Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi czarniatko z miasteczka Lublin. Mam przejechane 21116.45 kilometrów w tym 3627.17 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czarniatko.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

30-50km

Dystans całkowity:7276.80 km (w terenie 1628.00 km; 22.37%)
Czas w ruchu:184:34
Średnia prędkość:22.12 km/h
Maksymalna prędkość:44.23 km/h
Suma podjazdów:2270 m
Maks. tętno maksymalne:202 (102 %)
Maks. tętno średnie:182 (90 %)
Suma kalorii:2740 kcal
Liczba aktywności:181
Średnio na aktywność:40.20 km i 1h 50m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
35.00 km 20.00 km teren
01:53 h 18.58 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:2.0
HR max:173 ( 87%)
HR avg:134 ( 68%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

30.12.2011

Piątek, 30 grudnia 2011 | Komentarze 2

Wczorajsze izotoniki, pizzing późną nocą i dzisiejsze 6 oscypków przesądziło o wyjściu na rower.. W SG ścieżki wyglądały tak jakby przejechał po nich walec. Butwiejące liście ubite na gładziutko. Szybko, ale ślisko. Dalej zalew i Dąbrowa już po ciemku, ale z dobrym oświetleniem, a powrót ścieżką. Pięknie wiało w plecy, tak że przy pulsie 115 jechało się prawie 30km/h.

Kategoria 30-50km, samotnie


Dane wyjazdu:
36.00 km 28.00 km teren
02:03 h 17.56 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:3.0
HR max:175 ( 88%)
HR avg:137 ( 69%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

18.12.2011

Niedziela, 18 grudnia 2011 | Komentarze 4

Wstałam o 11 O_o. Szybko się okazało, że wszyscy potencjalni jeźdźcy są już w siodłach i niestety czekało mnie samotne kręconko. Tylko wyszłam zaatakował mnie deszcz, a później deszcz ze śniegiem i śnieg w postaci zmrożonych kulek, które zafundowały mi peelling twarzy w 5 minut. Rozważałam powrót po 15 minutach, ale pomyślałam sobie o moim treningu w ostatnim tyg. w którym kładłam główny nacisk na B-ring, kebabing i pizing i powiedziałam NIE! Pokręciłam nad zalew a tam.. jak w chińskiej ukrytej kamerze.. Wjeżdżam ścieżką na tamę a z naprzeciwka nagle wybiega na mnie ze 40 osób O_o! Hehe okazało się że morsy urządzały rozgrzewkę ;). Popatrzyłam z tamy jak pluskają się w Bystrzycy i ogarnięta szczęśliwością ruszyłam do Dąbrowy. Fajnie, mieć na sobie spodnie i kurtałkę. Mokre to mokre ale jednak je miałam.. Pojeździłam niespiesznie po lesie, na koniec spotkałam Marioxa, MarcinaT i jeszcze jakiegoś Piotrka (?). Na myjce na Orkana umyłam za darmo Rokiego. Polecam! Woda leci z dysz pod niewielkim ciśnieniem, bez wrzucania pieniążków i non stop. Najpierw umyłam a później poszłam zgłosić awarię, ale Pan powiedział że tak ma być, żeby woda nie zamarzła ;d.
Kategoria 30-50km, samotnie


Dane wyjazdu:
36.00 km 6.00 km teren
01:44 h 20.77 km/h:
Maks. pr.:35.00 km/h
Temperatura:3.0
HR max:169 ( 85%)
HR avg:138 ( 70%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

13.12.2011

Wtorek, 13 grudnia 2011 | Komentarze 1

Nocą ze Żwirkiem i Mikołajem nad zalew, do Krężnicy, przez Nowiny i powrót Dąbrową. Na "dzień dobry" zebrałam co nieco od Ż. pod Lukoilem (zasłużenie), później gdzieś w Krężnicy popsuła mi się lampka i w Dąbrowie czułam się z tym fatalnie. Po prostu się bałam ;/. Ogólnie pomimo miłego towarzystwa, wróciłam lekko zdołowana i zła na siebie.

Kategoria 30-50km, kameralnie


Dane wyjazdu:
48.00 km 38.00 km teren
02:45 h 17.45 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:4.0
HR max:180 ( 91%)
HR avg:152 ( 77%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

10.12.2011

Niedziela, 11 grudnia 2011 | Komentarze 6

W planach było terenowe turlanko ze słuchafonami na uszach, ale rano okazało się, że trzeba przygarnąć Żwirka, który zaspał na trening z LKKG ;). Tradycyjnie był SG, lasek w Krężnicy i Dąbrowa. Był też lód, woda i błoto. Taaaaak, wyszedł ze mnie dzisiaj rasowy-pełno-wymiarowy-emtebe-trzepak… (zresztą nie to żeby się kiedyś specjalnie ukrywał, ale dzisiaj ukazał się w pełnej krasie ;d). Podczas gdy Ż. jechał sobie spokojnie przodem i wyglądał względnie czysto, ja strasznie miotałam się walcząc z kałużami i całym innym paskudztwem, który oferowała tego dnia dżungla i okoliczne bagna. Roki wciągał co popadło: mix gleb, liści i krzaki którymi przeoraliśmy z pół SG. Dojazd do Krężnicy łączką. Całe nogi i kurtka w błocie, pojedyncze placki znalazłam też na twarzy. Do tego błotny przedziałek na plechach sięgający kasku. I jeszcze na ścieżce spacerującą koleżankę spotkałam…;). Jadąc do domu modliłam się, żeby nie było Cz. A jednak był… ;).

Kategoria 30-50km, kameralnie


Dane wyjazdu:
38.00 km 0.00 km teren
02:35 h 14.71 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:5.0
HR max:190 ( 97%)
HR avg:139 ( 71%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

04.12.2011

Niedziela, 4 grudnia 2011 | Komentarze 7

Terenik z Gellem1. Najpierw górki przy torach, gdzie złapałam pułap 190 (!!!) ale w końcu wymęczyłam wjazd na pagóra przy budzie. Jeszcze test amora na schodkach. Uff w końcu bez objawów wstrząśnienia mózgu, do tego mniej nerwowo i ciszej. Poplątaliśmy się po SG, pojeździliśmy po torze i pojechaliśmy do lasku w Krężnicy. Po wyjeździe na Nowiny szok: nie ma żużlówki! Jest asfalt! Skręciliśmy znowu w las. Tam wynaleźliśmy sobie wielką piaskownicę z urwiskami. Było trochę zabawy z piachem, wjazd na czyjeś podwórko, znalezione super ładne miejsce na hopce z widokiem na polanę i rzeczkę w dolince. Stwierdzam, że lasek jest super jak na tą porę; zero liści, same ubite igły, podłoże piaszczyste, więc nawet po deszczu jest sucho. Można jeździć bez ścieżek, jak popadnie. A dalej była łączka i przeprawa rzeczki przez pseudo mostek z 4 konarów. Pan na motocyklu się popisał i przejechał. Ja w marnym stylu przeprawiłam się używając wszystkich 4 kończyn. Do tego Grzesiek skakał mi za plecami po kłodach z Rokim na rękach, doprowadzając mnie do szału ;P. Na koniec Dąbrowa i znowu zabawa z korzonkami. Wyjazd na śmieszkę już prawie w ciemnościach.
Kategoria 30-50km, kameralnie


Dane wyjazdu:
36.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:8.0
HR max: (%)
HR avg:140 ( 72%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

Nocą po miescie

Piątek, 4 listopada 2011 | Komentarze 5

Spokojne kręcenie ze Żwirkiem.
W końcu udało mi się zebrać do wyszorowania owijki, siodła i innych białych elementów, które już dawno przestały wyglądać jak białe. Byłam tak zadowolona, że postanowiłam zabrać Flakonika na mały lans po ulicach.
Nocna jazda, na prochach; nospach, ibupromach, buscopanach i innych cudach. Jednak lekko przydżumiona jakaś byłam ;P. Czy ktoś już sprawdzał, czy nospa zapobiega skurczom ud i łydek??
Objechaliśmy spokojnym tempem miasteczko. Lampka jak zwykle wariowała, raz świeciła a raz nie. Na Kunickiego poganialiśmy za jakimś mpk. Żwirek się przykleił niemal do zderzaka, ja troszkę dalej. Tłumek ludzi z końca autobusu skakał po siedzeniach, radośnie dopingując Kamila ;).
Lewa manetka mi się lekko poluzowała. Kto wie gdzie mam dłubnąć, żeby to przykręcić??? ;P.



Dane wyjazdu:
40.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

27.10.2011 Nocą po mieście

Czwartek, 27 października 2011 | Komentarze 2

W ramach przywracania porządku mięśniom ud i ramion po wczorajszej siatce podskoczyłam pod Tesco na nocne kręcenie z Easyriderem, Kermitem i Żwirkiem. Kto by pomyślał, że zbieranie się na jesienny, nocny rower może zająć tyle czasu! Ostatecznie żeby się nie spóźnić, zapomniałam polarowej opaski na szyję, opaski na uszy, zapasowych baterii do lampki, soku zapomniałam dolać do wody w bidonie, nie zdążyłam dopompować kółek, nie umalowałam się... Za to wzięłam pasek od pulsometru! Nie wzięłam natomiast tego zegareczka od pulsaka. W tej kwestii jak zwykle mogłam liczyć na Żwirka i u niego można było odczytać moje wyniki :P. MIasto objechane. Fajna trasa, ciepło, przyjemnie. Na Krakowskim spotkaliśmy wiedźmy. Jestem pewna, że przeciwnicy Halołinu zmieniliby zdanie po spotkaniu TAKICh czarownic! Dlaczego nie możemy spotykać fajnych czarodziejów, z takimi genialnymi, szpiczastymi czapkami :P??? No fajnie fajnie, dobrze się jechało ;). Na koniec chwila paplania i przejazd do domu wąwozem - jak zwykle po wyziębieniu: w męczarniach, ze skaczącą z zimna szczęką :P

Dane wyjazdu:
39.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

16.10.2011 Clermont-Ferrand, Aubiere i Puy de Dome

Niedziela, 16 października 2011 | Komentarze 7

Po wczorajszym obejściu miasta dzisiaj wstałam z potężnymi zakwasami łydek! Prawie chodzić nie mogłam ;). Jak nic był to bunt organizmu przeciwko turystyce pieszej! Poczułam się w obowiązku natychmiast znaleźć bajka! Pokuśtykałam do inf. turystycznej z małym optymizmem prosząc o znalezienie wypożyczalni otwartej w niedzielę ;p. O dziwno znalazła się nawet całkiem niedaleko, aczkolwiek otwarta jeszcze tylko kilka godzin. Nie było się co zastanawiać ;). Na początek pokręciłam po mieście po kilku miejscach z ładnymi widoczkami. Nie powiem, żeby ta jazda była jakaś szałowa. Ulice co prawda wyludnione, ale samo Clermont położone jest na górach i całe jest w zjazdach i podjazdach (do wyboru od 10 do 16%). Co podjechałam to trzeba było zjechać, poza tym kręciłam się trochę błądząc. Prawie jak jakieś xc ;D. Poza tym wszędzie pełno ulic jednokierunkowych, przez co na zjazdach kilka razy w ostatnim momencie zauważyłam zakaz wjazdu i hamowałam już na ulicy „pod prąd”. Ludziska zaskakująco życzliwi, uśmiechali się tylko, chłopaki nawet machali ;p;p. A może właśnie nie?! Może oni właśnie rechotali się z takiej ofiary losu :D??. Nieważne.. Dalej postanowiłam podjechać do Aubiere (sąsiednie miasteczko), czyli do swojej new roboty. A nóż-widelec ktoś pracuje w laboratorium w niedzielę :D:D? Hehe oczywiście wszystko pozamykane na 4 spusty.. Wciąż miałam mało km, łydki dalej piekły, dużo wolnego czasu zostało… Kusiły mnie góry otaczające dookoła miasteczko w odległości kilku km. Koniec końców skierowałam się w stronę najwyższego szczytu Owernii a właściwie wulkanu Puy de Dome (1400m). Mapa mi się skończyła w trakcie jazdy, aczkolwiek do samego podnóża wulkanu jechałam drogą o nazwie Puy de Dome, więc raczej nie mogłam zabłądzić ;p. Super asfalcik, żałowałam że nie pożyczyłam szosy i musiałam się męczyć z mtb. A było z czym się męczyć. Do pętli pod wulkanem ciągle jechałam pod górę. W drodze minęło mnie kilkunastu kolarzy. Uśmiechnięci, ładnie poubierani, fajne szoski… Ktoś coś do mnie próbował zagadać ale niestety ich francuski w połączeniu z zadyszką był dla mnie nieczytelny. Mój dla nich tym bardziej…. Jak pięknie byłoby tu jechać bullsikiem ;p. Ogólnie zgrzałam się z lekka. Co jakiś czas zdejmowałam kawałki garderoby i tak na pętli pod wulkanem byłam już tylko w krótkich ubraniach. Widok z tamtego miejsca: rewelacja! Na dole miasto, na górze szczyt wulkanu. Wszędzie zielono jeszcze, słonko praży, zero chmur! A podjazd na szczyt… no cóż doznałam lekkiego zawrotu głowy.. Stromy jak diabli. Akurat zjechali jacyś kolarze i zaczynali pakować szoski do samochodów więc postanowiłam podpytać. Panowie uprzejmie wyjaśnili, że wjeżdża się dookoła wulkanu, że czasami są tam wyścigi, że dystans krótki, ale bardzo stromo i że na górze super pogoda, aaaa i że przyjemniej będzie mi na szosowym… cwaniaczki :D. Na migi, a raczej na swoich rowerach wytłumaczyli mi żebym koniecznie pożyczyła szosę z 3 tarczami z przodu :D. Nawet jakby powiedzieli mi to po ingliszowemu to i tak bym nie zrozumiała tych rowerowych pojęć ;D. Tak więc, z braku dobrego sprzętu i czasu Puy de Dome musi poczekać do „prochain dimanche”. Ubrałam się z powrotem na zjazd i pocisnęłam do miasteczka, gdzie i tak z opóźnieniem wpadłam do wypożyczalni. Na szczęście nie kazali dopłacać. Lubię tą mieścinę i wiecznie uśmiechnięte gęby jej mieszkańców. Mogłabym tu chyba zamieszkać ;)

Kategoria 30-50km, po mieście


Dane wyjazdu:
42.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:11.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

08.10.2011

Sobota, 8 października 2011 | Komentarze 22

Po 2 tyg przerwy i dwóch ostatnich dniach nagminnego spożywania ibuprofenu, spokojne kręcenie ze Żwirkiem i Kuczym. W drodze do Toro zaczęło padać, myślałam że nie pojedziemy, ale jakoś nikt nie podzielał mojego zdania ;p. Po pierwszych 20 minutach byłam cała mokra i dodatkowo brudna od tego co zbierałam z kół chłopaków. Później zrobiło się bardzo przyjemnie, nawet słońce momentami wychodziło. A oprócz "przyjemnego"... Przez całą drogę mdliło mnie i walczyłam z żołądkiem. Na koniec zatrzymałam się w wąwozie, gdzie mnie wytelepało z zimna, żołądek oszalał już konkretnie i niestety nie dało się dokończyć rozmowy ;p. Pulsometr w połowie drogi wyłączyłam, żeby się nie dołować, a przy okazji żeby chłopakom nie łapało sumy :D. Dobrze, że zrezygnowałam z jutrzejszego Hru, bo czuję że ogólnie jakaś tragedia nadeszła już ;p
Kategoria kameralnie, 30-50km


Dane wyjazdu:
43.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max:189 ( 97%)
HR avg:160 ( 82%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bulls

29.09.2011

Czwartek, 29 września 2011 | Komentarze 7

Krótko i bardzo szybko z Haladinho. Spooko się jechało, chociaż puls ciągle wisiał bardzo wysoko i jakby w tym samym miejscu, niezależnie czy jechałam na kole czy dawałam zmianę. No może poza jednym momentem gdzie pod górę wyprzedzaliśmy ciągnik ponad 40km/h ;p. Paweł wyskoczył to musiałam i ja ;p;p. Puls drgnął łaskawie i strzelił aż do 189, a na samej górze byłam tak umęczona, że o mało nie zwróciłam obiadku :D. Pierwsza połowa trasy pod wiatr i ogólnie lekko ku górze i ciągle ok. 32-34, po nawrocie tempo praktycznie nie schodziło poniżej 40km/h. Momentami ledwo co się wyrabiałam ;p. Tak, Hajla to jednak nie-człowiek :p. Na zakończenie ploteczki na ścieżce :)

avs (gdzieś od Wojciechowskiej do zalewu): 34km/h
Kategoria 30-50km, kameralnie, RL


Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin