Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi czarniatko z miasteczka Lublin. Mam przejechane 21116.45 kilometrów w tym 3627.17 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czarniatko.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

50-70km

Dystans całkowity:6942.30 km (w terenie 857.00 km; 12.34%)
Czas w ruchu:176:08
Średnia prędkość:24.27 km/h
Maksymalna prędkość:52.18 km/h
Suma podjazdów:3639 m
Maks. tętno maksymalne:198 (100 %)
Maks. tętno średnie:189 (95 %)
Suma kalorii:8457 kcal
Liczba aktywności:120
Średnio na aktywność:58.34 km i 2h 24m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
53.00 km 0.00 km teren
02:35 h 20.52 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:189 ( 93%)
HR avg:127 ( 62%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

20.08.2012

Wtorek, 21 sierpnia 2012 | Komentarze 0

Spokojne kręcenie z RL. Dużo ludzi, a że poniedziałek to i kilku ścigantów się pojawiło ;). Sprawdziłam lampki wygrane na jakimś maratonie. Działają, chyba mnie nieźle widać, ale na terenową nocną jazdę za słabe. Na JPII, już całkiem w nocy, musiałam upominać Jurka, bo zaczynał przekraczać 50km/h ;)

HRmax to chyba podczas jednego swawolnego sprintu pod górkę. Miało tego nie być, ale pod koniec poszła jakaś taka krótka zaginka..
Kategoria 50-70km, RL


Dane wyjazdu:
60.00 km 0.00 km teren
02:00 h 30.00 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:189 ( 93%)
HR avg:139 ( 68%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

21.08.2012

Wtorek, 21 sierpnia 2012 | Komentarze 0

Strasznie późno wyszłam na rower. Do tego nie wzięłam licznika, który gdzieś się zapodział (dst i czas - orientacyjnie). Zrobiłam powałki. Wyszły całkiem przyzwoicie i w Bełżycach zawróciłam przez Tereszyn i Konopnicę. Do Lublina dotarłam już po zmroku. Nieźle się dzisiaj sprężałam, więc jutro w nagrodę będą harce na mtb ;D
Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
68.50 km 0.00 km teren
02:28 h 27.77 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:185 ( 91%)
HR avg:146 ( 72%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

16.08.2012

Czwartek, 16 sierpnia 2012 | Komentarze 22

Kryzys dopadł mnie już w domu. Strasznie nie chciało mi się jechać na spenetrowane wszerz południe, więc wymyśliłam trasę na Piaski, po czym natychmiast zostałam zgaszona, że trasa jest do niczego, że złe asfalty...
Więc jednak czekał mnie standard, ale że miało być męcząco i szybko, to pocieszyłam się, że i tak nie będzie czasu na zachwycanie się widokami.

Najpierw podjechałam na początek ustawki RL, a później już sama Janowską i okolicami. Zaczęłam jedne powałki i po 2 minutach zrezygnowałam i postanowiłam zrobić krótsze ale mocniejsze. Też nie wychodziło ;/. Ciągle pod wiatr i jeszcze skręciłam pod górę i już był kompletny problem z motywacją. Wymyśliłam więc, że zrobię sobie ogień tylko na pagórkach. Jakoś to poszło, ale bez szału. Raczej ognik.. Bez humoru dojechałam do Lipniaka i postanowiłam przykatować pagóra 12%. Dla wzmocnienia efektu zadzwoniłam po Kermita (bo to w końcu koło niego, co ma patrzeć z okna skoro może z roweru..), no i wymęczyliśmy górę 6 czy 7 razy, a później jeszcze jedna mocna pętla, gdzie Kermit wymyślił tempówki. Ostatecznie po tym wszystkim, uznałam, że mogę już spokojnie wrócić do domu..
Właściwie to do kina w browarze, gdzie przy okazji odebrałam od Pawła kółko od Kju. Znowu będzie można powygłupiać się w terenie. Może wtedy i wena do szosy wróci..

Aha. siodło obniżone o 0.5cm. Chciałam zobaczyć co będzie z kolanem, ale że dzisiaj miałam inne problemy rowerowe na głowie, więc jakoś nie zwróciłam uwagi czy bolało ;)

Dane wyjazdu:
63.00 km 0.00 km teren
02:05 h 30.24 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:178 ( 89%)
HR avg:151 ( 76%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

02.08.2012

Czwartek, 2 sierpnia 2012 | Komentarze 0

Miał być tlen z Arkiem, ale że się chłopak wyrywał do przodu to polecieliśmy dość żwawo na Strzyżewice dodatkowo dożynając tętno rozmową :D. Obskoczyliśmy pagórki około-bychawskie. Pomordowaliśmy się trochę, bo jakoś ciągle było pod wiatr, a od Cienistej lajt i znowu gadanie ;p. A trening ostatecznie bardzo dobry. Jako, że Arek jechał na fulu a ja szoską, to pędziłam przodem a przy okazji miałam świetna motywację ;).
Kategoria 50-70km, kameralnie


Dane wyjazdu:
54.00 km 54.00 km teren
02:32 h 21.32 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:193 ( 97%)
HR avg:177 ( 89%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

22.07.2012 MTB Cross Maraton Zagnańsk

Poniedziałek, 23 lipca 2012 | Komentarze 2

W Zagnańsku była chyba połowa Lublina :D. Większość, w tym ja, wybrała dystans 57 km. Start lekko leniwy, albo mi się wydawało, bo późno wbiłam się w sektor i ruszałam z końca. Początkowo po asfalcie, z długim dość stromym podjazdem, który rozciągnął peletonik. Już tutaj spotkałam (jak się później okazało) moją największą rywalkę tego wyścigu i tak sobie razem jechałyśmy do polowy dystansu, wymieniając się pozycjami. Później na chwilkę spadł mi łańcuch (z mojej winy ;/) i dziewczę odjechało i niestety nie udało mi się już do końca jej dogonić. Na mecie miłe zaskoczenie, że jestem II w kategorii :D. Do I miejsca straciłam tylko 3 minuty...
A ogólnie: szutry, szutry, szutry, trochę lasu, gdzieniegdzie przyjemne singielki w lesie, trochę podmokłej łąki, sporo dołków, takich gdzie amor miał co robić, dużo dłuuugich prostych zjazdów i podjazdów, ok. 4-5 rzeczek, z czego jedna po kolana :D. Na jednym zjeździe miałam na liczniku 57km/h :D.
pomimo licznej ekipy z Lublina, na trasie miałam przyjemność minąć tylko Mroza i kilkakrotnie Brania, który miał non stop jakieś sensacje z oponami :). Raz nawet krzyknęłam czy czegoś nie potrzebuje, a on odkrzyknął żebym jechała, bo i tak zaraz mnie wyprzedzi. Noo weszło mi to na ambicje, więc cisnęłam sobie myśląc o tym, że się nie dam :D. No ale się dałam... i to dość szybko. A i tak motywator był dobry :D.

Pojechane chyba na max możliwości jakie miałam tego dnia. Ładny, wysoki HR. Dużo pogoni za grupkami, żeby móc się powozić w wagonikach ;)

HRavg 177
HRmax 193
DSt 57 km
T 2:32:12
Kategoria Elita Kobiet K2: 2 miejsce
Open kobiet: 3/18
Open: 127 miejsce / 234
Kategoria 50-70km, wyścig


Dane wyjazdu:
62.00 km 29.00 km teren
02:37 h 23.69 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

20.07.2012

Piątek, 20 lipca 2012 | Komentarze 3

1. Poranne plotkowanie z Pawłem i Kermitem. Macanie rowerów ;)
2. Okolice Dominowa. Jakiś dziwny las, a w nim asfalt który ciągnął się prosto i długo, jak hamerykańska pustynna droga na filmach. Ciągle pod silny wiatr. W Prawiednikach spotkałam Piotrka, to chwilkę odpoczęłam od tej wichury. Nad zalewem minęłam Przemka, który po chwili zawrócił i też sobie ucieliśmy pogawędkę, więc znowu miałam okazję odsapnąć :D. Ogólnie lajt, no może oprócz tego wiatru i bardzo agresywnych owadów w lesie koło Dominowa. Dziki las, brak ludzi i jak kogoś zobaczą to szaaaaaał :D
Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
57.00 km 0.00 km teren
01:56 h 29.48 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:177 ( 89%)
HR avg:143 ( 72%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

15.07.2012

Niedziela, 15 lipca 2012 | Komentarze 2

Nudaaaaa. Z racji wizyt u rodzinki nie udało mi się wybrać z terenową ekipą do Kazika, więc samotnie urządziłam sobie szosowego tripa. Ciężko było rozbujać serducho. Max 177 przy krótkich zagięciach to słabo jakoś. Nawet jak lekko kręciłam, to też coś za nisko było. Lenistwo jakieś ;)
4 x [(5 x 60 sek) + 20 min)
Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
61.00 km 22.00 km teren
02:24 h 25.42 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:185 ( 93%)
HR avg:145 ( 73%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

11.07.2012

Środa, 11 lipca 2012 | Komentarze 4

W ostatnim momencie poskładałam upapranego Kju do kupy. Heh zakładam inny zacisk do kółka, znowu tarcie o tarcze. Ampula 5tkę to chyba na stałe przytwierdzę gdzieś do adaptera czy coś... Raz dwa się z tym rozprawiłam, 5 zeta w kieszeń na wieczorną myjkę i poleciałam na ustawkę. W składzie z Marioxem, Mateuszem, Radzikiem, Krzysiem P i MBLbnem uskuteczniliśmy terenem tu i tam, sama nie wiem gdzie :D. Żwawo i sprawnie wszystko szło. W Krężnicy przerwa na BEZalkoholowy wynalazek Warki o smaku cytrynowym. Pyszne.. no ale kasa na myjkę przepadła.. ;p. Później goniła nas burza, ale nie dogoniła, a także o dosłownie 50 metrów od nas strzeliło koło w pędzącym tirze. Grzmotnęło nieziemsko, a opona poleciała na wszystkie strony. Dobrze że Mariox kilka sekund wcześniej zechciał stanąć na konsumpcję banana, bo niefajnie byłoby dostać kawałkiem twardej, postrzepionej rozpędzonej opony ;/
Kategoria 50-70km, RL


Dane wyjazdu:
67.00 km 0.00 km teren
03:13 h 20.83 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:168 ( 84%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

08.07.2012 Maraton Kresowy w Łomży

Poniedziałek, 9 lipca 2012 | Komentarze 7

Maraton Kresowy w Łomży.
No to od początku ;). To już drugi Kresowy który jadę z teamem OBST z Chełma. Przyjeżdżamy sobie kilkunastoosobową grupą. Wesoła gromadka, śmichy chichy i znowu nie śpię niemal całą noc :D. A to Monika gada do mnie, a to ja do Moniki, to burza, to głosy na dworze, to coś tam innego. Wstaję więc rano, jak przed większością maratonów po ok 3 h snu i nawet się cieszę w duchu, że aż 3h, bo w sumie mogłam wcale nie zasnąć :D.

Na starcie staję w drugiej linii, omiatam wzrokiem gdzie są strategiczne dla mojego wyścigu laski :D. Zastanawiam się krótko czy zaryzykować i spróbować utrzymać się za Agnieszką Nowiczkow, ale ostatecznie pomysł szybko upada, bo trasa niemal 70 km i upał i nie chcę wykończyć się w połowie :D.

A trasa to kompletne zaskoczenie. Pierwsze 10-15 km to super interwał: ostre krótkie podjazdy i szybkie strome zjazdy. Są korzenie, wyrwy po deszczu no i kuuupa piachu, z którym sobie tego dnia nie radzę zbyt dobrze. Mimo wszystko na samych górkach czuję się świetnie. Pomna ostatnich doświadczeń, na płaskim też staram się mocniej przyciskać i jadę dość twardo. W połowie dystansu okazuje się, że chyba za twardo, bo zaczynają się skurcze łydek. HA!! A przecież od środy specjalnie kawy nie piłam, brałam magnez... Tyle poświęceń.. ;d. No i trzeba było co jakiś czas zwalniać, a przy jednej z piaskownic wpinając się dopada mnie taki skurcz łydki, że myślę sobie po co mi to było... Mogłam być teraz nad jeziorem i sączyć browarka przy gitarce... No i wtedy wyprzedza mnie Ania Kędra i ona po piachu po prostu przepłyneła.. Hehehe no to do roboty! :D Gonię uciekinierów na tych zakwaszonych nogach, ale musze na miękkim, bo wciąż mam lekkie skurcze. Niestety dystans się powiększa i na którejś prostej przestaję widzieć uciekającą grupkę. Chwilowy demotywator. A może jednak po prostu paść sobie w runo leśne i zjeść jakiegoś grzyba lub liścia...?

Na szczęście szybko przechodzi... Do końca mam jeszcze 25 km. Plan jest prosty. Kawał terenu, więc jadę swoje, rozjeżdżam skurcze i na ostatnich 10 km (z interwałowymi górkami) ujawniam swoje magiczne właściwości, mijam rywalkę i wjeżdżam w glorii i fanfarach na metę :D. Niestety zanim go zaczęłam realizować dopadł mnie jeszcze skurcz uda. Myślę sobie: no... jeszcze tylko skurcz drugiego uda, ucha, oka... i limit się w końcu wyczerpie, więc pokrzepiona tą myślą zaczynam cisnąć miękko, ale całkiem szybko się rozpędzam. Mijam niekiedy jakichś kolesi co daje mi motywację, a na 10 km przed metą, przy bufecie mijam w końcu i Anię.

Ścigamy się przez następnych 6-7 km po prostu szałowo!!!! Ponad 40km/h po lesie i na łące. Po koleżeńsku coś tam się dopingujemy, w końcu wrzucam blat i odskakuję na kilkaset metrów i .... reeetyyy: SKURCZ!! - taki skmurcz, że aż trzeba stanąć. W takim momencie!!!! Ania mija mnie ze świstem kółek. Zagryzam zęby ruszam za nią. Od tego zagryzania to dziwne że zębów nie połamałam sobie :D. Kurde, 20 km pogoni w skurczach i na ostatnich 3 km mając przewagę mam odpuścić?? Dorzucam do twardości i widzę, że znowu zmniejszam dystans. I już wtedy wiem, że może mnie teraz złapać skurcz każdej części ciała, ale na te kilka km po prostu siłą woli muszę wytrzymać, wyprzedzić, utrzymać, wygrać, a później sobie spokojnie umrę pod drzewkiem. Mijam ostro walczącą Anię i pędzę ile sił w nogach do mety z jakimś powerem nie wiem skąd wziętym :D. Na ostatnim km oglądam się, ale na długiej prostej nikogo za sobą nie widzę. Ostatecznie na metę wpadam z czasem o 2 minuty lepszym i zajmuję 2 miejsce za Agnieszką Nowiczkow. Ta kubitka była poza moim najśmielszym zasięgiem... A skurcze łydek łapią mnie jeszcze kolejnego dnia ;).
Piękne ściganie na ostatnich 10 km, no po prostu +10 do satysfakcji :). Babeczki z OBSTa przejmują 66.6% podium :D

Wielkie gratulacje również dla Wiesława za 2 miejsce w swojej kat. (pomimo poważnego upadku), a także dla Jawo, który otarł się o podium i zajął 4 miejsce :), a także dla wszystkich, bo taką dużą grupą narobiliśmy trochę szumu w Łomży :D

Dst 67km
T: 3h 13 min
2 miejsce, 2 w open kobiet,


Kategoria wyścig, 50-70km


Dane wyjazdu:
51.00 km 6.00 km teren
01:51 h 27.57 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Kju

06.07.2012

Piątek, 6 lipca 2012 | Komentarze 19

Asfalt góralem. O taka odmianka.
Powałeczki w 3 seriach a pomiędzy nimi 20 min spokoju :D
Robię wzór dla Gella i Ifsona (taaaa Iwo przyzwyczajaj się, to już niedługooo ;d). A więc:
{3 x [5 x (60 sek + 30 sek) + 20 min]}

Na koniec błyski i grzmoty więc od Lipniaka już w stresie jechałam. Jeszcze delikatne mycie kjuba i do domu. A pod blokiem. okazało się, że nie wzięłam klucza, a Czarek na siłowni, a tel. w szatni... Więc przez godzinę błąkałam się po osiedlu, w ciemnościach, przy grzmotach, wietrze i chłodzie. Ale za to: zwiedziłam wszystkie osiedlowe dziury, popaczyłam na wszystkie schody ( a część zjechałam), nauczyłam się podrywać i przednie i tylne kółko (!!!), więc też małe krawężniki zaczęłam przeskakiwać :D. I tak zleciało ;). Koło 22:00 już mi głupio było się błąkać, bo Kjub miał zmoczone tarcze i popiskiwał jak prosiaczek. Nie chciałam stresować sąsiadów... Na szczęście "zaraz" przyjechał Cz ;)
Kategoria 50-70km, samotnie


Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin