżdżam do utytułowanej Kasi Szczurek, którą też wyprzedzam. Na metę wjeżdżam 4, a do trzeciej zawodniczki brakuje mi 30 sekund. Pierwsza dwójka poza zasięgiem.. Okazuje się później że były to naprawdę dobre dziewczyny osiągające sukcesy na Mistrzostwach Polski jak i startujące na Mistrzostwach Świata. To tak się pocieszam :). A fakty są następujące: dałam z siebie wszystko, dobrze mi się jechało, nie nawaliłam technicznie, wszystko podjechałam, a jednak stwierdzam, że nie jest łatwo przestawić się z leniwych maratonowych startów na dynamiczne xc. Czuję, że można było mocniej naduszać na początku pierwszej pętli. Trzeba będzie popracować nad tym :)Reszta dnia upływa mi na kibicowaniu chłopakom, krótkim postoju w Sandomierzu i wesołym powrocie do domu. Imprezę oceniam wysoko. Dobry klimat, doborowa obsada, porządne ściganko :D.
Dane wyjazdu:
32.00 km
0.00 km teren
01:20 h
24.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg:145 ( 71%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Rockrider 5.2
10.03.2013 Szczawnica 8 WYŚCIK!
Niedziela, 10 marca 2013 | Komentarze 0
Wyścikkkk! Zaordynowano nam czasóweczkę na Leśnicę. Szkoda, że nikt nie sfocił mojej miny jak się o tym dowiedziałam. Bomba w nogach po porannym przeszarżowaniu a tu taka niespodzianka ;). No ale jazda była super. Wystartowałam pierwsza i najpierw zerwałam jakiegoś kolarzyka który się próbował przyczepić na koło a później uciekałam chłopakom. Oczywiście powyprzedzali mnie, no ale motywacja ucieczki przez niemal cały podjazd robiła swoje i o dziwo dałam z siebie wszystko :D. Na górze byłam mega zadowolona. Jeden z najładniejszych treningów.t: 19min 51s, HRav:175, HRmax:179, T:2st.C
Dane wyjazdu:
21.00 km
21.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:196 ( 97%)
HR avg:180 ( 89%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
16.09.2012 GP Puław
Niedziela, 16 września 2012 | Komentarze 8
Moje pierwsze Mistrzostwa Wszechświata a ja spałam 7.5h?! Skandal, bo tam przecież na pewno wszyscy włączają spalarę i pewnie ludzie nie śpią wcale. Przyjechałam z Kermitem, na miejscu byli już niemal wszyscy. Ziąb jak w styczniu, wszyscy się trzęsą albo przeskakują z nóżki na nóżkę. Org zastanawiał się czy puścić mnie z juniorkami, czy juniorki puścić ze mną. Nie mogąc się zdecydować, w końcu stwierdził, że pojedziemy osobno, a on sobie tam poprzelicza coś i wrzuci nas do jednego worka :D. A i jeszcze taka ciekawostka. Org skonsultował ze mną liczbę okrążeni! Co za luksus! Co prawda chciałam jeszcze więcej, ale przestraszył mnie że pętla jakaś wydłużona, że to mistrzostwa, że góry.. Wzięłam więc olbrzymi numerek, przebrałam się pojechałam ze Żwirkiem obejrzeć trasę. Na wstępie, zjeżdżając po piachu zaliczyłam otb :D. Tuż przed startem, chyba z wszechogarniających mnie emocji, zacisnęłam klamrę buta tak mocno, że nie mogłam go zdjąć :D. No więc poczłapałam taka ściśnięta na amen na boisko.Start był dokładnie taki jak mówili chłopaki, czyli zaskakujący! Nie spinałam się jakoś mocno, org ustawił mnie z tyłu, więc grzecznie sobie stamtąd wystartowałam. Na początku wyścigu byłam lekko blokowana, ale później szybko zrobiło się luźniej i mogłam jechać swoje. Żeby uatrakcyjnić sobie wyścig, wmówiłam sobie, że nie mogę dostać dubla i tak sama z sobą walczyłam. Nikt mnie nie wyprzedził bo i wystartowałam ostatnia, a nawet udało mi się minąć jeszcze kilka osób ;). Na ostatnim kółku, blisko mety, zauważyłam nadciągającego do mnie z dublem Kulika ;D. Łojejej.. Sprężyłam się no i jeszcze nawet finisz wyszedł ładny :D. Tak się ostro broniłam przed dublem, że na boisku chyba niechcący zajechałam trochę drogę ;/. Na moją „kreskę” w każdym razie wjechałam albo pierwsza albo „na koła” z Kulikiem, który i tak pewnie nawet w najmniejszym stopniu się nie spinał, bo jechał jeszcze 2 kółka. Nooo ale dla mnie był to sprint na miarę galaktyki! Myślę, że fotofinisz wyjaśni kwestię mojego dubla bądź też jego braku :D.
Ledwo skończyłam wyścig, nastąpiła dekoracja. Moich rywalek – juniorek już nie było, więc trofea odbierali jacyś panowie ;). Tak to zostałam Mistrzynią Województwa w kolarstwie MTB. Wiadomo oczywiście dlaczego nią zostałam. Okoliczności sprzyjały, a Ola miała zapewne coś innego na głowie ;).
Po tym miłym akcencie przypomniałam sobie o innym dramacie.. Przecież byłam wciąż uwięziona w bucie spd!!! Poszarpałam się z nim i nic! Zdenerwowanie wzrosło a ja miałam wrażenie że but jeszcze bardziej się zacisnął ;p. Z pomocą przyszli chłopaki, z różnymi zestawami śrubokrętów… Postukali, powyginali, poodkręcali i zdemontowali nieszczęsnego buta!
Dane wyjazdu:
60.00 km
60.00 km teren
02:51 h
21.05 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 96%)
HR avg:170 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
09.09.2012 Maraton Kresowy w Supraślu
Poniedziałek, 10 września 2012 | Komentarze 2
Kolejny Maraton Kresowy, tym razem w Supraślu. 9-osobową ekipą OBSTów opanowaliśmy Supraśl już w sobotę wieczorem. Niektórzy poszli zbadać końcówkę trasy inni regenerowali się, suplowali, nawadniali… :D. Ostatecznie jednak wszyscy się nawadniali. Podstawa!Musze wspomnieć w tym miejscu o samej miejscowości, bo siedzi to we mnie i czuję, że musze się gdzieś uzewnętrznić :D. Był to obrazek jakby wyjęty żywcem z Rancza Wiłkowyje. Malutkie, kolorowe chatki, brukowane uliczki, w centrum cerkiew, kilka sklepów, kilka przytulnych knajpek, lasy, rzeka i … cisza. Wszędzie czysto, zadbanie i bardzo zielono. Niektóre przechadzające się miejscowe kobiety były oryginalnie poubierane, we wzorzyste sukienki. To wszystko robiło na mnie duże wrażenie, szczególnie w nocy (do tego stopnia że wychodząc z marketu zapomniałam oddać koszyka na zakupy ;)). Po prostu jakby czas się zatrzymał :). Z okna mieliśmy widok na trasę maratonu czyli Góry Krzemienne. Skąd tam góry? No właśnie skąd? Szok. Pozytywny rzecz jasna. Już zacierałam łapki i nóżki :D
Wyspalam się! Juuuhuuu! Jeszcze smarowanko łańcucha, małe rozciąganko, szybka rozgrzewka i na start! Dostąpiłam zaszczytu i stanęłam w pierwszej linii z Anią Kędrą, Kasią Kirpszą i Izą Kłosowską. Jeszcze kilka minut poszczerzyłyśmy zęby do fotografów i ruszamy! Kawałeczek asfaltem. Iza na przedzie całego peletonu, ja na jej kole. Kątem oka widzę, że mam z boku Kasię Kirpszę, dziewczyny z Obsta gdzieś za mną. Nie wiem gdzie jest Tatiana S., ale wiem, że na pewno nie przede mną ;p. Później wpadamy na szeroki szuter no i zaczyna się zabawa :D. Nie jest jakoś specjalnie ciężko i już po chwili dochodzę do Kirpszy, w momencie ataku lewą stroną przyhamowuje mnie piasek, no i tym razem plan nie wychodzi, ale widzę, że pod górę spokojnie dam radę i za chwilę ponownie dojeżdżam do zawodniczki, wyprzedzam ją i lecę dalej. Przed sobą widzę kilku gości a za nimi majaczy mi Iza. Noga naprawdę rewelacyjnie podaje więc pędzę. Oczywiście i tak wiem, że Iza jest poza moimi możliwościami, ale jej obecność w zasięgu wzroku daje mi porządną motywację. Niestety.. pierwszy etap zabawy kończy się na 12 km. Wchodzę w zakręt po jakichś krzakach i nagle z ogromnym zdziwieniem wylatuję przez kierę ;D. Okazuje się że tylne koło jest zblokowane, bo szprycha weszła pod metalową osłonkę dolnego kółeczka wózka przerzutki ;/. Weszła i nie chce wyjść! Szarpię się z tym trochę, w między czasie moja obecność wyniuchały miejscowe komarzyce, więc jeszcze wałczę z tą plagą. Dojeżdża Toszu, próbuje mi pomóc, a szprycha stoi jak zaklęta, jak przymurowana! Mija mnie Kirpsza (heh fajna przewagę już miałam jak się okazuje), zaraz przejeżdża też Ania W., a później Ania K. i inne dziewczyny. Mówię do Tosza żeby leciał, a ja wracam na metę. No ale jak wracać skoro kółko zablokowane? Rower na plecy i 12 km z buta? :D. Dojeżdża jeszcze jakiś koles z kluczami, ale jakimiś nie takimi jak trzeba. Później ze smutkiem patrzę, że mija mnie cały półmaraton puszczony 5 minut po naszym dystansie. No nieźle… Już się zbieram z rowerem pod pachą, ale dojeżdża do mnie „pojazd techniczny” i pyta czy pomóc? No jasne że pomóc :D ! 5 kolejnych minut na serwis, szybka regulacja i prostowanie przerzutki i „pani leci dalej!” Skoro tyle km jechałam do tego Supraśla to pewnie że polecę, chociaż ponad 15 minut miałam już w plecy :D!
Mam powera, nie wiem skąd, bo ogólnie jest mi smutnawo, że wszyscy odjechali i zostałam sama, ale jadę na jakiejś mega dużej adrenalinie czy czymś innym. Przed rozjazdem maratonu i półmaratonu wyprzedzam jeszcze kilka osób z mniejszego dystansu. Tuz za rozjazdem zaczyna się piękna cześć trasy. Nie ma kilometrowych podjazdów, ale są krótkie takie na ok. 100-200 metrów bardzo strome, a do tego trzeba mieć jeszcze zapas siły, żeby czasami podrzucić kółko na korzeniu. Także chwilowo skupiam się na tym. Zaraz za pierwszym takim podjazdem widzę ostatnie osoby z mojego dystansu, szybko je mijam, później są kolejne i kolejne i robi się coraz raźniej. Noga naprawdę wciąż rewelacyjnie kręci. Wraca do mnie cała radocha z jazdy ;D.
A w ogóle, pierwszy raz miałam okazję zobaczyć co dzieje się na tyłach maratonu. O ile na przedzie jest ostra napinka, spinka i zaginka, to na tyle jest total relax i zabawa. Ludzie gadają, śmieją się, czekają na siebie na podjazdach, a dwóch kolesi chciało mnie nawet poczęstować browarkiem :D.
Wjeżdżam wszystkie podjazdy oprócz jednego z piachem na szczycie. Dużo ludzi prowadzących rowery mijam na tych podjazdach, widzę też, że część osób sprowadza na zjazdach. Po pewnym czasie widzę czerwona koszulkę OBSTA. Ze zdziwieniem (że jakoś tak szybko) mijam Anię K., która źle się czuje i faktycznie widać, że nie jedzie "po swojemu", a przed metą dojeżdżam jeszcze do Tosza (jeszcze raz ogromne dzięki za zatrzymanie się przy defekcie i próbę pomocy). 15 km przed metą jest cudowny zjazd singlem ze szczytu góry. Singiel kreci się pomiędzy drzewami, gdzie kiera ledwo przechodzi, w ziemi stercza pniaczki, z korzeni są lekkie schodki. Wybornie. Nie wiem jakim cudem ale jeszcze kogoś tam mijam. Na końcówce zjazdu są muldy. Po prostu naturalny pumptrack! Genialne! Wiem, że wjazd na płyty oznacza kilka km do mety, więc cisnę bo w oddali widzę niebieską koszulkę. Dojeżdżam do zawodnika z Augustowianki wyprzedzam go, ale nie daję rady już odskoczyć i chociaż próbuję ze 2 razy, to wciąż widzę kątem oka jego cień, co oznacza że wiezie się na kole. Jadę tak trochę męcząc się pod wiatr, po czym zwalniam i zachęcam towarzysza do zmiany. A tu NIE… On też zwalnia. No to zwalniam jeszcze bardziej, po czym z całej siły przyspieszam i w końcu udaje mi się urwać gościa. Na mecie okazuje się, że brakowało mi już tylko 3 min do Ani W., która zresztą też miała ciekawe przeboje na trasie ;).
Mimo defektu i straty ok. 15 minut jestem bardzo zadowolona, że przejechałam tą piękna trasę, że powalczyłam, że noga super podawała i że przyjechałam z tą ekipą i świetnie się bawiłam także przed i po maratonie. Defekt przyjęłam nadspodziewanie spokojnie. Ot zdarza się, a mi w tym sezonie zresztą po raz pierwszy, więc pomyślałam, że w końcu musiało się to stać. Maraton i tak ukończyłam, więc luz, a i jeszcze będzie tysiąc okazji do rywalizacji z tymi dziewczynami ;). Mnie zachwyciła trasa… Zagnańsk na ŚLRze to było małe piwko. Były naprawdę trudne singlowe zjazdy z różnymi schodkami z korzeni, z powalonymi kłodami, na które trzeba było naskoczyć, no i podjazdy… Nie było błota, porozjeżdżanych przez traktory dróg, nie było prawie asfaltu a i płaskiego mało było. Druga połowa interwałowa. Trasa idealnie pode mnie, po prostu rewelacja! Będę chciała tam wrócić..
Jako że nie widziałam żeby ktoś na trasie robił zdjęcia, to pozwalam sobie wrzucić znaleziony link, z fragmentami trasy i okolic, którymi jechaliśmy. Polecam :D
Trasa i jej okolice
Trasa i jej okolice
Dane wyjazdu:
26.00 km
15.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg:189 ( 93%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
02.09.2012 Toro BikeFest, XC na Globusie
Wtorek, 4 września 2012 | Komentarze 2
Dzień wyścigowy zapowiadał się przyzwoicie. Wyspałam się, najadłam, nie było upału, rower działał... Przyjechałam godzinę przed wyścigiem, na spokojnie się zarejestrowałam, zrobiłam z Olą, Agą i Kasią kółko po trasie, kilka przyspieszeń po parkingu i pojechałam ustawić się na starcie. Troszkę dziewczyn było, więc zapowiadało się ciekawe ściganie.Start niestety beznadziejny. Fatalnie coś się wpięłam, tak że niby byłam wpięta, ale stopa latała jak chciała i nawet przez chwilę nie mogłam się wypiąć, bo i stopa nie chciała się na bok blokować ;/. Dopiero na długiej prostej z kostki udało mi się poprawić wpięcie. Tymczasem Dorota Warczyk, Ola i Natalia mi uciekły. Powalczyłam jeszcze o to żeby wjechać na stok przed Agnieszką Stepuch. Udało mi się, ale Aga na agrafkach uparcie trzymała się tuż za mną. Tak sobie razem jechałyśmy gdzieś do kolejnych agrafek przy kebabie, wtedy zobaczyłam że w zasięgu wzroku przede mną jedzie Natalia. Przyspieszyłam i po jakimś czasie Agnieszka została trochę z tyłu, a ja goniłam. Oczywiście w pościgu przeszkodziło mi upierdliwe drzewo, o które musiałam zahaczyć i zejść z roweru :D. Dalej było spoko, chociaż z wrażeń nie pamiętam dokładnie co gdzie miało miejsce. Pamiętam, że podgoniłam w miarę Natalię i jechałam sobie za nią w przyzwoitej odległości drugą połowę rundy. Szybko się zorientowałam, że bardzo tracę na zjazdach, ale że szybko doganiam ją na podjazdach. O ile dobrze pamiętam, na końcówce drugiej rundy, przed zjazdem po schodkach próbowałam przyspieszyć i minąć ją, ale mijałyśmy też jakiegoś mastersa, którego Nat wyprzedziła, a ja już nie zdążyłam i mnie przyblokował. Chyba dopiero na początkowych agrafkach 3 rundy ponownie zaatakowałam, tym razem skutecznie. Tak jakoś cisnęłam do końca czwartej czy piątej rundy, gdzie miałam już fajną przewagę. I tutaj stało się coś niefajnego... Przejeżdżając przez metę którejś z tych rund, sędzia krzyknął że to już koniec i żebym schodziła. Zapytałam zdziwiona czy na pewno? "Tak, na pewno koniec". Więc nawracam i w sumie zadowolona, kieruję się pod szlaban na rozjazd, ale patrzę biegnie do mnie sędzie i krzyczy że "sorry, pomyliłem się, jedziesz dalej!"
.....
Wywaliłam oczy na wierzch, ale że dostrzegłam wjeżdżającą na metę Natalię, więc ruszyłam na kostkę. Cała przewaga poszła się.....
Dostałam solidnego motorka w tyłku i jakoś udało się utrzymać prowadzenie. Na 6 okrążeniu miałam już z powrotem trochę przewagi, ale na podbiegu przy nieszczęsnym drzewie poczułam, że jeszcze chwila i złapie mnie skurcz łydki. Zaczęłam zerkać do tyłu z nadzieją, że zobaczę za sobą Olę lub Dorotę Warczyk.. Wybawienie w postaci Oli pojawiło się koło Glinianej. Dubla przyjęłam z ulgą ;). Z tyłu nikt mi na plecach już nie siedział, więc w miarę spokojnie dojechałam do mety. Skurcz ostatecznie mnie oszczędził ;).
Ogólnie coś mi się pokręciło, bo myślałam ciągle, ze przede mną jadą ze 4 dziewczyny, a na mecie niespodzianka: dojechałam na 3 miejscu!
Przejechałam 6 z 7 kółek z czasem 1:14:45
Przez całą drogę słyszałam doping. Krzyczało mnóstwo osób, Czarek, Truskawka, Żwirek, Mrozo, Lukas z Kasią, Michał i inni. Kermita to słyszałam wszędzie, a Żwirek raz tak głośno krzyknął z Mosiru, że jadąc po środku stoku świetnie go słyszałam ;). A nawet doping chłopaków z LKKG dla Natalii mnie motywował w jakiś sposób :D.
W ogóle miejsce jak miejsce, ale sukcesem jest, że udało się powalczyć z Nat, bo uważałam, ze jest poza moim zasięgiem i z jej rewelacyjną techniką i umiejętnościami zjazdów, nie mam szans. No więc fajnie, że jakoś tak dobrze mi poszło :). Druga rzecz, która mnie cieszy to progres w porównaniu z poprzednim rokiem: 6 przejechanych kółek, podczas których wszystko zjechałam i podjechałam prawie wszystko. W tamtym roku jeden zjazd schodziłam, a połowę stoku wchodziłam :D. Aaaa no i nie dałam się też zdublować Ifsonowi ;D
Tętno z jednego kółka. Później pasek spadł mi na brzuch i nie było kiedy poprawić. HRmax 209 - to musiała być jakaś suma... Mam nadzieję że suma, bo trochę mnie to zaniepokoiło..
