Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi czarniatko z miasteczka Lublin. Mam przejechane 21116.45 kilometrów w tym 3627.17 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czarniatko.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2011

Dystans całkowity:1058.71 km (w terenie 251.50 km; 23.76%)
Czas w ruchu:11:54
Średnia prędkość:25.12 km/h
Maks. tętno maksymalne:194 (100 %)
Maks. tętno średnie:182 (93 %)
Suma kalorii:1037 kcal
Liczba aktywności:23
Średnio na aktywność:46.03 km i 2h 22m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
52.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max:184 ( 94%)
HR avg:144 ( 74%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

15.09.2011

Czwartek, 15 września 2011 | Komentarze 3

Taka jazda jak i cały dzień. Czyli badziewie. Kompletnie rozbita wyszłam na rower, bez pomysłu, bez ochoty, żeby na chwile odpocząć od kompa. Coś tam kombinowałam, próbowałam się zmusić do większego wysiłku i bardzo marnie mi to wszystko wychodziło. Raz że wczoraj było mocniej, dwa że ogólnie kiepski dzień i trzy że mocno wiało z kazdej strony. Więc nie było jak zwykle, że gdy mocno cisnę to nogi jeszcze dają radę a kardio pada pierwsze. Dzisiaj odwrotnie, puls pomimo chęci niski, a nogi nie dawały rady. Padaka.. Wróciłam zniesmaczona jeszcze bardziej niż wyszłam.
Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
62.25 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:24.0
HR max:188 ( 96%)
HR avg:161 ( 82%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

14.09.2011 Bychawa

Środa, 14 września 2011 | Komentarze 2

Ze Żwirkiem na Bychawę i z powrotem. Obawiałam się o udo, ale o dziwo dzisiaj świetnie się jechało, najmniejszego ciągnięcia nie czułam. Znaczy się świetnie to było na kole.. ;p. Było mi tak dobrze, że nawet nie miałam świadomości, z której strony wieje i szczerze mówiąc nie chciałam się dowiadywać ;p. Niestety po jakimś czasie coś się Żwirkowi poodmieniało i nie chciał już za bardzo jechać z przodu, co więcej domagał się dyspozycyjności konwersacyjnej! Jak mam rozmawiać przy pulsie 175-180, pod górę i pod wiatr?! No jak?! Delikatna sugestia, że można pogadać później została zignorowana, więc toczyłam się kawałek od Bychawy do Strzyżewic, umierając ale za to mówiąc! (coś tam). Po nawrocie w Strzyżewicach wiatr już tak nie przeszkadzał, więc doszłam do siebie i znowu fajnie się śmigało, pomijając jednego sfrustrowanego dziadka jadącego dużym fiatem(?), który chyba nie mógł znieść widoku dwóch rowerów jadących obok siebie i jeszcze przed nim. Chwilę jechał tak za nami obmyślając strategię, gdy już wydumał to nas wyprzedził, zwolnił do 30km/h, a do tego włączył lewy kierunkowskaz i tak sobie jechał ze 2 km, a my nie mogliśmy go wyprzedzić, bo przecież ZARAZ MÓGŁ ODBIĆ W LEWO... Ostatecznie skręcił w prawo.. Pewnie jeszcze by nas tak poblokował, ale pogonił go bus jadacy z tyłu. Hehhh wkurzyłam się trochę. A ogólnie dzisiaj świetnie się czułam, nogi dobrze pracowały. Zobaczyłam że niezła średnia wyszła to próbowałam dokręcić do 34km/h ale pod koniec siadła mi motywacja ;)

Diamentowa-Bychawa-Strzyżewice-Żeglarska DST: 51 km, AVS: 33.9 km/h
Kategoria 50-70km, kameralnie


Dane wyjazdu:
56.00 km 45.00 km teren
03:03 h 18.36 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max:175 ( 90%)
HR avg:125 ( 64%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

14.09.2011 Stary Gaj + Wierzchowiska z RL

Środa, 14 września 2011 | Komentarze 2

Na chwile do Starego Gaju, później na ustawkę RL. Kierunek Wierzchowiska. Dużo terenu, większość w nocy. Przez całą drogę miałam wrażenie, że zaraz złapie mnie skurcz uda. Jakoś tak dziwnie boli od niedzieli. Może coś naciągnęłam.. Jechałam sobie spokojnie z tyłu, więc wróciłam strasznie zakurzona ;). Noc, co dziwne o tej porze roku, niesamowicie przyjemna. Ciepła, a do tego jasna. Księżyc w pełni i odgłosy zwierząt w lesie robiły niezły klimacik. Pomyślałam że w mniejszej ekipie mogłabym się nawet bać ;). Natomiast sama w życiu nie chciałabym tym lasem jechać w nocy. Mam ochotę powtórzyć ten wypad ;D

Dane wyjazdu:
56.00 km 52.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:27.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

11.09.2011 maraton kresowy Chełm

Niedziela, 11 września 2011 | Komentarze 13

Dałam się namówić na maraton kresowy w Chełmie. Po weselu, z bolącymi od szpilek łydkami, rano wtoczyłam się do samochodu Grześka. W plecak zapakowałam długie portki, bluzy itp, a na miejscu zaskoczenie: żar leje się z nieba. Grzesiek zadowolony, ja kręcę nosem. Wolę niższe temperatury. Chciałam jechać dystans mini (28km), ale zagrożono mi że albo 56 km albo wracam z buta do domu.. ;p. No dobra.. Może się dotoczę ;). Na starcie tłok, chłopaki się pchają. Pierwszy podjazd po stoku narciarskim, po piasku. Oczywiście szybko przepychające się chopaki dali radę wjechać, w naszym roju ktoś nie dał rady i cała reszta musiała zasuwać podjazd z buta. Kątem oka zauważyłam, że jakaś babeczka mi ucieka. Puściłam się za nią pędem, ale skubana z góry single trackiem jechała jak szalona, tak że ciągle powiększała przewagę. Musiała znać świetnie trasę. Objechałam ją dopiero na kolejnym dłuższym podjeździe i ciągle zastanawiałam się czy jeszcze jakaś babeczka mi się tak znienacka, w początkowym bajzlu, nie urwała. Tymczasem jechałam w większej grupie, tak jak mi radzono przed startem, starałam się nie stracić towarzystwa, dzięki czemu zjechałam wszystko, po prostu nie było czasu żeby hamować, zastanawiać się czy przejadę piasek czy nie. Nawet jakieś miejsca z wykrzyknikami zjechałam bez zastanowienia;). W połowie rundy poczułam że umieram. Kilka osób wtedy mi zwiało. Spotkałam Pana Wieśka z Chełma i dogadaliśmy się, że sobie razem pojedziemy kawałek, bo on zna te piachu i dziury i w ogóle wie co i jak jechać. Niestety towarzysz po jakimś czasie zaliczył szlif na wjeździe na asfalt, więc dalej jechałam sama. Na podjazdach wyprzedzałam chłopaków, na zjazdach oni mnie rąbali. Hehhhh.. Podobno po pierwszej rundzie miałam bardzo ładny czas.. Na drugiej rundzie, na piaszczystym polu(43 km) złapał mnie skurcz uda, taki że aż spadłam z roweru i musiałam na chwilę usiąść. W tym czasie kilka osób mnie wyprzedziło, ale na szczęście nie były to babeczki ;). Wsiadam na rower, wpinam buta a tu znowu skurcz, nosz kurde... i łydka i zaraz drugie udo... Wsiadłam na siłę i na młynku cisnęłam ostatnie 10 km. Ale co ja się ucierpiałam z tymi skurczami.. Już miałam dzwonić do chłopaków że rezygnuję. Później trochę to ogarnęłam. Ostatecznie zajęłam 32-34 miejsce w Open i 1 miejsce w swojej kategorii. Organizacja i trasa maratonu super. Naprawdę trzeba było się starać żeby się zgubić. Płasko nie było, były momenty z bardziej stromymi podjazdami, ale generalnie większość była dość lekka. Natomiast smaczku i trudności dodawał trasie wszędobylski piasek. Oj szybko musiałam się z nim przeprosić.. ;D. Ogólnie, świetna atmosfera. Do walki zagrzewali mieszkańcy wiosek, dzieciaki, strażacy, organizatorzy pilnujący porządku na trasie ;). Fajnie, że było sporo ludzi z Lublina ;).
Pulsu brak, bo już na początku pasek zjechał mi na brzuch, no i puls czytał właśnie stamtąd ;p, przez co średnie wyszło 165 :p, a gdzieś widziałam że znowu miałam przez moment 198 :)



Trochę zdjęć z ludźmi z RL

Zdjęcia są autorstwa ludzi fotografujących Maraton Kresowy w Chełmie. Pobrano z galerii podlinkowanych do: http://forum.lc24.pl/viewtopic.php?t=653&postdays=0&postorder=asc&start=0&sid=1f07115da9de0b1877b04b83a0a77604,
a także z: http://chelm.info.pl/foto/rajd_rowerowy_2011/






Kategoria 50-70km, RL, wyścig


Dane wyjazdu:
30.00 km 22.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

10.09.2011 Stary Gaj-Dąbrowa

Sobota, 10 września 2011 | Komentarze 10

Słabo było. Chciałam przyspieszyć kilka razy i nie mogłam ;/. Nogi takie beznadziejne były, osiągałam tętno 175 i koniec, nie dawało rady i chyba wiem dlaczego :(. Dalej.. Pozjeżdżałam sobie pagórki z SG, a później pagórki piaszczyste w Dąbrowie których ostatnio nie mogłam zjechać. Styl bardzo słaby, no ale zjechane, niektóre nawet po dwa razy. Na jednym z powtórzeń piaszczystego zjazdu, zaliczyłam wywrotkę, spadł mi łańcuch na zewnątrz. I za nic nie mogłam go wcisnąć na miejsce. Mordowałam sie z nim kilkanaście minut i w końcu wezwałam wóz techniczny ;). Szybko do BB, przy okazji kupiłam ciaśniejszy koszyk i nowy bidon. Na koniec zjazd i podjazd na globusie.

Kategoria <30km, samotnie


Dane wyjazdu:
64.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max:182 ( 93%)
HR avg:165 ( 85%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

09.09.2011 Lbn-Bychawa-Lbn

Piątek, 9 września 2011 | Komentarze 5

Jak przyjemnie było znowu popłynąc asfalcikiem... Ten komfort.. ;). Wszystko byłoby ok gdyby nie silny wiatr. Niby nie miałam centralnie w twarz, ale do Bychawy i z powrotem nieźle dawało w bok. Tak mocno, że jak w drodze z Bychawy mijały mnie 2 tiry i przez moment zasłoniły mi boczny wiatr, to aż się solidnie zachwiałam - taka była różnica. Starałam się naprawdę mocniej pojechać (i pojechałam), ale jakoś się to nie przełożyło na wynik :D. Na ścieżce o mało nie rozjechałam dwóch lasek. Jechały z naprzeciwka, widziałam je z daleka. Toczyły się moją "ulubioną" formacją ścieżkową, czyli parami, trzymając się za ręce, a raczej coś sobie podająć. Zjechałam więc na prawo, aż na trasę dla pieszych, a one tuż przede mną zaczęły się trzęść, wykonały jakieś dziwne ruchy, popiszczały i w ostatnim momencie też zjechały na część dla pieszych! Jak kaczki jakieś, zupełny brak logiki.. Jechałam powoli, więc zdążyłam wyminąć je lewą stroną przy okazji coś tam rzuciłam.. Później dojechałam znowu do jakiegoś starszego pana, tym razem na mtb. Nieźle cisnął, więc i ja postanowiłam się jeszcze troszkę zmobilizować i tak dojechaliśmy razem do LKJ. Podziękowaliśmy sobie za jazdę i tym miłym akcentem skończyłam dzisiejsze szosowanie ;)

LKJ-Bychawa-Tama avs: 31.0 km/h

Kategoria 50-70km, samotnie


Dane wyjazdu:
15.00 km 13.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

07.09.2011 Stary Gaj

Piątek, 9 września 2011 | Komentarze 0

Miało być: rano, na szosie, długo i szybko, ale z racji że robiłam aż 3 podejścia do wyjścia z wyrka, to pozostała mi tylko niecała godzinka, z którą nie za bardzo wiedziałam co zrobić. Pojechałam więc pokręcić się chwilkę po starym gaju.

Kategoria samotnie, <30km


Dane wyjazdu:
45.00 km 35.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:21.0
HR max:181 ( 93%)
HR avg:156 ( 80%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

06.09.2011

Wtorek, 6 września 2011 | Komentarze 4

Wróciłam z pracy "poddenerwowana", więc postanowiłam się solidnie zresetować na szosce. Tak, żeby w domu paść i nie mieć siły myśleć. Przed samym wyjściem zmieniłam zdanie i pojechałam na terenowy-Żwirkowy-lajt. I tak wiedziałam, że nie dam rady się tutaj wylajtować, więc pomyślałam, że jeden grzyb na jakim rowerze się sponiewieram ;). Trochę poganiałam po laskach, piaskach, korzeniach i kamieniach, jak dla mnie dość szybko i żwawym (moim żwawym) tempem. Wielkiego sponiewierania nie było może, tak żeby Żwirek się za bardzo nie zmęczył ;p, ale ogólnie fajny terenik. Zaczyna mnie natomiast drażnić to, że nie potrafię zjechać w niektórych miejscach. Żenada.. Także jest nowy problem ;).
Z "atrakcji": Zgubiłam bidon. Bidon najlepiej dopasowany do koszyka, a pomimo tego wyskoczył gdzieś sobie. Szkoda bo miał ładny kolorek dopasowany pod Rokiego.

Kategoria 30-50km, kameralnie, RL


Dane wyjazdu:
45.00 km 35.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max:155 ( 79%)
HR avg:127 ( 65%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1037 kcal

05.09.2011 Lekkie terenowanie

Poniedziałek, 5 września 2011 | Komentarze 3

Z Rokim w tereniku. Zapuściliśmy się przed siebie, kilka razy droga nam się skończyła. W Prawiednikach nie znalazłam mostka, więc skoczyłam do Nowin, gdzie namiętnie i z pasją ujeżdżałam piachy. Tak się zaterenikowałam, że aż mnie noc złapała i musiałam po ciemku wracać ;/. Do tego oczywiście też droga się skończyła tu i tam. Rokiego zaatakował drut kolczasty z którym walczył dobrych kilka sekund, a później walczył z nim mój but, a jeszcze później okazało się że to była jakaś jeżyna ;/. Po tej potyczce wyniuchały moją obecność jakieś kundle. Tysiące burków zaczęło ujadać. Wystraszyłam się i uciekłam z tereniku na Janowską i smieszkę. heh..

Kategoria 30-50km, samotnie


Dane wyjazdu:
11.50 km 7.50 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

04.09.2011 xc globus

Niedziela, 4 września 2011 | Komentarze 5

Całą noc śniło mi się xc ;/. Nawet się obudziłam i rozczarowana stwierdziłam, że to tylko sen i niestety ono WCIĄŻ jest nieprzejechane :D. Rano pojechałam na globus, powalczyłam chwile z wyobraźnią i zjechałam wczorajsze niezjechane zjazdy. Hehhh banalne to było, szczerze mówiąc.. Sama przyjemność. Później był wyścig. Nie za bardzo wiedziałam jak jechać; ogień czy jakoś rozłożyć siły i może trochę zbyt asekuracyjnie pojechałam..(?) 5 kółek było. Pierwsze jeszcze jako tako się trzymałam, drugie już mnie przytykało, a później o dziwo zrobiło się lepiej i ostatecznie najlepiej chyba poszło mi ostatnie kółko :D. Najgorsze było podchodzenie z buta.. Łydki tak bolały przy wchodzeniu, że już lepiej było się ostro spiąć i próbować wjeżdżać z wywieszonym jęzorem jak najwyżej się da. Puls przy takim młynkowaniu zasuwał w gorę że ho ho, ale łydki chociaż nie bolały :D. Pomimo tego końcówkę pętli i tak w większości wchodziłam ;p. Ostatecznie byłam druga w kategorii, ale że nie miałam specjalnie z kim o to miejsce walczyć, to nie uważam tego za wyczyn. Nie mniej strasznie miło.. ;p. Ogólnie super impreza, fajny klimat, mnóstwo znajomych twarzy, doping. Trasa z każdym kółkiem bardziej mi się podobała. Obecnie naprawdę miło ją wspominam, pomimo początkowej awersji ;). Został mi tam tylko taki jeden zjazd kanciasty... ;p taka wisienka :D. Kiedyś, gdy moje wkurzenie znowu narośnie to wpadnę tam i go zjadę ;D




Kategoria <30km, RL, wyścig


Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin