Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2014, Marzec21 - 1
- 2014, Luty14 - 0
- 2014, Styczeń12 - 3
- 2013, Grudzień26 - 15
- 2013, Listopad15 - 24
- 2013, Październik19 - 23
- 2013, Wrzesień17 - 22
- 2013, Sierpień27 - 7
- 2013, Lipiec11 - 0
- 2013, Czerwiec20 - 13
- 2013, Maj22 - 9
- 2013, Kwiecień23 - 0
- 2013, Marzec28 - 2
- 2013, Luty14 - 6
- 2013, Styczeń14 - 25
- 2012, Grudzień12 - 36
- 2012, Listopad9 - 13
- 2012, Październik2 - 14
- 2012, Wrzesień19 - 38
- 2012, Sierpień16 - 57
- 2012, Lipiec17 - 60
- 2012, Czerwiec19 - 75
- 2012, Maj12 - 77
- 2012, Kwiecień15 - 93
- 2012, Marzec11 - 31
- 2012, Luty15 - 34
- 2012, Styczeń15 - 68
- 2011, Grudzień14 - 66
- 2011, Listopad11 - 94
- 2011, Październik10 - 75
- 2011, Wrzesień23 - 104
- 2011, Sierpień23 - 84
- 2011, Lipiec18 - 44
- 2011, Czerwiec13 - 0
- 2011, Maj12 - 0
- 2011, Kwiecień11 - 0
- 2011, Marzec3 - 0
Wpisy archiwalne w kategorii
wyścig
| Dystans całkowity: | 979.00 km (w terenie 520.00 km; 53.12%) |
| Czas w ruchu: | 18:06 |
| Średnia prędkość: | 21.05 km/h |
| Maks. tętno maksymalne: | 202 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 189 (93 %) |
| Liczba aktywności: | 30 |
| Średnio na aktywność: | 33.76 km i 1h 48m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
38.00 km
37.00 km teren
01:54 h
20.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:196 ( 98%)
HR avg:167 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
05.08.2012 Maraton w Szczebrzeszynie
Niedziela, 5 sierpnia 2012 | Komentarze 12
Cyklokarpaty nie wyszły, więc żeby weekend się nie zmarnował skoczyliśmy sobie na ściganie do Szczebrzeszyna. Na ten maraton dla odmiany pojechałam z jakimiś sensacjami żołądkowymi. I tak dobrze, że jakoś się ogarnęłam, bo dzień wcześniej jadłam tylko ciemny chleb i izotonik... W autku u Przema, oprócz nas, jeszcze Żwirek i Ifson. Wszyscy w świetnych humorach, tylko mnie coś momentami mdliło, a jak Żwirek wyciągnął swoje magiczne papu o zapachu "wszystkiego", to ledwo wytrzymałam :D.W Szczebrzeszynie byliśmy niemal pierwsi. Zaraz pozjeżdżała się "rodzinka" - całkiem liczna zresztą ;). A reszta dość podobna do Krasnobrodu, może oprócz OBSTów którzy pojechali do Sokółki. Dystans 40 km. Start ostro pod górę, trochę się luźniej zrobiło. Jako że cała trasa pokryta była lessowym pyłem i w tym tumanie dość słabo było widać oznaczenia, to starałam się trzymać grupek. Po kilku km ze zdziwieniem zauważyłam, że z bocznego asfaltu wtacza się na trasę Miecio... :D. No to goniłam za nim i jeszcze kilkoma chłopkami. Później był piach kopny (na szczęście tylko raz), gdzie trzeba było kawałek przejść. Za nim twarde podjazdy, które jakoś się nie kończyły.. Wszystko wjechałam, chociaż raz to Miecio zza pleców z powątpiewaniem mi rzucił "wjedziesz to?". Były i zjazdy. Utkwiły mi w pamięci 3 bardzo szybkie. Jeden leciał szybkim, kręcącym się, bardzo długim i bardzo wysokim wąwozem z wyrwami i korzonkami. Strach w oczach momentami... Drugi był trochę bardziej płaski, ale nabierało się konkretnej prędkości i wpadało w dwa duże, niewidoczne doły :D. Ja profilaktycznie swoją najcięższą część ciała na zjazdach miałam za siodełkiem, więc rebuś sobie poradził jakoś z tym, ale i tak lekkiego szoka tam doznałam :D. I był też taki szeroki, niby banalny zjazd na pola. Nie wyglądał na początku strasznie więc puściłam klamki, a tu za zakrętem jeszcze bardziej stromo i zaraz znowu stromo a do tego mnóstwo pyłu lessowego. Delikatnie naciskam klamki, a tu czuję że wpadam w poślizg na pyle... Na pełnym gazie, powyżej 40 km/h na stromym zjeździe zarzuciło mnie ze 3 razy mocno na boki i na poważnie się wystraszyłam, nawet bardzo bardzo. Jakbym poleciała to przeleciałabym w dół najmniej z 50 metrów.. Ufff. Gorąco mi nawet teraz jak o tym myslę ;p. Miecio mi uciekł. Nie spodziewałam się też żadnej kobitki za mną, więc na chwilę zatrzymałam się zszokowana i niewiedząca jak jechać ;). Obrałam dobry kierunek i poleciałam do bufetu. A tam... Imprezka.. Cytruski, cukiereczki i ciasteczka i Miecio z Dawidem :D. Miałam ze sobą swój osobisty bufet więc pomachałam im i poleciałam dalej, przez co usłyszałam za plecami oburzone głosy "heeeeej my tu na Ciebie czekamy!" :D. Zaraz mnie dogonili. Marek uciekł a my z Dawidem polecieliśmy kawałek razem. Później rzuciłam do tyłu "hej Dawidku weź tam luknij czy nie schodzi mi powietrze z tyłu" a słyszę "Ja nie Dawidek, tylko Adrianek, ale nie schodzi powietrze" :D. Dawid gdzieś przepadł.. Nowy towarzysz na końcówce mi odjechał i nie dałam rady go dogonić.
Na metę wpadłam I w swojej nielicznej kategorii. Szkoda że nie podali (jeszcze?) miejsca w open.
To co było super, to przepiękne odcinki leśne i sztywne, strome podjazdy, a także zjazdy wąwozami. Trasa bardzo ciekawa i nie pozwalająca się nudzić. Jej charakter i krajobrazy bardzo szybko się zmieniały. Denerwował mnie pył, no ale... teraz myślę, że w sumie taki urok tego wszystkiego.. Nagroda też była super. Dostałam wycieczkę do Lwowa :D. Gratulacje dla Przema, który w mocnym towarzystwie zajął 3 miejsce. Reszta znajomych też świetnie pojechała, pomimo nadprogramowych wycieczek po okolicach ;p. Ot takie to mamy sympatyczne, lokalne ściganka :D.
Kategoria wyścig
Dane wyjazdu:
49.00 km
47.00 km teren
02:32 h
19.34 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:202 (102%)
HR avg:177 ( 89%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
29.07.2012 Maraton IPA, Krasnobród
Niedziela, 29 lipca 2012 | Komentarze 9
Dzień zaczął się rewelacyjnie. Spałam 6.5 h! Do Krasnobrodu przyjeżdżamy godzinę przed wyścigiem. Obok mnie kręci się jakieś dziewczę ze specem i kimś kto wygląda i zachowuje się jak trener. Oboje twierdzą że wygrają, są najlepsi, a trener twierdzi, ze jego zawodniczka jest przepiękna. Fajna motywacja! :D.Tymczasem.. niby lokalny wyścig, niby nigdzie się o nim nie mówiło, a tutaj: bus z kozackim miodkiem, mejdeje, obsty, rowerowy lublin, jakiś klub z Zamościa, Tomaszów, kilka osób z warszafki i jeszcze trochę ludzi nie wyglądających na lokalsów...
Start honorowy przez Krasnobród. Jadę na samym początku, ale nagle Specówna zaczyna uciekać.. Na starcie honorowym! Hmmmm, postanawiam nic nie robić. Albo jest tak dobra i jej nie dogonię i tak, albo po prostu nierozsądna, a wtedy ją złapię na trasie :D. Cała grupa jedzie dalej leniwie. Dopiero po ok 5 km peleton uznaje, że czas zakończyć start honorowy i zaczyna wyprzedzać mnie między innymi Żwirek i Darek Paszczyk i jeszcze kilka osób. No to ruszam i ja. Z pół kilometra dalej w lesie, w hałdzie piachu stoi Specówna.. No i to był ostatni raz kiedy ją widziałam :).
Na dzień dobry jest ze 2 km podjazdu w lesie. Głównie po piachu, niekiedy takim, że wszyscy idą. Dość mocno daje mi to po nogach. Na koniec podjazdu, wyprzedza mnie Ania, która lepiej biega z rowerem :D. Więc gonię. Nie ukrywam, że odpowiada mi takie coś. Zaraz jest znowu piach i piach i piach... Ludzie prowadzą, próbuję jechać ale w większości przypadków i tak muszę zejść. RK w wersji 2.0 czyli 1.9 zdecydowanie nie dają rady. Obniżone ciśnienie z 2.5 do 2.0 i tak bardzo poprawia jazdę, ale żałuje że nie założyłam Noby Nica 2.25 na przód ;/. Wyprzedzam Anię, a na szutrowo-kamiennym, polnym zjeździe z lekkim niedowierzaniem widzę, jak bokiem na ogromnej prędkości wyprzedza mnie Ela Mróz... Wypadamy na asfalt, rozkręcam na max i do lasu wpadam znowu prowadząc. Po kilku km widzę Żwirka, który idzie z rowerem i kapciem w moją stronę i mówi "ooo Ty też się zgubiłaś" :D. Dojeżdżająca z tyłu Ania krzyczy że musimy skręcić w lewo. Kawałek drogi jedziemy z Anką gadając o Żwirkowej gumie. Wiezie się z nami gość z miodu kozackiego i jakiś Pan z Tomaszowa, który twierdzi, że zna trasę i wie jak objechac piachy :D. Po jakimś czasie odbijam od Ani, bo wiem, że zaraz będą znowu zjazdy i boję się że Ela znowu będzie tam fruwać. Miód Kozacki leci za mną i tak wpadamy na 2 "górskie pętle" w lesie. Podjazdy zacne, długie i strome. Wjeżdżamy z prędkością niższą niż 8km/h :D. Pagór ma ponad 400m wysokości, kręci się ok 500-700 m w górę, lekko się wypłaszcza i kolejna ściana na ok 500m i na koniec jeszcze jedna. Jest też uroczy podjazd na jakiś szczyt. Podłoże jest tam z igieł i szyszek, nie widać trasy, tylko na drzewach powiewają taśmy, więc jedzie się jak popadnie. I taki sam super zjazd. Bardzo miękko, przyjemnie, rzadkie drzewa i ogólnie taka a'la grań. Dalszy zjazd jest już bardzo szybki, szutrowo-kamienny i w pewnym momencie muszę złapać za klamki bo mam wrażenie że mnie wyrwie z pedałów. Tak trzęsło że nic nie widziałam :D. Na wjeździe na drugą górską pętelkę, policjant krzyczy mi że jestem pierwsza, a do mety już tylko 5 km. Więc lecimy dalej z Miodkiem Kozackim. Jakoś szybko pokonujemy po raz drugi te strome długie podjazdy i na zjeździe postanawiam już na max szybko pojechać, na wszelki wypadek gdyby Ela gdzieś tam miała frunąć ;). Na kamieniach puszczam totalnie klamki, skutkiem czego ledwo wyrabiam sie w zakręcie i musze sie asekurować w locie jedną wypiętą nogą. Wypadamy na ostatnie 300-400 metrów asfaltu do mety i próbuję się mega mocno zagiąć, żeby wjechać przed Miodkiem. Tymczasem Miodek dojeżdża do mnie i mówi "spokojnie, wiozłem się w kole i nie będę Cię teraz wyprzedzał.." Miłe nie? No to piąteczka za towarzystwo i gonię do mety.
1 miejsce w kat.
24 miejsce open.
HRav 177
Rekord tętna: HRmax 202!!!!
Świetna trasa, bardzo malownicza i dość wymagająca. Oznakowanie rewelacyjne. Mnóstwo strzałek i tasiemek, a czasami też spray na liściach drzew. Mini miasteczko maratonu urządzone pod laskiem na podwórku jakiegoś uprzejmego Pana, który donosi swojskie ogóreczki, griluje kiełbaskę, podaje bogracz. Jest drewniana wiata, jest namiot, do picia zimna cola, woda, lemoniada, ice tea, co kto chce. Wszyscy się mieszczą razem, jest bardzo przyjemnie, rodzinnie. Dość szybko jest dekoracja. A nagrody...! Ogromny puchar a do tego ładny medal i dyplom, przenośne radio, scyzoryk z czymś tam ale taki solidny, fajnie zapakowany, pióro wieczne, budzik, ptasie mleczko, mapa roztocza, zestaw w kształcie różowego serca do manicuru, elegancki zestaw długopis+jakiś breloczek, karty do gry, magnesy na lodówkę z notesikami :D. Chciałoby się więcej takich imprez...
Dane wyjazdu:
54.00 km
54.00 km teren
02:32 h
21.32 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:193 ( 97%)
HR avg:177 ( 89%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
22.07.2012 MTB Cross Maraton Zagnańsk
Poniedziałek, 23 lipca 2012 | Komentarze 2
W Zagnańsku była chyba połowa Lublina :D. Większość, w tym ja, wybrała dystans 57 km. Start lekko leniwy, albo mi się wydawało, bo późno wbiłam się w sektor i ruszałam z końca. Początkowo po asfalcie, z długim dość stromym podjazdem, który rozciągnął peletonik. Już tutaj spotkałam (jak się później okazało) moją największą rywalkę tego wyścigu i tak sobie razem jechałyśmy do polowy dystansu, wymieniając się pozycjami. Później na chwilkę spadł mi łańcuch (z mojej winy ;/) i dziewczę odjechało i niestety nie udało mi się już do końca jej dogonić. Na mecie miłe zaskoczenie, że jestem II w kategorii :D. Do I miejsca straciłam tylko 3 minuty...A ogólnie: szutry, szutry, szutry, trochę lasu, gdzieniegdzie przyjemne singielki w lesie, trochę podmokłej łąki, sporo dołków, takich gdzie amor miał co robić, dużo dłuuugich prostych zjazdów i podjazdów, ok. 4-5 rzeczek, z czego jedna po kolana :D. Na jednym zjeździe miałam na liczniku 57km/h :D.
pomimo licznej ekipy z Lublina, na trasie miałam przyjemność minąć tylko Mroza i kilkakrotnie Brania, który miał non stop jakieś sensacje z oponami :). Raz nawet krzyknęłam czy czegoś nie potrzebuje, a on odkrzyknął żebym jechała, bo i tak zaraz mnie wyprzedzi. Noo weszło mi to na ambicje, więc cisnęłam sobie myśląc o tym, że się nie dam :D. No ale się dałam... i to dość szybko. A i tak motywator był dobry :D.
Pojechane chyba na max możliwości jakie miałam tego dnia. Ładny, wysoki HR. Dużo pogoni za grupkami, żeby móc się powozić w wagonikach ;)
HRavg 177
HRmax 193
DSt 57 km
T 2:32:12
Kategoria Elita Kobiet K2: 2 miejsce
Open kobiet: 3/18
Open: 127 miejsce / 234
Dane wyjazdu:
67.00 km
0.00 km teren
03:13 h
20.83 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:168 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
08.07.2012 Maraton Kresowy w Łomży
Poniedziałek, 9 lipca 2012 | Komentarze 7
Maraton Kresowy w Łomży.No to od początku ;). To już drugi Kresowy który jadę z teamem OBST z Chełma. Przyjeżdżamy sobie kilkunastoosobową grupą. Wesoła gromadka, śmichy chichy i znowu nie śpię niemal całą noc :D. A to Monika gada do mnie, a to ja do Moniki, to burza, to głosy na dworze, to coś tam innego. Wstaję więc rano, jak przed większością maratonów po ok 3 h snu i nawet się cieszę w duchu, że aż 3h, bo w sumie mogłam wcale nie zasnąć :D.
Na starcie staję w drugiej linii, omiatam wzrokiem gdzie są strategiczne dla mojego wyścigu laski :D. Zastanawiam się krótko czy zaryzykować i spróbować utrzymać się za Agnieszką Nowiczkow, ale ostatecznie pomysł szybko upada, bo trasa niemal 70 km i upał i nie chcę wykończyć się w połowie :D.
A trasa to kompletne zaskoczenie. Pierwsze 10-15 km to super interwał: ostre krótkie podjazdy i szybkie strome zjazdy. Są korzenie, wyrwy po deszczu no i kuuupa piachu, z którym sobie tego dnia nie radzę zbyt dobrze. Mimo wszystko na samych górkach czuję się świetnie. Pomna ostatnich doświadczeń, na płaskim też staram się mocniej przyciskać i jadę dość twardo. W połowie dystansu okazuje się, że chyba za twardo, bo zaczynają się skurcze łydek. HA!! A przecież od środy specjalnie kawy nie piłam, brałam magnez... Tyle poświęceń.. ;d. No i trzeba było co jakiś czas zwalniać, a przy jednej z piaskownic wpinając się dopada mnie taki skurcz łydki, że myślę sobie po co mi to było... Mogłam być teraz nad jeziorem i sączyć browarka przy gitarce... No i wtedy wyprzedza mnie Ania Kędra i ona po piachu po prostu przepłyneła.. Hehehe no to do roboty! :D Gonię uciekinierów na tych zakwaszonych nogach, ale musze na miękkim, bo wciąż mam lekkie skurcze. Niestety dystans się powiększa i na którejś prostej przestaję widzieć uciekającą grupkę. Chwilowy demotywator. A może jednak po prostu paść sobie w runo leśne i zjeść jakiegoś grzyba lub liścia...?
Na szczęście szybko przechodzi... Do końca mam jeszcze 25 km. Plan jest prosty. Kawał terenu, więc jadę swoje, rozjeżdżam skurcze i na ostatnich 10 km (z interwałowymi górkami) ujawniam swoje magiczne właściwości, mijam rywalkę i wjeżdżam w glorii i fanfarach na metę :D. Niestety zanim go zaczęłam realizować dopadł mnie jeszcze skurcz uda. Myślę sobie: no... jeszcze tylko skurcz drugiego uda, ucha, oka... i limit się w końcu wyczerpie, więc pokrzepiona tą myślą zaczynam cisnąć miękko, ale całkiem szybko się rozpędzam. Mijam niekiedy jakichś kolesi co daje mi motywację, a na 10 km przed metą, przy bufecie mijam w końcu i Anię.
Ścigamy się przez następnych 6-7 km po prostu szałowo!!!! Ponad 40km/h po lesie i na łące. Po koleżeńsku coś tam się dopingujemy, w końcu wrzucam blat i odskakuję na kilkaset metrów i .... reeetyyy: SKURCZ!! - taki skmurcz, że aż trzeba stanąć. W takim momencie!!!! Ania mija mnie ze świstem kółek. Zagryzam zęby ruszam za nią. Od tego zagryzania to dziwne że zębów nie połamałam sobie :D. Kurde, 20 km pogoni w skurczach i na ostatnich 3 km mając przewagę mam odpuścić?? Dorzucam do twardości i widzę, że znowu zmniejszam dystans. I już wtedy wiem, że może mnie teraz złapać skurcz każdej części ciała, ale na te kilka km po prostu siłą woli muszę wytrzymać, wyprzedzić, utrzymać, wygrać, a później sobie spokojnie umrę pod drzewkiem. Mijam ostro walczącą Anię i pędzę ile sił w nogach do mety z jakimś powerem nie wiem skąd wziętym :D. Na ostatnim km oglądam się, ale na długiej prostej nikogo za sobą nie widzę. Ostatecznie na metę wpadam z czasem o 2 minuty lepszym i zajmuję 2 miejsce za Agnieszką Nowiczkow. Ta kubitka była poza moim najśmielszym zasięgiem... A skurcze łydek łapią mnie jeszcze kolejnego dnia ;).
Piękne ściganie na ostatnich 10 km, no po prostu +10 do satysfakcji :). Babeczki z OBSTa przejmują 66.6% podium :D
Wielkie gratulacje również dla Wiesława za 2 miejsce w swojej kat. (pomimo poważnego upadku), a także dla Jawo, który otarł się o podium i zajął 4 miejsce :), a także dla wszystkich, bo taką dużą grupą narobiliśmy trochę szumu w Łomży :D
Dst 67km
T: 3h 13 min
2 miejsce, 2 w open kobiet,

Dane wyjazdu:
31.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:197 ( 99%)
HR avg:177 ( 89%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
30.06.2012 Lubelskie CycloCross Country (Bike Park)
Sobota, 30 czerwca 2012 | Komentarze 8
Noooo ludzie, wyspałam się! Przed wyścigiem całe 6.5 h snu wyciagnęłam. Tylko wstałam; zabrałam się za czyszczenie Kju. Właściwie nie było już czasu więc tylko palcami ściągnęłam brud z kółeczek przy wózku, przetarłam ramę, nasmarowałam łańcuch, wyregulowałam przedni hamulec (tak! trzeba było znowu!). Spokojne śniadanie i wszystko na spokojnie. Noga na dojeździe jakaś zamulona, ale zignorowałam to słusznie zakładając, że to nie może być prawda, bo wczoraj była super, no i spałam 6 godzin! Dzisiaj musi być super dobrze! Po prostu musi!Start był jednak koszmarny. Stałam w pierwszej linii, po mojej prawej stronie stali chłopaki z Mejdeja, po lewej Marcin Bartoś, dziewczyny i reszta. Był hałas. Czekamy w gotowości, a nagle moja cała lewa strona rusza. Ani ja ani nikt z mojej prawej strony nie drgnął, bo byliśmy przekonani że falstart, bo my nie słyszeliśmy strzału w ogóle. Ale sędzia krzyczy "jedźcie". Wściekła ruszam i po 100 metrach udaje mi się wyprzedzić wszystkie dziewczyny oprócz Kasi Kukier. Ją wyprzedzam po kolejnych 100 metrach. Noga podaje genialnie, wszystko wychodzi, nic mnie nie odcina, chociaż tętno bardzo wysokie, wjeżdżam wszystkie podjazdy. Raz na zjeździe przesadzam trochę, bo nie udaje mi się wyhamowac i wpadam w taśmy ogradzające trasę ;). Na 4 lub 5 kółku zaczynam dublować ludzi! Pierwsze duble w życiu :D. Co za radocha! Tak też mijam między innymi wszystkie dziewczyny z kat. z wyjątkiem Kasi Kukier. Jej zdublować się nie udało, chociaż odjechałam jej ostatecznie na prawie pół kółka. Do mety dojeżdżam samotnie. Nigdy jeszcze tak dobrze mi się nie jechało jak dzisiaj.
Zajmuję I msce.
II msc Kasia K.
III msc: Kasia S.
No i super.. Wszystko zostaje wśród znajomych ;).
Co do imprezy. Kawał dobrej roboty ze strony RowerowegoLublina. Wiem (bo widziałam) ile wysiłku chłopaki włożyli w wykarczowanie tej puszczy pod dzisiejsze ściganie. Ogólnie: sUper klimat, pełen luz, obok skaczące w niebo rowery, muzyka. Do tego: impreza za darmoszkę, z fajnymi nagrodami (ja przygarnęłam tylną przerzutkę SLX ;D). Trasa szybka i ciekawa. Żar z nieba rekompensował prowadzący imprezę Krzysiek, który tak zagadywał i tak się w tym rozkręcił, że jak zauważył Marcin Przełajka, chyba nie miał czasu na oddychanie lub miał na to jakiś alternatywny pomysł ;). Dużo ludzi dopingowało, naprawdę super sprawa. Był i Czarek, który też dzielnie smażył się ze wszystkimi do samego końca ;). Po raz kolejny bardzo fajna sportowa impreza zorganizowana przez RL. Warto było ;)
Dane wyjazdu:
31.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
23.06.2012 Lublin City Race
Niedziela, 24 czerwca 2012 | Komentarze 0
Mieliśmy podjechac i pooglądac ze Żwirkiem XCE, chciałam też porobić trochę zdjęć, ale na wstępie przykatowała mnie Natalia z Olką. Coś tam się opierałam - jak to ja :D, ale zaskakująco niedługo ;). Także pojeździłam sobie po Starówce Lubelskiej. Szkoda że nie przyjechałam na trening bo nie wiedziałam co mnie czeka na trasie. Na szczęście jakoś wszystko poszło dość gładko. Ogólnie miałam 3 wyścigi, doszłam do finału i zajęłam 3 miejsce. Super zabawa, świetny klimat, mnóstwo znajomych i dobry przepał przed maratonem w Chełmie :)Dane wyjazdu:
71.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:198 (100%)
HR avg:169 ( 85%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
24.06.2012 Maraton Kresowy Chełm
Niedziela, 24 czerwca 2012 | Komentarze 7
Ekkhmmm no więc Maraton Kresowy w Chełmie, a więc tradycyjnie źle przespana noc (3 godziny ;/;/) Rozważałam start na 30 km bo strasznie obawiałam się tego niedospania. Swoją drogą kiedy ja skończę z tym spalaniem?! Koniec końców, chęć pościgania się z dziewczynami z OBSTa powoduje że wpisuję się na 60 km. Ogólnie bardzo dużo ludzi z Lublina, mnóstwo znajomych twarzy. Fajnie, fajnie.. Start honorowy przez cały Chełm z prędkością ~30km/h hahaha, osobliwe to było... No i maraton. Całkiem zgrabnie mi się pędziło. Dobrze wystartowałam więc minęłam tylko kilka dziewczyn a większość została z tyłu na starcie. Już na pierwszym podjeździe łyknęłam też Anię Kędrę, niestety później wpadłam w hałdę piachu i mnie wyprzedziła. Ostro sie zagięłam i dość szybko ponownie ją wyprzedziłam. Dłuuugo nie widziałam żadnej dziewczyny na trasie, aż tu nagle na 20-którymś km wyprzedza mnie Olka. Myślę sobie, że miała defekt i próbuję ją gonić. Później okazuje się że jechała krótszy dystans hehe. Na drugim okrążeniu ktoś mi krzyknął że jestem trzecia i mam 3 minuty straty do drugiej. Więc znowu się zagięłam. Niestety dopadły mnie lekkie skurcze więc musiałam trochę odpuścić. I tak jechałam na pół gwizdka. Na 15 km przed metą oglądam się za kolegą, a 300 metrów za mną... Ania Kędra!! O Boże... ale poczułam moc! Wiedziałam że zyskam na podjazdach więc na max się spięłam no i faktycznie ją ładnie odstawiłam. Tętno to mi nie zeszło już do końca poniżej 185. Zignorowałam te skurcze, na podjazdach aż coś nawet gadałam do siebie :D. No i udało się. Ostatecznie 3 miejsce (znowu) ;D. Pierwsze miejsce jakaś Białorusinka a drugie jeszcze inna dziewczyna, której nie znam. Bardzo mi się trasa podobała. Maraton znowu świetnie zorganizowany.2 kółka co daje przyjemne przewyższenie ~1000m
Dane wyjazdu:
74.00 km
57.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:198 (100%)
HR avg:168 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju
17.06.2012 Mazowia Lublin
Poniedziałek, 18 czerwca 2012 | Komentarze 7
Lubelska Mazowia. Dystans MEGA.Sektor 11. Zanim start doszedł do tego miejsca to już z 10 razy zapomniałam o rozgrzewce ;). Ciągle byłam zestresowana, bo wiedziałam, że jak nie pojadę mocno na początku, na asfalcie, to będzie trudno w lesie na błocie. Niestety start miałam słaby. A w lesie... Zaskoczenia nie było. Szaaał. Jedni szybko, drudzy powoli. Na początku próbowałam bokiem po krzakach, ale tam najwięcej ludzi schodziło, więc zaczęłam jechać później prosto po kałużach. Ktoś stojący z bok krzyknął coś, że został ochlapany ;). Jedna dziewczyna próbując przejechać bokiem po wąskiej skarpie, zsunęła się i przewracając się bokiem w środek kałuży o włos by na mnie nie wleciała. Milimetry... Dużo ludzi wyprzedziłam w tym lesie, nie wiem jakim cudem, bo dzień wcześniej wydawało mi się, że tam to nic nie da się zrobić ;). Za lasem dogoniłam grupkę której trzymałam się z 5-7 km.
Aaaaaa no i hicior. Bukłaka sobie sprawiłam. Pięknie pięknie, tylko przez 15 pierwszych km nie mogłam go uruchomić!!! Wpadłam w lekką panikę. Miałam też mały bidon, więc jeszcze nie było źle, ale wystraszyłam się że będę musiała skręcić na FIT ;/;/. Ostatecznie, wymyśliłam (!!!), że jak pochylę głowę jak byk do ataku, to z bukłaka leci IZOOOO!! Huuuurrra!! boże jak ja się cieszyłam :D. I tak jak byk w ataku sobie popijałam całą drogę hehe.
Dalej, czyli nie w lesie było nudno i płasko. I na tym płaskim ja tracę. Pod Osową zaczęły się leciutkie pagórki i tam powyprzedzałam trochę ludzi. Nie było z kim jechać od połowy dystansu, bo 2 ziomków z którymi się trochę wiozłam pojechało złą drogą i nie słyszeli jak za nimi wołam że był zakręt ;). Cóż.. do 48 km jechałam na 80% z uwagi na kontuzję kolana i strach przed skurczami. Później na maks. A jeszcze gdzieś po 20 km przewiozłam się na asfalcie za strasznie szybko pędzącym XTCUserem ;).
Podsumowując, nie było źle jak na pierwszy raz w tym roku i po 2.5 miesięcznej przerwie.
1 msce w sektorze wśród kobiet, 7/36 w kat, awans do 7 sektora. Zły start, bo międzyczasy miałam najlepsze pod koniec i były zbliżone do Izy Pazyny. A ogólnie fajnie z tym błotem nawet, a reszta monotonna dosyć i jednak płaska. Wzniesienia jak były to takie długawe, że nawet się ich bardzo nie czuło.
Dystans z maratonu plus dojazd plus rozgrzewka
Bida z nyndzom ;)

niedzielne nogi.. Po wstępnym przetarciu już jako takie..
Dane wyjazdu:
62.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max:190 ( 97%)
HR avg:169 ( 87%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Rockrider 5.2
24.09.2011 Maraton Kresowy w Augustowie
Niedziela, 25 września 2011 | Komentarze 9
4:00 rano pobudka. 4:45 już pakowałam się do Dawida samochodu. We trójkę (jeszcze z Mikołajem) jedziemy do Augustowa. Kaaaawał drooogii, tak sobie myślę, że zwariowałam... pocieszające, że nie tylko ja ;P. W Augustowie rozbijamy się przy samym rynku, zresztą jak i wszyscy. Fajna atmosfera się robi. Wszystko git tylko nie ma się gdzie przebrać ;p. No ale.. Na rozgrzewce zaczynam namierzać babeczki :D. Sporo, ale nie wiadomo jeszcze kto mini a kto 57km ;p. Przy rejestracji miłe zaskoczenie. Oni mnie tam znają ;p ! A ja nie pamiętam numerka z Chełma.. hehh. Start honorowy 15km/h przez 4 km trochę za długi chyba. Rozgrzewka zmarnowana.. Start ostry z lasu, z dość wąskiej drogi, do tego z piaskiem. O dziwo poszło sprawnie. Po kilku km na zakręcie wjechał we mnie jakiś chłopak, chcący koniecznie TAM wyprzedzić! Wywróciłam się, a chłopaczek nawet nie zapytał czy żyję. Do tego łańcuch mi się zablokował i chwilkę straciłam. Później było już ok. Przepiękna trasa. Głównie puszcza, stare drzewa, dużo korzeni i piasku. Te korzenie podobno wykańczały ludzi, mnie w szczególności. Amorek Rokiego jest wybredny. Musiałabym chyba spaść z pół metrowej półki, żeby waćpan się ugiął trochę. Takim to sztywniakiem jechałam ;). A poza tym Roki wyjątkowo sprawnie ze mną współpracował.. Drogi w lesie słabo wyjeżdżone, momentami zasuwało się po runie, jakby tam w ogóle ścieżki nie było, ale oznakowanie super. Wielkie strzałki, a do tego powiewające na drzewach czerwono białe śmieci. Nie sposób się zgubić. Było też troszkę szutru, jeziora, kanał Augustowski, przejazd uroczym mostkiem, kawałeczek piaszczystego singielka z urwiskiem do jeziora. Wszystko bardzo łatwe, trasa płaska i dość szybka. Od dwudziestego któregoś km podłapałam towarzystwo z którym już do końca jechałam. Minęłam jednego Białorusina, który na mecie strasznie mi dziękował, że go minęłam, bo podobno dało mu to tyyyyyle siły i mocy i w ogóle... bardzo miłe ;). Od połowy trasy stwierdziłam, że raczej żadnej babeczki nie mam z przodu, a z tyłu raczej też nikt mnie nie gonił, więc trochę odpuściłam i tak pewna siebie jechałam. 2 km przed metą chłopak krzyknął mi "już tylko 2 km, brawo, jesteś druga!" ....... Boooszzz, co ja wtedy poczułam.. No cóż.. zawaliłam sprawę. Tętno na mecie 169, więc trochę zawaliłam robotę konkretnie, można było mocniej. Aczkolwiek dziewczę było sporo wyżej niż ja, więc pewnie nie dałabym rady. Mimo tego trochę niesmak.. A na mecie.. Jezioro. SUper atmosfera, słońce, muzyka, wszystko ekstra zorganizowane. Wyniki pojawiły się błyskawicznie, zaraz też była dekoracja. Makaronu dużo i bardzo smaczny. Wszyscy zadowoleni, każdy się bawi, jak na pikniku ;). Warto było ;)57 km, 2 miejsce w kat.

Dane wyjazdu:
18.00 km
4.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max:194 (100%)
HR avg:182 ( 93%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Rockrider 5.2
18.09.2011 Ogóras w Ludwinie ;)
Niedziela, 18 września 2011 | Komentarze 12
Po niewystartowaniu w Dysie i Białymstoku - mała rekompensata w miłym towarzystwie, w postaci ogórkowego ściganka na MTB w Ludwinie. Sporo babeczek startowało ;p;p. Pełna satysfakcja ;D. Było miło, klimatycznie i w ogóle jakoś tak sielsko ;p. Piknik czy nie, ja pojechałam swoje, całkiem solidnie się umęczyłam - głównie z wiatrem. Trasa szybka, ale niestety dość płaska. Taki tam trening.. ;)avs 30.8 km/h I mcs w kat.
.
