Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi czarniatko z miasteczka Lublin. Mam przejechane 21116.45 kilometrów w tym 3627.17 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czarniatko.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

50-70km

Dystans całkowity:6942.30 km (w terenie 857.00 km; 12.34%)
Czas w ruchu:176:08
Średnia prędkość:24.27 km/h
Maksymalna prędkość:52.18 km/h
Suma podjazdów:3639 m
Maks. tętno maksymalne:198 (100 %)
Maks. tętno średnie:189 (95 %)
Suma kalorii:8457 kcal
Liczba aktywności:120
Średnio na aktywność:58.34 km i 2h 24m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
56.00 km 45.00 km teren
03:03 h 18.36 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max:175 ( 90%)
HR avg:125 ( 64%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

14.09.2011 Stary Gaj + Wierzchowiska z RL

Środa, 14 września 2011 | Komentarze 2

Na chwile do Starego Gaju, później na ustawkę RL. Kierunek Wierzchowiska. Dużo terenu, większość w nocy. Przez całą drogę miałam wrażenie, że zaraz złapie mnie skurcz uda. Jakoś tak dziwnie boli od niedzieli. Może coś naciągnęłam.. Jechałam sobie spokojnie z tyłu, więc wróciłam strasznie zakurzona ;). Noc, co dziwne o tej porze roku, niesamowicie przyjemna. Ciepła, a do tego jasna. Księżyc w pełni i odgłosy zwierząt w lesie robiły niezły klimacik. Pomyślałam że w mniejszej ekipie mogłabym się nawet bać ;). Natomiast sama w życiu nie chciałabym tym lasem jechać w nocy. Mam ochotę powtórzyć ten wypad ;D

Dane wyjazdu:
62.25 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:24.0
HR max:188 ( 96%)
HR avg:161 ( 82%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

14.09.2011 Bychawa

Środa, 14 września 2011 | Komentarze 2

Ze Żwirkiem na Bychawę i z powrotem. Obawiałam się o udo, ale o dziwo dzisiaj świetnie się jechało, najmniejszego ciągnięcia nie czułam. Znaczy się świetnie to było na kole.. ;p. Było mi tak dobrze, że nawet nie miałam świadomości, z której strony wieje i szczerze mówiąc nie chciałam się dowiadywać ;p. Niestety po jakimś czasie coś się Żwirkowi poodmieniało i nie chciał już za bardzo jechać z przodu, co więcej domagał się dyspozycyjności konwersacyjnej! Jak mam rozmawiać przy pulsie 175-180, pod górę i pod wiatr?! No jak?! Delikatna sugestia, że można pogadać później została zignorowana, więc toczyłam się kawałek od Bychawy do Strzyżewic, umierając ale za to mówiąc! (coś tam). Po nawrocie w Strzyżewicach wiatr już tak nie przeszkadzał, więc doszłam do siebie i znowu fajnie się śmigało, pomijając jednego sfrustrowanego dziadka jadącego dużym fiatem(?), który chyba nie mógł znieść widoku dwóch rowerów jadących obok siebie i jeszcze przed nim. Chwilę jechał tak za nami obmyślając strategię, gdy już wydumał to nas wyprzedził, zwolnił do 30km/h, a do tego włączył lewy kierunkowskaz i tak sobie jechał ze 2 km, a my nie mogliśmy go wyprzedzić, bo przecież ZARAZ MÓGŁ ODBIĆ W LEWO... Ostatecznie skręcił w prawo.. Pewnie jeszcze by nas tak poblokował, ale pogonił go bus jadacy z tyłu. Hehhh wkurzyłam się trochę. A ogólnie dzisiaj świetnie się czułam, nogi dobrze pracowały. Zobaczyłam że niezła średnia wyszła to próbowałam dokręcić do 34km/h ale pod koniec siadła mi motywacja ;)

Diamentowa-Bychawa-Strzyżewice-Żeglarska DST: 51 km, AVS: 33.9 km/h
Kategoria 50-70km, kameralnie


Dane wyjazdu:
56.00 km 52.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:27.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

11.09.2011 maraton kresowy Chełm

Niedziela, 11 września 2011 | Komentarze 13

Dałam się namówić na maraton kresowy w Chełmie. Po weselu, z bolącymi od szpilek łydkami, rano wtoczyłam się do samochodu Grześka. W plecak zapakowałam długie portki, bluzy itp, a na miejscu zaskoczenie: żar leje się z nieba. Grzesiek zadowolony, ja kręcę nosem. Wolę niższe temperatury. Chciałam jechać dystans mini (28km), ale zagrożono mi że albo 56 km albo wracam z buta do domu.. ;p. No dobra.. Może się dotoczę ;). Na starcie tłok, chłopaki się pchają. Pierwszy podjazd po stoku narciarskim, po piasku. Oczywiście szybko przepychające się chopaki dali radę wjechać, w naszym roju ktoś nie dał rady i cała reszta musiała zasuwać podjazd z buta. Kątem oka zauważyłam, że jakaś babeczka mi ucieka. Puściłam się za nią pędem, ale skubana z góry single trackiem jechała jak szalona, tak że ciągle powiększała przewagę. Musiała znać świetnie trasę. Objechałam ją dopiero na kolejnym dłuższym podjeździe i ciągle zastanawiałam się czy jeszcze jakaś babeczka mi się tak znienacka, w początkowym bajzlu, nie urwała. Tymczasem jechałam w większej grupie, tak jak mi radzono przed startem, starałam się nie stracić towarzystwa, dzięki czemu zjechałam wszystko, po prostu nie było czasu żeby hamować, zastanawiać się czy przejadę piasek czy nie. Nawet jakieś miejsca z wykrzyknikami zjechałam bez zastanowienia;). W połowie rundy poczułam że umieram. Kilka osób wtedy mi zwiało. Spotkałam Pana Wieśka z Chełma i dogadaliśmy się, że sobie razem pojedziemy kawałek, bo on zna te piachu i dziury i w ogóle wie co i jak jechać. Niestety towarzysz po jakimś czasie zaliczył szlif na wjeździe na asfalt, więc dalej jechałam sama. Na podjazdach wyprzedzałam chłopaków, na zjazdach oni mnie rąbali. Hehhhh.. Podobno po pierwszej rundzie miałam bardzo ładny czas.. Na drugiej rundzie, na piaszczystym polu(43 km) złapał mnie skurcz uda, taki że aż spadłam z roweru i musiałam na chwilę usiąść. W tym czasie kilka osób mnie wyprzedziło, ale na szczęście nie były to babeczki ;). Wsiadam na rower, wpinam buta a tu znowu skurcz, nosz kurde... i łydka i zaraz drugie udo... Wsiadłam na siłę i na młynku cisnęłam ostatnie 10 km. Ale co ja się ucierpiałam z tymi skurczami.. Już miałam dzwonić do chłopaków że rezygnuję. Później trochę to ogarnęłam. Ostatecznie zajęłam 32-34 miejsce w Open i 1 miejsce w swojej kategorii. Organizacja i trasa maratonu super. Naprawdę trzeba było się starać żeby się zgubić. Płasko nie było, były momenty z bardziej stromymi podjazdami, ale generalnie większość była dość lekka. Natomiast smaczku i trudności dodawał trasie wszędobylski piasek. Oj szybko musiałam się z nim przeprosić.. ;D. Ogólnie, świetna atmosfera. Do walki zagrzewali mieszkańcy wiosek, dzieciaki, strażacy, organizatorzy pilnujący porządku na trasie ;). Fajnie, że było sporo ludzi z Lublina ;).
Pulsu brak, bo już na początku pasek zjechał mi na brzuch, no i puls czytał właśnie stamtąd ;p, przez co średnie wyszło 165 :p, a gdzieś widziałam że znowu miałam przez moment 198 :)



Trochę zdjęć z ludźmi z RL

Zdjęcia są autorstwa ludzi fotografujących Maraton Kresowy w Chełmie. Pobrano z galerii podlinkowanych do: http://forum.lc24.pl/viewtopic.php?t=653&postdays=0&postorder=asc&start=0&sid=1f07115da9de0b1877b04b83a0a77604,
a także z: http://chelm.info.pl/foto/rajd_rowerowy_2011/






Kategoria 50-70km, RL, wyścig


Dane wyjazdu:
64.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max:182 ( 93%)
HR avg:165 ( 85%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

09.09.2011 Lbn-Bychawa-Lbn

Piątek, 9 września 2011 | Komentarze 5

Jak przyjemnie było znowu popłynąc asfalcikiem... Ten komfort.. ;). Wszystko byłoby ok gdyby nie silny wiatr. Niby nie miałam centralnie w twarz, ale do Bychawy i z powrotem nieźle dawało w bok. Tak mocno, że jak w drodze z Bychawy mijały mnie 2 tiry i przez moment zasłoniły mi boczny wiatr, to aż się solidnie zachwiałam - taka była różnica. Starałam się naprawdę mocniej pojechać (i pojechałam), ale jakoś się to nie przełożyło na wynik :D. Na ścieżce o mało nie rozjechałam dwóch lasek. Jechały z naprzeciwka, widziałam je z daleka. Toczyły się moją "ulubioną" formacją ścieżkową, czyli parami, trzymając się za ręce, a raczej coś sobie podająć. Zjechałam więc na prawo, aż na trasę dla pieszych, a one tuż przede mną zaczęły się trzęść, wykonały jakieś dziwne ruchy, popiszczały i w ostatnim momencie też zjechały na część dla pieszych! Jak kaczki jakieś, zupełny brak logiki.. Jechałam powoli, więc zdążyłam wyminąć je lewą stroną przy okazji coś tam rzuciłam.. Później dojechałam znowu do jakiegoś starszego pana, tym razem na mtb. Nieźle cisnął, więc i ja postanowiłam się jeszcze troszkę zmobilizować i tak dojechaliśmy razem do LKJ. Podziękowaliśmy sobie za jazdę i tym miłym akcentem skończyłam dzisiejsze szosowanie ;)

LKJ-Bychawa-Tama avs: 31.0 km/h

Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
67.00 km 0.00 km teren
02:04 h 32.42 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:23.0
HR max:190 ( 97%)
HR avg:162 ( 83%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

30.08.2011 Lbn-Niedrzwica-Bychawa-Lbn

Wtorek, 30 sierpnia 2011 | Komentarze 2

Dzisiaj w planach było pojeździć szybciej. Do Niedrzwicy pięknie się jechało 36-38km/h. Myślałam sobie jaka to ja jestem super oh i ah... Później skręciłam na Bychawę i niestety.. okazało się, że super nie jestem, tylko wiało mi w plecy ;D. Przed Żabią Wolą kątem oka dostrzegłam ciągnące się za mną koło, cienkie koło ;p.. Taki cichacz skubany... Pomyślałam, że nie będę się odwracać i zobaczymy jak się rozwinie sytuacja. Po jakimś czasie poczułam się jednak solidnie zmęczona, a facet sobie jeszcze na luzik wrzucał, bo słyszałam takie terkotanie, tak mu się komfortowo jechało.. W końcu się zebrał przed samym Lublinem i mnie wyprzedził, okazało się że jakiś starszy Pan, ale ubrany po kolarskiemu. Później znowu go wyprzedziłam i już na Cienistej zobaczyłam, że Pan Master gdzieś przepadł.. Zastanawiałam się co się stało, bo nie było gdzie za bardzo skręcić.. A okazało się, że Panu Masterowi wypadł licznik. Dojechał na most i tak sobie całą ścieżkę pogadaliśmy. Dostałam wykład z historii kolarstwa lubelskiego ;), zaproszenie do Dysa;p;p;), bo Pan, a jakże - ściga się. W ogóle pomyślałam, że fajne w kolarstwie jest to, że można je uprawiać nawet w starszym wieku i w zasadzie większość imprez uwzględnia kategorie dla tych ludzi i mają szanse coś tam sobie powygrywać. W innych dyscyplinach jest chyba trudniej, jesteś stary, osiągasz jakiś wiek i heja, nie ma Cię w sporcie. Plan zrealizowałam. Nogi mnie bolą. A teraz będzie trochę przerwy od rołwera. Na jakiś czas powrócę do korzeni tj. zacznę robić porządny makijaż, układać włosy, założę kolczyki, kieckę i szpilki, będzie cudownie ;)

Kraśnickie-Niedrzwica-Bychawa-Cienista (most): avs 32.5 km/h

Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
63.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:42.00 km/h
Temperatura:24.0
HR max:171 ( 88%)
HR avg:144 ( 74%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

29.08.2011 Bychawa

Poniedziałek, 29 sierpnia 2011 | Komentarze 0

Spokojnie, na tyle spokojnie, że nawet dało się pomyśleć o tym i tamtym. Lekko nudno, zero rowerzystów i kolarzy na trasie. Asfalt tak przyjemnie gładki, że aż przyłapałam się ze 2 razy na takim jakby zawieszeniu, kręciłam sobie - tępo patrząc przed siebie i nagle łapałam takie oprzytomnienie ;)

avs 28.6km/h

Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
63.23 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:23.0
HR max:182 ( 93%)
HR avg:159 ( 81%)
Podjazdy:173 m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

18.08.2011 Lbn-Strzyżewice-Bychawa-Lbn

Czwartek, 18 sierpnia 2011 | Komentarze 4

Plan jazdy do Zakrzówka popsuła pogoda. Także w Strzyżewicach podjechałam na "ulubiony" podjazd i zwinęłam Ifsona, katującego uparcie pagóra. Chyba przerwałam trening ;). Burza była już blisko więc popędziliśmy na Bychawę. Niestety kilka km przed Żabią Wolą złapała nas ulewa. Kolejny raz jak jadę z Ifsonem... Postaliśmy z dobre pół godziny na przystanku, deszcz przestał padać, asfalt troszkę przewiało i pojechaliśmy. Na ścieżce spotkaliśmy Arkusa i jego Węża :). Ładnyyy :)

Tama-Strzyżewice-Bychawa-Cienista: avg; 31.6km/h





Kategoria 50-70km, kameralnie


Dane wyjazdu:
65.80 km 12.00 km teren
02:55 h 22.56 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:27.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:251 m
Kalorie: kcal

15.08.2011 Poszukiwanie grodziska w Motyczu

Poniedziałek, 15 sierpnia 2011 | Komentarze 1

Miałam trochę ochotę wyjść do ludzi. Jak do ludzi, to niewątpliwie na Jurka ustawkę. Tam zawsze jest mnóstwo ludzi ;). I jak to u Jurka.. można było pojeździć szybko lub wolniej - jak kto chciał. Grupka hardcorowa wymknęła się spod kontroli, przez co plan zjazdu do grodziska poległ. Natomiast znaleźliśmy fajny zjazdowy asfalcik. Bardzo wąski, stromy i pokręcony, ale gładziutki i mało ruchliwy. Zjazdowy lub podjazdowy, jak ktoś lubi kręcące się podjazdy.. No i pogadałam sobie z ludźmi. Już dawno tyle nie kłapałam gębą podczas jazdy ;p. Później były lody, a na koniec szybsza rundka z Sawkiem po Nowinach i Prawiednikach

Kategoria 50-70km, RL


Dane wyjazdu:
63.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:17.0
HR max:183 ( 94%)
HR avg:165 ( 85%)
Podjazdy: m
Kalorie: 859 kcal
Rower:Bulls

10.08.2011 Lbn-Niedrzwica-Strzyżewice-Piotrowice-Lbn

Środa, 10 sierpnia 2011 | Komentarze 8

Pojechaliśmy z Piernikiem w zupełnie nowy dla mnie świat asfaltów, czyli w kierunku Niedrzwicy. A tam, jakieś takie wąskie, kręte i pagórkowate traski, idealny niemal asfalt, zero ruchu, rolnicy coś sobie wygrzebywali z pól.. Tylko to wiatrzysko... Masakra. Od rana w pracy obserwowałam z niepokojem brzozę na parkingu i czarno to widziałam. Na trasie wiało tak, że czasami rower trudno było utrzymać. Jakbym sama jechała to najzwyczajniej odpuściłabym sobie szarpaninę na podjazdach i do tego pod wiatr, a tak, w towarzystwie, trzeba było jakoś jechać przyzwoicie ;). Od Niedrzwicy już było super fajnie i tak aż do Lublina. Jak dla mnie mocno, bez obijania się, a jednocześnie nie zdechłam gdzieś po drodze i jeszcze dałam radę coś tam pogadać półzdaniami ;p. I temperaturka genialna :). Dzięki za przyjemną jazdę ;)

Kraśnickie-Niedrzwica-Strzyżewice-most na Cienistej: dst 42km, avs 31.7km/h

czekam na tracka bo mój gps coś ostatnio nie ma ochoty pracować razem z kluczami od mieszkania w jednej kieszonce koszulki ;)

coś takiego plus jeszcze moja plątanina po mieście do koleżanki
Kategoria 50-70km, kameralnie


Dane wyjazdu:
63.00 km 0.00 km teren
01:59 h 31.76 km/h:
Maks. pr.:51.00 km/h
Temperatura:23.0
HR max:187 ( 96%)
HR avg:161 ( 82%)
Podjazdy:126 m
Kalorie: 850 kcal
Rower:Bulls

09.08.2011 Lbn-Strzyżewice-Bychawa-Lbn

Wtorek, 9 sierpnia 2011 | Komentarze 3

Nie wyrobiłam się na ustawkę terenową, więc wyszłam szusować po asfaltach. Za Strzyżewicami o mało nie rozjechał mnie jakiś facet wyprzedzający z przeciwnego pasa. Na tej samej trasie na większym podjeździe wyprzedziłam jakiegoś dresika, który krzyknął za mną resztką sił "Aaa zapier.... sobie szybko!" heh... byłam tak zniesmaczona, że aż nie zatrzymałam się w Bychawie. Ogólnie strasznie nudno jakoś było.
Kategoria 50-70km, samotnie


Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin